Kaligrafia idzie do lamusa

Date 12/09/2009 Category Kategorie: kultura, społeczeństwo, sztuka | by Lan Pham

A to wszystko się zaczęło gdy przeczytałam, już niedostępny, artykuł Metra z dnia 10 lutego 2009.
fountain pen by dutchuncle.co.uk

Jednym z celów (bo chyba nie efektów ubocznych?) postępu technicznego jest wyręczanie nas z różnych, z pozoru nieistotnych czynności. Ogółem rzecz biorąc, w rezultacie cofamy się w rozwoju. Owszem, zbiorowa inteligencja i zaradność zwiększyła się, ale jednostka stała się słabsza niż kiedykolwiek.
Jesteśmy dziś rozpieszczeni, zepsuci i leniwi jak nigdy wcześniej.

Tak, jestem typem osoby, która ból i cierpienie traktuje jako jedną z najistotniejszych rzeczy w ludzkim życiu. Takie samo nastawienie mam do drobnych, życiowych prac i czynności, czy też niekiedy rezygnacji z udogodnień (mowa tylko o nastawieniu, bo przyznam się, będąc zepsuta i leniwa do potęgi n-tej, trudno mi faktycznie realizować pewne prace).
Każda doza tych elementów kształtuje nasz charakter i czyni nas mądrzejszymi, mówiąc moralizatorsko.

A co to za małe, życiowe prace?
Potraficie sobie przypomnieć motywy z różnych gatunków literackich, gdzie niedoświadczony bohater, aby osiągnąć pewien tytuł czy umiejętności, musiał przejść specjalne szkolenie swojego nauczyciela? Mistrzowskie szkolenie okazało się wypełnianiem prac domowych, tj sprzątanie, pranie, szorowanie podłogi, ręczne mycie naczyń zamiast używania zmywarki. Potem, pod koniec, nauczyciel czasami mawia, że bohater fizycznie był już gotowy od początku, a szkolenie służyło jedynie ćwiczeniu woli, cierpliwości i zmianie nastawienia. To dość klasyczny motyw, ale chwilowo jako przykład mam w głowie tylko “Karate Kid” i chociażby anime-klasyka “Dragon Ball”.
I oto mi właśnie chodzi, o wypracowanie sobie charakteru i rezygnację z niektórych wygód. Niby życie to nie film, ale film to życie. Może nie całkowicie nasze, ale życie.

Wstęp jest dla twardzieli.

A ja go zwaliłam. Ten powyższy kogiel-mogiel prowadził jedynie do skupienia się nad kwestią pisma odręcznego, sztuki użytkowej, która niestety, powoli zanika.
Osobiście uważam się za oddanego kaligrafa (w tym wypadku nie jest to bezpośrednio “sztuka estetycznego, starannego pisania” tylko raczej wielbiciela pisma ręcznego). Sztuka pisania stanowi bardzo ważny element tożsamości człowieka, ale klawiatura sukcesywnie ją dzisiaj wypiera.

Dzisiaj większość woli wstukiwać do komputera i potem wydrukować, bo niby tak jakoś ładniej i czyściej. A czasami w listach (jak już je w ogóle wysyłamy) ludzie przepraszają za swoje kurze pismo. I trafnie autor artykułu o śmierci ręcznego pisma w The Guardian zadaje pytanie, od kiedy to stukanie na klawiaturze stało się lepsze niż klasyczne pisanie? Oh, nie mówię o kwestii edycji tylko o prestiżu i ważności.

Zaginiona sztuka?

penmanship
Robienie notatek na lekcji to jedno z tych większych przekleństw w szkole i jak już ktoś zrobi to są raczej one skromne, odwalone na chybcika pierwszym z brzegu narzędziem. Ta olewczość nie ma tym razem nic związanego z komputerami, to ta cholernie irytująca tendencja – Starania są lamusowate, Nonszalancja wygląda fajnie.
Znam bardzo niewiele osób (np. siebie), które zwracają uwagę na to jak piszą i starają się to “pielęgnować”, choć to zabrzmi dziwacznie.
Kiedyś to jeszcze nauczyciele oceniali pismo i jego czytelność, teraz to nawet już nie narzekają.

Kiedy w 2006 roku w USA do egzaminów wstępnych na studia wprowadzono wypracowanie pisemne, tylko 15 procent z prawie 1,5 miliona zdających napisało je pismem pochyłym. A reszta? Literami drukowanymi.

To tylko początek fali uczniów, którzy już w nauczaniu początkowym nie mają zbyt wielu zajęć z pisania odręcznego. Najczęściej nie jest to więcej niż 10 minut dziennie. W efekcie coraz więcej młodych ludzi ma z nim problemy, podobnie jak z czytaniem takiego zapisu.

Nauczyciele wzruszają ramionami. Twierdzą, że uczenie odręcznego pisania jest reliktem w obliczu obecnych technik nauczania, języków obcych i zakresu materiału, jaki obejmują testy egzaminacyjne. Jednak naukowcy badający proces nauki pisania dowodzą, że umiejętność ta jest ważna ze względów poznawczych. Wskazują oni na badania, z których wynika, że dzieci bez biegłej umiejętności odręcznego pisania już od najmłodszych klas tworzą prostsze i krótsze wypracowania. // “Klikanie zabija pisanie”

Nawet nauczyciele przestali już krzewić poczucie estetyki w piśmie, bo dzisiaj zaświadczenie o dysleksję i dysgrafię (obie dysfunkcje zawsze się wspierają) jest równie łatwo dostać jak leki przeciwbólowe. A co za tym idzie, nie trzeba się starać i przez to nikt nie traci punktów za estetykę pracy (m.in). To dobry pretekst do pisania prac na komputerze, zresztą nauczyciel też sie ucieszy, bo nie będzie musiał się bawić w grafologa i odszyfrowywać pismo uczniów.
Nie będę nawet próbować się zagłębiać w wątpliwe kwestie dysleksji i dysgrafii.

Dla przeciętnego człowieka pismo ręczne jest zbędne, bo nieznane są korzyści z tej praktyki, która pozostaje jedynie sposobem przekazania informacji.

– Nie znam innego zastosowania pisma ręcznego w dorosłym życiu poza składaniem podpisu – mówi profesor Smolken. – Pismo odręczne znajduje się tak nisko na liście priorytetów nauczania, że naprawdę moglibyśmy się nim wcale nie przejmować. Większą uwagę przykładamy do przygotowania dzieci do testów, które w ogóle nie wymagają umiejętności odręcznego pisania.
“Klikanie zabija pisanie”

W szkole w sumie można spokojnie uniknąć męczącego pisania, pisane są pojedyncze słowa, kilka zdanek w zeszycie, kilka razy w roku zdarzy się wypracowanie na lekcji, ale resztę się już wystukuje na kompie. A po szkole to już w ogóle, prócz przyklejonych wiadomości na lodówce można tylko postukać sobie na klawiaturze resztę życia. W polskiej szkole to jeszcze pół biedy, bo w amerykańskiej jest np. syn-geniusz piszący jak 4latek lub 18-letni chłopak, który kompletnie nic nie napisał od 4 klasy.
Natomiast w pewnej szkole w Szkocjiwprowadzono wymóg pisania wiecznymi piórami. Oczywiście takie rzeczy tylko w prywatnej.

Nie mówiąc już, że dziś wszyscy jesteśmy numerkami, bez cyfrowej identyfikacji możemy równie dobrze nie istnieć. Podpisy też powoli idą do lamusa, na rzecz wypaśnych chipów czy czego tam jeszcze.

Nic dziwnego, że wg. pewnych badań w przeciwieństwie do czytelnictwa, rozwój pisma stoi w miejscu.

Nieśmiertelne pismo

W razie gdyby ktoś nie zrozumiał ważności tej sztuki:

Pisanie to jest to samo co te małe, z pozoru nieistotne prace, które nas hartują. Takie, które “kształtują nasz charakter, wpływają na rozwój osobowości i uczą cierpliwości”, jak pisze Życie Warszawy z 10 X 2007, zresztą takie wzmianki można bardzo często napotkać. Co prawda, nie byle długopisem można najlepiej to osiągnąć tylko właśnie piórem. I jako wieloletni użytkownik pióra (pióro dostałam od siostry na urodziny w 5 klasie podstawówce, za co jestem do dzisiaj wdzięczna) Watermana trudno mi się z tym nie zgodzić. Z autopsji wiem, że daje ono dobrą lekcję samodyscypliny, bywały ciężkie czasy, ale w ostateczności skrobanie piórem dawało dużą satysfakcję, które przewyższało wszystko inne. Przypomnijmy sobie Benedyktynów, mozolne przepisywujących księgi, był to ich sposób na umartwianie się i oczyszczanie swej duszy, co było zgodne z ich ora et labora. No, ale cóż, to tylko wersja hardcore.
I oczywiście, jak przystało na sztukę, (piórem) skutecznie pobudza wyobraźnię.

Kiedyś odręczne pisanie było bardzo respektowane, to było coś, co każdy powinien mieć to opanowane na przyzwoitym poziomie, by pokazać klasę i wykształcenie. Było równie ważne jak wygląd i ubiór. Może nawet bardziej, jako że jest ściśle związane z naszą osobowością. Pismo nas identyfikuje, tak samo jak nasz głos, oczy itp.
Zabawne jest to, że najsilniejsze podobieństwo między mną a moją starszą siostrą, jest zawarte w naszych charakterach pisma (pewnie efekt przebywania pod jednym dachem).

A to co odróżnia pismo odręczne od głosu i wyglądu to to, że zawsze wydawało się dla mnie czymś intymnym i osobistym. W tym samym stopniu elastyczne jak osobowość. Najlepiej tą prywatność zauważyć porównując korespondencję mailową i listowną. Gdybym dostała od kogoś prawdziwy, namacalny list pisany odręcznie, wzruszyłabym się nie na żarty. W dzisiejszych czasach to jest jak poświęcenie i świadectwo prawdziwego szacunku i zainteresowania. Świadomość, że ktoś musiał kupić kopertę i poświęcić notowaniu kilka dobrych chwil, odręcznie kreśląc każde słowo jest niezwykła, nawet nie ważne kim jest nadawca. Słyszycie ten mój zachwyt w głosie? Jestem właśnie skutkiem cyfryzacji, nie doświadczam takich rzeczy jak odręczny list. Nawet pocztówki zazwyczaj mają skromną treść.
Pamiętam jak kilka lat temu listownie korespondowałam z Neurotykiem, którego nigdy w realu nie poznałam, za to normalnie się kontaktowaliśmy na GG. To była przyjemne doświadczenie. Niestety na tym się skończyło, ale planuję znów zacząć wysyłać ludziom długie listy :).

Osobisty wymiar pisma zawsze u mnie wywołuje jakieś pierwsze wyobrażenie o jego właścicielu. Zazwyczaj przeczucie wydaje się być nawet trafne. Tak jak niedbałe pismo objawia sie niedbalstwem, olewczością w naturze, proste. I sądzę, że nie tylko ja ulegam temu wrażeniu.
Udowodniono, że gdy nauczyciele dostają dwie identyczne wypracowania, ale jedno pisane staranie a drugie niedbale, to ta pierwsza zyskuje, dostając lepsze noty. Jeżeli pismo nie zadziała na świadomość, to na pewno już wpłynie na podświadomość. Opłaca się więc ładnie pisać i zrobić dobre wrażenie. Obiektywność nie istnieje.

Zanik umiejętności odręcznego pisania może być również stratą poznawczą. Proces neurologiczny, w którym za pośrednictwem palców przekształcamy nasze myśli w pisane symbole, jest bardzo złożony. Kilka badań akademickich wykazało, że posiadanie dobrych umiejętności pisania w młodym wieku pomaga dzieciom lepiej wyrażać swoje myśli – to korzyść na całe życie. Dzieciom, które nie uczą się poprawnej techniki pisania, sprawia ono trudność, więc go potem unikają. Szkoły, w których uczy się pisania odręcznego, zaprzestają tego po trzeciej klasie, zaraz po tym, jak dzieci ledwie opanują tę umiejętność. Potem coraz częściej używa się komputerów i w czwartej lub piątej klasie wiele dzieci dochodzi do wniosku, że nie lubi pisać ręcznie. // “Klikanie zabija pisanie”

I ktoś mi kiedyś obrazował, że ręczne pisanie to jest jak rycie po mózgu. A potem to już łatwiej z niego wyciągnąć napisane informacje. Sposób na pamięć.

Naturalnie wcale nie znaczy, że nieumiejętność pisania jakoś upośledza. Na pewno wiele ludzi sukcesu ma nadal z tym problem (to ulubiony argument NiePiszących), ale chyba nie w tym rzecz – żeby osiągnąć sukces zawodowy i zarządzać jak największą korporacją w mieście.

Mimo wszystko odręczne pismo nie ma szans umrzeć, zostało ono tak zakorzenione w naszej kulturze, że to po prostu niemożliwe. Miało przecież tyle okazji do wyginięcia prawda? Chociaż na razie nie jest najlepszego zdrowia po prostu. Dlatego włóżcie grama starań do tego jak piszecie proszę, świat wypięknieje :)



?

Dobrze idzie, jest 19 komentarzy w “Kaligrafia idzie do lamusa”

  1. # radekg :: 13/09/2009 @ 00:15 ::

    Na początek złe wieści – pismo odręczne wyginie. Choćby dlatego, że komputery się strasznie mnożą i uosabiają, w sensie, każda osoba ma komputer. To laptop jest zabójcą pisma! Dopóki komputer stał w jednym miejscu w domu i był jeden na rodzinę. To jeszcze nie było to. A teraz? Ja mam 3 laptopy ;) A pochodzę z czasów, kiedy w podstawówce i LO nikt nie miał komórki jeszcze, wiec o wypracowaniach pisanych na komputerach nam się nie śniło.

    Trzy wielkie religie monoteistyczne, które zawładnęły światem (judaizm, chrześcijaństwo, islam) to religie księgi, czyli też i pisma. Ale co szkodzi, aby słowa te były dziś wydrukowane?

    Ważniejsze jest, aby ludzie umieli czytać ze zrozumieniem, niż to aby potrafili pisać odręcznie.

  2. # Adam Klimowski :: 13/09/2009 @ 07:58 ::

    Nie wierzę w to, że pismo odręczne wyginie. Zawsze będą tacy ludzie jak Lanooz czy Neurotyk, którzy będą uważać, że są sytuacje, w których lepiej napisać coś ręcznie.

    Ja sam utrzymuję tę sprawność przez pisanie pocztówek, prowadzenie zapisków na temat moich dochodów i wydatków… oraz egzaminy pisemne (minie jeszcze trochę czasu, zanim polskie szkoły i wyższe uczelnie się zdigitalizują ;)).

  3. # Ravicious :: 13/09/2009 @ 08:59 ::

    […] oraz egzaminy pisemne (minie jeszcze trochę czasu, zanim polskie szkoły i wyższe uczelnie się zdigitalizują ;))

    Dokładnie. Ja myślę, że z pisaniem ręcznym w szkołach będzie tak, jak jest z łaciną – kiedyś przedmiot obowiązkowy, teraz w liceach uczą go tylko na profilach humanistycznych i biol-chemie.

  4. # Uncja :: 13/09/2009 @ 10:18 ::

    Eleganckie pismo zapewnia też czytelne notatki, co jednej z moich koleżanek zagwarantowałoby wyższą ocenę z fizyki — podręcznika zapomniała, w Internecie niczego wartościowego (jej zdaniem) nie znalazła, a wzory i objaśnienia w jej zeszycie, z uwagi na charakter pisma, wartości większej nie miały. ;)
    Bardzo lubię pisać, a do piór wiecznych mam słabość od I klasy szkoły podstawowej (pamiętam, że byłam dumna jak paw, że pierwszej pozwolono mi korzystać z czegoś innego niż ołówek :)). Wtedy pisałam Parkerem, który wymuszał zaokrąglanie liter. Niestety, pióro ze starości (ma już 8 lat) popsuło się. Mam dwa inne, ale dają bardzo cienki ślad, więc poluję na innego Parkera z równie dobrymi właściwościami, co stary (patrzę też na Watermany). Chyba zażyczę sobie pod choinkę. :)

  5. # Mikołaj :: 13/09/2009 @ 10:32 ::

    Pisanie ręczne nie wyginie choćby i z powodu snobizmu ;)
    Im więcej osób klepie treści na klawiaturze, tym treść napisana piórem nabiera unikalności => większego znaczenia. Poza tym od kilku lat mówi się o testach grafologicznych przy przyjmowaniu na wysokie stanowiska. Nie wiem, czy nie zostanie to oprotestowane przez kogoś odrzuconego, ale idea wydaje mi się całkiem do rzeczy. Raz, że z pisma można wyczytać wiele informacji, często ukrytych. Dwa, że chyba nie przyjąłbym na wysokie stanowisko w swojej firmie kogoś, kto nie potrafi pisać.

  6. # Paweł Wolak :: 13/09/2009 @ 11:58 ::

    Miło jest być reliktem. :)

    Pomimo bycia programistą i ogólnego, bardzo rozwiniętego zacięcia komputerowego, nie znoszę pisania dłuższych tekstów na komputerze. Pisze się szybciej, ale też jakoś automatycznie, mniej korzystnie dla tekstu – zauważam, że często umykają mi klasyczne zwroty używane w danym modelu wypowiedzi.

    Nie da się jednak ukryć, że jest to niewygodne i przez to sprowadzane na margines. Każdy taki tekst i tak trzeba przeklepać do kompa (chyba, że jest to prywatny list), więc zmusza to do podwójnej pracy. Ja przeprowadzam wówczas autokorektę – ale korekta też ma, niestety, bardzo marginalne znaczenie w Internecie.

    Inna sprawa, że nie skupiam się nad tym, by pisać ładnie. Piszę dla siebie – więc wystarczy, żebym ja to odczytał. Wprawdzie nie bazgrolę, ale nie nazywałbym tego kaligrafią w znaczeniu sztuki.

    Własna, osobista czcionka, chociaż jest unikalną cechą, to niestety, nie ma dzisiaj już większego znaczenia w mojej opinii. Wszystko można osiągnąć korzystając z dobrodziejstwa komputerów – i będzie to modyfikowalne, w przeciwieństwie do pracy ręcznej.

    Skoro już w szkołach pisze się dużo mniej, to niestety należy się spodziewać, że kaligrafia jako taka wyginie jako coś powszechnego. Przyszłe pokolenia (albo już teraźniejsze…) będą bolały rączki po zapisaniu strony A5, więc nie będą tego praktykować.

    Z jednej strony zgadzam się, że to niekorzystne zjawisko, ale po zastanowieniu nie jestem pewien, czy to coś poza nostalgią wynikającą z faktu, że coś pięknego ucieka ze świata. Kaligrafia już nie ma rzeczywistej wartości, więc nie jest konieczna w dzisiejszym świecie.

  7. # Lanooz :: 13/09/2009 @ 12:41 ::

    radekg: Na początek złe wieści – pismo odręczne wyginie. (…)
    Ważniejsze jest, aby ludzie umieli czytać ze zrozumieniem, niż to aby potrafili pisać odręcznie.

    Głupstwa gadasz! ;) Tego samego na pewno nie powiedziałbyś o papierowych książkach, a jak dla mnie sytuacja jest podobna. Z tą drobną różnicą, że dzisiaj pismo jest jak książka za kilkanaście lat. Nie wyginie:

    Mikołaj: … choćby i z powodu snobizmu ;)

    Nie pomyślałam o tym, że ten rozwój wznosi pismo do wyższych sfer. I do pewnego momentu znów sie może spopularyzuje.

    Paweł Wolak: Inna sprawa, że nie skupiam się nad tym, by pisać ładnie. Piszę dla siebie – więc wystarczy, żebym ja to odczytał.

    To nie jest kwestia ładnego pisania, nie o tym pisałam. Nie każdy jest artystą, ale nie w tym rzecz, mi chodziło o pewne poczucie estetyki (czystość, ułożenie, kreślenie) o włożenie w to co się piszę odrobiny starań. Estetyka i piękno to dwie inne sprawy.
    I nie przywołuję kaligrafii w aktualnym, dosłownym znaczeniu, pięknego kreślenia każdej kreski

    Paweł Wolak: Z jednej strony zgadzam się, że to niekorzystne zjawisko, ale po zastanowieniu nie jestem pewien, czy to coś poza nostalgią wynikającą z faktu, że coś pięknego ucieka ze świata. Kaligrafia już nie ma rzeczywistej wartości, więc nie jest konieczna w dzisiejszym świecie.

    Przecież przytoczyłam tyle dość rzeczowych argumentów, które mówią dlaczego pismo jest takie ważne. Jak wyżej wspominałam ta sama ma się rzecz z papierowymi książkami – to nie jest tylko kwestia nostalgii. To jest pewien bardzo ważny element kultury. Niby czym jest dla ciebie rzeczywista wartość? Efektywność? Praktyczność?

  8. # Godryk :: 13/09/2009 @ 15:38 ::

    @radekg: nie jestem pewien, jak jest w przypadku Islamu, ale judaizm wymaga, by Tora była ręcznie przepisywana. A zniszczone rękopisy są grzebane z całym ceremoniałem, jak ludzie.

    @Lan: pismo ręczne rzeczywiście staje się dziś przeżytkiem. A szkoda. Dużo łatwiej się skupić przy ręcznym pisaniu, dużo wygodniej pisać na brudno, nanosić poprawki, przywracać wcześniejsze wersje. Klawiatura tych możliwości nie daje: za każdym razem masz tylko jedna wersję tekstu i nie wpadniesz na to, że jeszcze lepiej niż kolejne dotychczasowe wersje będzie wygladać kolaż kilku przekreślonych fragmentów, bo ich nie widzisz.

    Fajnie, że jeszcze są ludzie, którzy lubią pisać ręcznie. :-)

    Ale odręczną korespondencję tak naprawdę w Polsce zabiła poczta.

    Jeszcze dwadzieścia lat temu pisałem kilka, kilkanaście listów tygodniowo. Z każdego wyjazdu, nawet jednodniowego, wysyłało się po kilka, kilkanaście widokówek do znajomych. Kiedyś do dziewczyny wysłałem cały trzydziestodwukartkowy zeszyt zapisany podczas kilku godzin jazdy pociągiem. A z kilkoma kumplami potrafiliśmy wysyłać sobie pocztówki z każdej stacji kolejowej, na której mieliśmy przesiadkę czy po prostu gdy pociag stał dłużej.Co więcej, pisanie listu to była sztuka sama w sobie, nawet koperty robiliśmy ręcznie, z różnych dziwnych materiałów – ozdobnego kartonu, zaszywane kolorowymi sznurkami i z pieczęciami. A jeden z nielubianych kolegów otrzymał kiedyś list na papierze toaletowym, w woreczku foliowym, na którym nakleiliśmy znaczki opłaty sądowej zamiast pocztowych – tak, żeby musiał sam zapłacić za przesyłkę…

    Ale potem poczta zaczęła oszczędzać na wszystkim – m.in. ustalając tak niskie marże na znaczki pocztowe i tak utrudniajac ich hurtowy zakup, że teraz praktycznie nie kupisz znaczków poza pocztą (no chyba że przy ulicznym stojaku z widokówkami, ale nie zawsze). Więc i wysyłanie widokówek czy listów przestało mieć sens, skoro za każdym razem trzeba było szukać poczty i stać w kolejce po znaczki.

    Po kilku latach weszła telefonia komórkowa, potem upowszechnił się Internet – w efekcie ostatni papierowy list dostałem, hm… Chyba z sześć lat temu. I przez ten czas może z dziesięć kartek z życzeniami czy pozdrowieniami. A szkoda…

    Pisanie ręczne ma to do siebie, że pozwala uporządkować myśli. Więcej, zmusza do uporządkowania myśli, bo pióro nie ma klawisza delete, jak się coś zacznie pisać, to trzeba to dokończyć. Albo popsuć estetykę tekstu przekreśleniami…

    Dotychczas wolę robić notatki odręcznie. Gdy myślę nad czymś, ustalam plan działania, zapisuje jakiś pomysł – wolę to robić na kartce papieru, tym bardziej, że wówczas mogę sobie przestrzeń kartki zagospodarować dwuwymiarowo, dodając wyjaśnienia między wierszami, na marginesach czy w ogóle tworząc od razu jakis zorganizowany schemat.

    A tymczasem pisanie w edytorze wymusza liniowość tekstu, a wyróżnianie poszczególnych zdań, przypisów, wyjaśnień wymaga dodatkowego wysiłku, nie jest tak intuicyjne…

    Jednakowoż ludzie piszący ręcznie mają tendencję do długich wypowiedzi, co we współczesnym społeczeństwie uważa się raczej za wadę. ;-D

  9. # Marcin :: 16/09/2009 @ 09:46 ::

    Przypomniał mi się stary kawał o milicjantach, co to chodzili dwójkami, bo jeden umiał czytać a drugi pisać… Życie jak zwykle prześcignęło kabaret. Moi rodzice mieli w podstawówce lekcje kaligrafii, a pisali stalówką maczaną w kałamarzu. Za moich czasów kaligrafii już nie było ale pisało się wiecznym piórem, a potem długopisem. Na polskim co jakiś czas pisało się dwugodzinne zadania klasowe co dzisiaj w dobie testów pewnie zlikwidowano. Narzekasz na notowanie w szkole – to nic w porównaniu z tym ile będziesz musiała notować na studiach. Howgh.

  10. # Adam Klimowski :: 18/09/2009 @ 20:19 ::

    @Marcin: to prawda, na studiach notowania jest mnóstwo, ale widzę na wykładach (i ćwiczeniach!) coraz więcej osób z laptopami i netbookami. Ich notatki cieszą się wielkim powodzeniem, bo nie ma problemu z ich odczytaniem i kopiowaniem.

  11. # godlark :: 19/09/2009 @ 10:43 ::

    Ja też wolę pismo odręczne od pisma drukowanego. Chciałbym mieć takie urządzenie z ekranem dotykowym, po którym mógłbym pisać czymś w rodzaju długopisa, a ono przekształcałoby wszystko na obrazy. Te obrazy bym publikował zamiast notatek.
    Mam nadzieję, że nadejdą kiedyś takie czasy, gdy będziemy publikować takie notatki, zamiast takich z drukowanymi literkami.

  12. # Mekk :: 20/09/2009 @ 21:46 ::

    Przeszedłem całą edukację z piórem (głównie) i długopisem (rzadziej) i zeszytem. Do wakacyjnych znajomych pisałem papierowe listy. Bardzo lubię pióro w dłoni i kartkę papieru na stole.

    Ale wszystkie teksty piszę już dziś na komputerze. Ręcznie co najwyżej robię szkicowe notatki, też przeznaczone do przepisania.

    Powody są dwa.

    1. Wielokrotnie zmieniam to, co napisałem. W czasach szkolnych potrafiłem to samo wypracowanie przepisywać cztery razy, a i w ostatniej kopii wpisywać uzupełnienia na marginesach czy pomiędzy wierszami. Udręka. Możliwość cofnięcia się o trzy zdania i dopisania tam kilku słów, możliwość zamiany kolejności dwóch akapitów, możliwość przeorganizowania fragmentu z poprzedniej strony – komputer wygrywa zdecydowanie. A przy używaniu zarządzania wersjami jest też pełna historia rozwoju dokumentu.

    2. Papierowe notatki sprzed lat leżą gdzieś na pawlaczu i w szafie. Teoretycznie moge do nich sięgnąć, w praktyce – nigdy mi się nie chce. Podobnie stare listy, sympatyczne ale zakurzone na dnie szafy. Wszystko co napisałem elektronicznie jest do znalezienia w kilka, kilkanaście sekund. Podobnie jak te nieromantyczne maile.

    Co zabawne, jest być może pewna nadzieja powrotu do ręcznego pisma. Mam na myśli elektroniczne pisaki i pokrewne zabawki. Nie zależy mi na qwertyuiop. Zależy mi na możliwości swobodnej edycji pisanego tekstu w dowolnych miejscach i łatwym odszukiwaniu rzeczy pisanych w przeszłości.

    PS Jest sytuacja, w której komputer mnie irytuje. http://notatnik.mekk.waw.pl/archives/163-Antyspotkania.html

  13. # Ida :: 25/09/2009 @ 12:13 ::

    Moim zdaniem, pismo ręczne nie zaniknie, na pewno jest w pewien sposób ograniczane, przez komputery i tym podobne, ale zawsze znajdzie się kilku fanatyków ręcznego pisania, którzy nie pozwolą mu odejść. Jak wiadomo, nie wszyscy korzystają z dobrodziejstw komputerów. Nie chcę tu pisać, że starsze, dorosłe, osoby są w jakiś sposób zacofane, bo nie wszystkie ( i czy to w ogóle można nazwać ‘zacofaniem’, może po prostu nie jest im to potrzebne do szczęścia ) ale z mojej wiedzy, mam prawo twierdzić, że większość z nich nie potrafi obsługiwać się komputerem. Czy to dobrze? Może i tak.

    Ręczne pisanie wypracowań, czy jakichkolwiek tekstów na pewno sprzyja poprawnemu pisaniu, wiem to po sobie, bo kiedy w mojej szkole, zaczęto wymagać wypracować, czy też dłuższych zadań domowych pisanych na komputerze, wtedy zaczęłam robić więcej błędów ortograficznych. Może to dziwaczne, ale po prostu nie mogę znieść tego, jak ktoś robi w elementarnych wyrazach jakieś odrażające błędy i moim zdaniem nie jest to wina dysleksji i dysortografii, tylko lenistwa i pośpiechu. Wszyscy się gdzieś śpieszą i nawet nie zwracają uwagi na to jak piszą i na to jaki ich błędy mają wpływ na innych ludzi, ponieważ my na to patrzymy i przyswajamy. Może niektórzy powiedzą, że co za różnica, czy napiszemy mój, albo mUj, jak i tak wiadomo o co chodzi, ale czy wg. was nie wygląda to strasznie? Uważam, że w tych czasach jest więcej analfabetów funkcjonalnych, niż kiedykolwiek. Może nie zmienimy tego u wszystkich, ale wystarczy, że sami zamiast pisać teksty bezmyślnie na komputerze, i kopiując myśli i fakty ze słowników internetowych, przysiądźmy przy kartce papieru i postarajmy stworzyć się coś sami. Na pewno kiedyś będzie sytuacja, że nie będziemy mieli pod ręką komputera, a kartkę papieru i co wtedy? Bezradność zwycięży.

  14. # malotka :: 01/10/2009 @ 21:29 ::

    ej, ej, a gdzie odręczny podpis?;)

  15. # Ewa :: 14/01/2010 @ 19:18 ::

    Trafiłam na artykuł w poszukiwaniu jakichś nowych informacji na temat kaligrafii. Robię tak od czasu do czasu z racji swej pasji. Artykuł bardzo mi się podoba, a już szczególnie to jaką wzbudził dyskusję. Wszystkie przytoczone argumenty, zarówno te “na tak i na nie”, mają swoją rację bytu i każdy może w przyszłości okazać się determinującym w temacie wyginięcia, bądź niewyginięcia odręcznego pisania. Nie jest mi trudno wyobrazić sobie, że w przyszłości, może niedalekiej, każdy z nas nosi elektroniczny notes, zamiast kartki papieru i pióra, że na wykładach nawet w szkole podstawowej, zamiast zeszytów, używa się laptopów i innych małych komputerków z folderami: “Geografia”, “Fizyka”, “Matematyka”, “J.polski” itp… a folder=zeszyt. Nie trudno sobie wyobrazić, że poczta niedługo będzie dostarczać jedynie pisma urzędowe i rachunki… Ale trudno mi sobie wyobrazić, że nie znajdzie się w odpowiednim momencie choćby nieliczna (za to silna) grupa ludzi, która stanie w obronie podstaw edukacji – a jedną z podstaw edukacji jest nauka pisania. Zresztą, szczęśliwie, rozglądając się można znaleźć organizacje, których celem jest właśnie przypomnienie jak ważne jest odręczne pisanie. Na skutki usunięcia kaligrafii ze szkół nie trzeba było długo czekać. 40 lat. I właśnie oto mamy przed sobą samych dysgrafików, dysortografów itp. To nic innego jak skutek pozbycia się ze szkół nauki PIĘKNEGO PISANIA. Najgorsze jest to, że nie sposób znaleźć teraz ludzi, którzy mogliby nauczać kaligrafii w szkołach, gdyby chcieć ją przywrócić. Na szczęście, zarówno nauczyciele jak i rodzice zaczynają zauważać problem i dzięki temu jest coraz większe zainteresowanie kursami, warsztatami, konkursami kaligrafii. Na zachodzie w poważniejszych firmach cv jest akceptowalne tylko napisane odręcznie – raz, że grafolog dostarcza ważnych informacji o kandydacie, dwa, że pismo odręczne zwyczajnie kojarzy się z szacunkiem i poważaniem. Jest jeszcze wiele, wiele argumentów przemawiających raczej za rozkwitem pisma odręcznego, niż jego wyginięciem (tylko moim zdaniem), ale myślę, że te najważniejsze przytoczyłam i zapisuję się do szeregu optymistów ;)

  16. # frugo :: 19/05/2010 @ 08:55 ::

    Kiedyś w czasopiśmie “Wiedza i Życie” pojawił się artykuł na ten temat. Autor wyraził przekonanie, że zabójcą w Polsce kaligrafii jest Marian Falski ze wspólpracownicą, którzy opracowali “Elementarz”.

    Wzbudziło to moje zdumienie, bo przecież jak każdy Polak, mam przekonanie o genialności systemu nauki pisania i czytania.

    O co autorowi chodziło, zrozumiałem dopiero podczas mojej wizyty , w Izraelu, u koleżanki, której synek właśnie szedł do szkoły. Otrzymał wyprawkę, w niej zeszyt do nauki pisania.

    Zeszyt nie zawierał opisu WYGLĄDU liter, lecz SCHEMAT ICH PISANIA. Wtedy ze zdumieniem stwierdziłem, że alfabet hebrajski jest pod tym względem bardzo podobny do naszego (i do greckiego) , kwestia tylko rozmiaru wykonywanych ruchów.

    Jakoś mi to przedtem się nie uświadamiało. Wpojono we mnie, że pismo składa się z kółek, brzuszków i laseczek, które tworzy się dowolnym sposobem: w lewo, w prawo, z góry na dół, z dołu do góry.

    Zrozumiałem też , dlaczego nauczyciel rosyjskiego poświęcił pół roku na naukę kaligrafii rosyjskiej, dlaczego często nie mogę przeczytać tego, co sam w pośpiechu napisałem.
    Inna sprawa, to notacja cyfr. Cyfry mi się mylą natychmiast po napisaniu: 1 z 7 i 2; 5 z 3 i 9 itd. Natomiast, ile razy trafi mi w ręce tekst odręczny pisany przez Amerykanina, nie mam najmniejszych wątpliwości. Ich zapis przypomina wyglądem zapis z tradycyjnych tablic matematycznych. Widać, uczą ich tego.

  17. # frugo :: 19/05/2010 @ 09:02 ::

    @frugo:
    PS.:
    À propos Amerykanów – w czasach przedkomputerowych próbowali wdrożyć zwyczaj pisania wszystkiego na maszynie. Każdy pracownik miał własną, i miał obowiązek pisania na maszynie a vista. Nie przyjęło się, w Polsce również, mimo podejmowanych prób, np. przy wypisywaniu recept lekarskich.

    Pismo odręczne ma swoje znaczenie. Pozwala na notowanie (Scripta manent) przy użyciu skromnego, małego notesika, piórka czy ołówka, bez kłopotu o zasilanie, czasu uruchamiania itp.
    Kiedyś wspomagałem sobie pamięć zeszytem 16-kartkowym w kratkę. Przyzwyczaiłem się, weszło mi to w zwyczaj. Po jakimś czasie dowiedziałem się, że ten zeszycik budzi grozę w całym przedsiębiorstwie. Rozmówców męczyło to, że muszą się kontrolować cokolwiek do mnie mówią. Zeszyt uznawano za miażdżący argument w każdym sporze: o terminy, o ustalenia…

  18. # Nevna :: 02/05/2013 @ 14:31 ::

    Wzruszyłam się :)

Trackbacki

  1. Lanooz.net | ktoś to czyta?

Komentarze zamknięte.