obowiązkowa matma
May 4, 2009
Kategorie: Miniblog, polska i reszta świata
Za rok będę pierwszą ofiarą obowiązkowej matury z matematyki. Nie jestem zadowolona, ale jednak rozumiem te zmiany i akceptuję (i panikuję). A propos trwającej matury w Metrze zacytowali dziewczynę z mojego rocznika, twierdzi, że matma w życiu im się do niczego nie przyda i pół jej klasy nie zna tabliczki mnożenia. No rzeczywiście im się nie przyda, bo po co woźnemu matematyka. Przez sekundę się nawet ucieszyłam, że będzie ta matma.
Tagi: 
Wykop
del.icio.us
content rss
Lan, przepraszam za uogólnienie, ale rośnie pokolenie debili (z naciskiem na grupę ośób twierdzącą, że matma im się w życiu nie przyda).
Popieram zdanie Pawła!
Kiedyś matma była obowiązkowa i tyle. W końcu to MATURA – ŚWIADECTWO DOJRZAŁOŚCI, a nie test z polskiego!
Matma przydaje się na każdym kroku, chociażby podczas inwestowania, brania kredytu itd.
Bo w końcu świat dzielić się musi na tych ambitnych i na tych przeszłych bezrobotnych…
Przepraszam miałoby być PRZYSZŁYCH :)
Podobnie mozna sobie gadac – po co nam matura z historii literatury (bo czymze innym jest polski) – a IMHO to matma sie bardziej w zyciu przyda niz ten twór, co wiecej bardzo rozwija myslenie.
A ja zacytuję jednego z moich ulubionych matematyków: Ale przecież nikt nie mówi, że każdy musi mieć maturę.
Popieram wszystkich przedmówców, od Pawła poczynając, a na brt12 kończąc. Tak jak nie każdy MUSI być magistrem, tak nie każdy musi mieć maturę. A matematyka jest uniwersalnym językiem, znanym i rozumianym na całym świecie. No i może już dość wypuszczania w świat kolejnych pokoleń humanistów – pora skoncentrować się na inżynierach.
Bez przesady, tam będą same podstawy. Pisaliśmy próbną maturę niedawno (2 klasa liceum) i nie było tak strasznie. A na prawdziwej, jako że to pierwsza obowiązkowa będzie jeszcze łatwiej ;)
Pf. A ja to co? To tylko kwestia tego, że każdy kolejny egzamin będzie wzbudzał we mnie panikę.
@skkf: Mówisz zapewne o “w połowie drogi”. To nie była próbna matura, CKE w ogóle się do tego nie dotykało. Ot zwykły test sprawdzający wiedzę do którego przystąpiły szkoły, które chciały. Owszem łatwe do było. Za łatwe. I nie sądze, by matura była podobna.
Dokładnie, same podstawy się pojawią, raczej nie dopuszczą do tego aby duża część maturzystów nie zdała z tego przedmiotu aczkolwiek to nie jest tak, że aby ją zdać nie trzeba się lepiej przygotować i objąć tyle samo materiału. Ja się cieszę (obawy też są), że poziom intelektualny w naszym kraju nie będzie się (już) obniżał jak to ma miejsce w stanach i zachodniej europie.
A ja mimo, że nie muszę zdawać matury z matematyki to mimo wszystko ją zdaję. Dzięki matmie wszystkie kierunki na Polibudzie stoją przede mną otworem. Kiedyś tam doradziła mi wybór tego przedmiotu żona kuzyna – cieszę się, że zrobiłem zgodnie z jej radą. ;-)
Tak jak dłużej nad tym się zastanowiłem, to ja zdawałem maturę z matmy w Wielkiej Brytanii. Tam głównie liczy się całki, różniczki, sporo trygonometrii, mechanika i takie tam.
Teraz studiuję psychologię, czyli coś średnio pokrewnego z matmą, prawda? Otóż tu się właśnie okazuje, że choć sporo osób wybiera przedmioty inne niż matma, to potem strasznie im ciężko. I to nie mówię o prowadzeniu własnych badań, ale nawet o czytaniu czyichś prac naukowych (co jest codziennością).
Choć większość z tego, co zdawałem na maturze nigdy już nie wykorzystam, to nie żałuję. Przynajmniej nie jestem jakimś skrajnym idiotą, który nie rozumie tego co studiuje.
Bez dramatu, teraz matura z matmy jest o niebo prostsza niż za moich czasów(a była wówczas obowiązkowa).. a teraz się zaczęłam zastanawiać czy w moim roczniku już nie testowali nieobowiązkowej…. w każdym razie ustnej nie musiałam zdawać, tę mogłam z innego przedmiotu. Nie sprowadzałabym braku matmy na maturze do określenia “pokolenie debili”, aczkolwiek poziom średni wiedzy przeciętnego maturzysty jest o niebo niższy niż za moich czasów.Ale to nie dlatego że ludzie zgłupieli ale dlatego,ze teraz więcej osób podchodzi do matury. Ilość debili w populacji jest moim zdaniem stała, tylko teraz wszyscy chcą robić doktorat :)
Inna sprawa,że z moją dzisiejszą wiedzą(oj,ile się zapomniało przez te lata, praktycznie 99%) to bym pewnie miała problem z egzaminem gimnazjalnym ;)
W każdym razie zawsze straszą tą matura, a zazwyczaj jest ciut łatwiejsza niż klasówka. O ile człowiek nie zrobi głupich byków, to zdać zda. Jak chce wysoko zapunktować to już co innego… u mnie oceny z matury liczyły się tylko na niektórych podrzednych uczelniach(konkurs świadectw), egzaminy na uczelnie i tak były oddzielne i co ciekawe ludzie chodzili na inne korki z polskiego do matury, a inne do egzaminu na studia, bo wymagano innej wiedzy, która nierzadko wykluczała pierwszą. Serio, znajoma zdająca na polonistykę musiała oprzeć się wrażeniu schizofrenii :)
A ja jutro piszę angielski rozszerzony dla siebie. Ale będzie sajgon ;p
Napiszę to, co i tak już w innych słowach padło wyżej: obecna podstawa maturalna z matematyki to na oko jakieś 60-70% tego, co np. zdawałem ja (liczba wyssana z palca, ale poparta lekturą aktualnego informatora – więc nie bijcie, jeśli się mylę ;)). Natomiast stwierdzenie maturzystki o tej tabliczce mnożenia przeraża mnie…
Zresztą mam nieodparte wrażenie, że w miejsce matmy mogłaby się pojawić choćby historia tańca albo cokolwiek innego – zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie marudził, że mu się nie przyda. Nie z powodu przedmiotu, lecz z powodu obowiązku egzaminacyjnego. Nie Lan, nie wypominam Ci tego.
I wstydliwe wyznanie na koniec (to już drugi komentarz, który tak kończę ;)): do dziś żałuję, że położyłem maturę z matematyki. Ech.
E tam zaraz panikę…na studiach – to dopiero są egzaminy:) Uszy do góry!:)
Ale z drugiej strony nie jesteśmy fair – wypowiadamy się zapewne z pozycji ludzi, którzy matmę lubią i rozumieją…
ja tam za matmą nie przepadałam w liceum i cieszyłam się z tego, że nie muszę jej zdawać. na debila nie wyszłam, choć musiałam trochę pracy włożyć w naukę statystyki na studiach. i okazało się, że jak nagle coś się przydaje (choćby po to, by zrozumieć jakiś artykuł naukowy czy przeprowadzić swoje badanie, jak już pisał ktoś w komentarzach), to przestaje być takie straszne, a nawet robi się ciekawe. będąc w liceum też uważałam, że matma do niczego mi się nie przyda. więc może to kwestia tego w jaki sposób ta wiedza jest przekazywana w szkole…
@Asia: Oczywiście, że chodzi o kwestie przekazywania. Samą matmę lubię, jako lekcję, testy i egzaminy niestety już nie.
Tylko w gimnazjum się czułam z nią swobodnie, bo matematykę nam łagodnie wyjasniano. Zaś teraz brutalnie nam ją wciskają.
Lan, nie podchodź do matury w ten sposób, stresujesz się na zaś. Wierz mi, że lepiej się tego nauczyć na jakimś poziomie i wierzyć w swoje umiejętności, bo na studiach każde jedno kolokwium to więcej stresu.
Matura to bzdura, każdy dobrze o tym wie. A już szczególnie kiedy wejdzie już PONOWNIE obowiązek zdawania matmy.
Matma uczy logicznego myślenia, samodzielnego rozwiązywania problemów, pewnych schematów, które później ułatwiają życie, a nie dodawania czy odejmowania samego w sobie (ja np. mam dyskalkulię, a bez matematyki nie wyobrażałam sobie swojego egzaminu dojrzałości ;))
Zmień nastawienie, nikt egzaminów nie lubi, ale matura to tylko lekki przedsmak tego co będzie później ^^
ja sam z wlasnej woli wybralem matme na maturze.. i to byl blad :] duzo lepiej bym zrobil wybierajac histerie.. czy wos.. cokolwiek zamiast matmy, ktora sie przydaje a jakze.. ale w zyciu codziennym a nie karierze zawodowej.
a ja cieszę się, że nie musiałam zdawać matmy. ten przedmiot zawsze był dla mnie kulą u nogi. zawsze uważałam, że powinien być wybór: albo matma albo polak. za to na przyzwoitym poziomie. [polak na podstawie to śmiech.]
wiesz kto ja jestem?;>
@niegdyś Czarna: czyli albo umiemy liczyć albo pisać i czytać?
matma na poz. podstawowym to dopiero jest śmiech!
każdy czuje się lepiej w innym przedmiocie. dla mnie polak na podstawie to śmiech za to matmy prawdopodobnie bym nie zdała. więc czemu nie dać wyboru ale za to podnieść poziom?
@niegdyś Czarna: bo to prosta droga do produkcji (nie mylić z edukacją) półidiotów?
lubisz się kłócić.
@niegdyś Czarna: argumenty ad personam to oznaka braku argumentów merytorycznych.