Recenzje filmowe

Date 15/02/2009 Category Kategorie: blogosfera, film, kultura, sztuka | by Lan Pham

Mało gdzie można przeczytać naprawdę ciekawe recenzje filmowe. Mówię o tej niepowtarzalności objawiającej się poprzez interpretację, odczucia, czyli po prostu opinię od serca. Konkretnie mam na myśli recenzentów – amatorów, którzy namiętnie uprawiają grafomanię** u siebie na blogach, na serwisach filmowych, forach dyskusyjnych.
Schemat jak cholera:

– krótko o filmie: adaptacja? remake?
– streszczenie fabuły
– geneza powstania, jakieś skandale, problemy z produkcją
– obsada i 2, 3 słowa o jej grze: beznadziejnie, ciekawie, idiota, śliczna, idealnie, wczuł się, sympatyczny
– o reżyserze, kilka zdań o nim, o jego wcześniejszych produkcjach: zazwyczaj porównanie jego najnowszego dzieła z wcześniejszymi.
– o dorobku aktorów/reżysera/scenarzysty
– box office, nagrody – czyli o dotychczasowych osiągnięciach samego filmu, nagrody, zyski.
– powody i okoliczności obejrzenia przez autora wpisu + jego oczekiwania.
– co inni mówią, czy dzieło jest lubiane przez szeroką oglądalność
– określenie widzów docelowych
– ew. porównanie z innymi powiązanymi filmami
– w podsumowaniu (co tu podsumowywać?) zawarta krótka opinia: zabawne, przesympatyczne, nudne, polecam, świetny, specyficzny, oryginalnie, odradzam, dobre, trzyma w napięciu Bez większego wyjaśnienia.
– ocena x/10

Jeżeli nie potrafimy inteligentnie streścić fabułę, to już lepiej ją pominąć lub zacytować (aby wiedzieć który fragment opuścić). Inteligentnie to znaczy, wtrącając do niej własne interpretacje i własny punkt widzenia.

I czytając o konkretnym filmie, mało mnie interesują inne. Owszem, to fajnie się dowiedzieć, że reżyser X wyreżyserował też film XYZ, ale nie chcę większego porównania, gdzie połowa krótkiego fragmentu to krytyka innej produkcji. Chcę przeczytać opinię tego, jednego filmu.
Już nie mówiąc o tym, że czasami recenzja nie przypomina recenzji, tylko notki o gwiazdach filmu. A wiele widzów, jeżeli nie większość, nie kojarzy aktorów i reżyserów po nazwisku.

I czy jest sens np. zachwalania przez pół wpisu animacji w dzisiejszych filmach animowanych? Szczerze mówiąc, dzisiaj każda animacja [3d] jest przepiękna. I to jest już podstawowym wymogiem.

niepowtarzalna krytyka

Tak naprawdę nie narzekam na wyżej wymienione schematy, jasne, że takie ciekawostki bardzo bogacą lekturę. Uskarżam się natomiast na brak rzetelnej opinii, kosztem tych właśnie powyższych informacji.
Wydaje się niektórym, ze już sporo o filmie napisali i wcisnęli odpowiednią ilość przymiotników np. obok imion gwiazd, czy w podsumowaniu. Czy też sądzą, że liczbowa ocena w skali od 1-10 resztę dopowie

Wiecie czego mi więc brakuje? Głębszego spojrzenia na wykreowane postacie, a nie ich odtwórców; opisu towarzyszących odczuć (o ile są); głębszy opis atmosfery; uargumentowania określeń, które padły (słodkie? dlaczego słodkie?); osobistej interpretacji filmu – każdy inaczej odbiera film głównie przez doświadczenia życiowe.
Właśnie te elementy najlepiej mogą oddać klimat filmu i mają one największą siłę by zachęcić kogoś do obejrzenia lub wręcz przeciwnie. To dopiero sztuka pisania.

Tylko przypomnę, że kieruję to tylko do amatorskich recenzji, jako, że na recenzje “wykwalifikowanych” krytyków powinno się patrzeć nieco inaczej. I to jest właśnie nasza (amatorów) zaleta. Możemy napisać o filmie coś więcej, coś bardziej od siebie – czyli osobiste odczucia. Po cholerę powielać n-ty raz te same treści?
W prasie mnie z kolei męczy krytyka w tonie prześmiewczym, choć nie powiem, czyta się przyjemnie i mimo wszystko bardzo ładnie nam krytycy obrazują film. Takim przykładem jest Paweł Mossakowski z Wyborczej ;)

ja, grafomanka

Taki wzór przypomina mi recenzje pisane w dawnych czasach szkolnych. Wtedy to na każdą formę wypowiedzi był konkretny model i jakiekolwiek odstępstwa od niego nie były zbytnio tolerowane (‘straciłaś punkt bo nie napisałaś nic o obsadzie!”)

Kiedyś i ja namiętnie pisałam recenzje, ale głównie książek. Dawno, dawno temu, gdy siedziałam w obrębie blogosfery mylogowej/mblogowej/ uruchomiłam nawet wraz z znajomym blog z reckami książek, który przeżył swoje lata.
Wpisy biły wręcz swoją śmieszną infantylnością [hahaha], ale jako dziecko tylko tak potrafiłam wyrażać swoje odczucia ;)

W każdym razie dzisiaj, pisanie jakiejkolwiek recenzji sprawia mi nie lada trudność. Nie twierdzę, że potrafię ładnie coś wyskrobać, po prostu wiem, że to co głównie chce innym przekazać to moje odczucia po filmie [/ksiazce/muzyce] – a z ich wyrażeniem mam wielki problem. Jednak mimo to, lubię je pisać.

Od jakiegoś czasu popularne są blogi poświęcone wyłącznie recenzjom, ich autorzy bardzo szybko popadają w rutynę i z czasem stawiają już tylko na ilość i rzetelne informacje. Subiektywizm mocno blednie.
Nie rozumiem ich popularności, może ktoś mi wyjaśnić?

PS: Szczęśliwie, nie dotyczy to recenzji książek i muzyki. A nawet jeśli, to w mniejszym stopniu.

**nie miałam szczerych intencji co do użycia tego słowa. Wręcz bawi mnie to określenie używane względem bloggerów, potraktujcie to jako słodkie przekomarzanie się.



?

Dobrze idzie, jest 7 komentarzy w “Recenzje filmowe”

  1. # pan anonymous :: 15/02/2009 @ 20:04 ::

    większość dzisiejszych animacji 3d jest paskudna, powierzchowna, powtarzalna, olewcza, schematyczna i plastikowa ;) kicz, tani efekt się w nich liczy, a nie estetyka i orginalność, pieczołowitość, otwartość, poszukiwanie głębokich środków wyrazu. dlatego na szczęście szybko się o nich zapomina.

  2. # Lanooz :: 15/02/2009 @ 20:57 ::

    @pan anonymous: sądzę, że nie jest paskudna, jest ot technicznie piękna. A to, że jest już nudna i konwencjonalna to inna kwestia.
    I ta konwencjonalność nie oznacza, jak to nazwałeś, braku głębokich środków wyrazu”. Są i typowe animacje, które się wyróżniają – a z pewnością tanie nie są.

    A może bazując na przykładach, powiedziałbyś co miasz na myśli? ;)

  3. # brt12 :: 15/02/2009 @ 21:33 ::

    Blog powinien być subiektywny. Jeżeli mamy blog, w którym dajemy recenzje, to powinny być one subiektywne. Jeżeli – tak jak często się to zdarza – są tam głównie suche informacje, wówczas to taki filmweb na własne konto.
    Mi się bardzo podobają recenzje HaeSa, polecam ;)

  4. # Lanooz :: 18/02/2009 @ 18:31 ::

    Problem w tym, ze takowe wpisy/recenzje o których pisałam, są z zasady subiektywne. Jednakże ich subiektywność jest strasznie techniczna, nie ma wyrażonych emocji po-filmowych, jakichś mniej namacalnych walorów artystycznych. I to jest strasznie nudne ;)

  5. # Chris :: 15/02/2009 @ 23:06 ::

    Hahaha jak tak czytałem tą notke to cały czas miałem przed oczami swojego bloga z recenzjami horrorów ;D to były chyba najgorsze recenzje jakie kiedykolwiek powstały ;p ciężko jest napisać dobrą recenzje filmu, pamiętam ile pomysłów miałem w głowie, ile rzeczy chciałem napisać o filmie, a jak przyszło co do czego to wychodziło kilka zdań, które były maksymalnie infantylne ;p

  6. # Ba-basia :: 03/06/2009 @ 11:11 ::

    Jeśli szukasz prawdziwie subiektywnych, niecodziennych recenzji, a raczej impresji powstałych z potrzeby serca po obejrzanym filmie – zapraszam do siebie.
    Mam dwa blogi, będą więc dwa komentarze.
    Spróbuj, zapraszam, może właśnie u mnie znajdziesz coś czego ci brakuje.
    Ba-ba-sia

  7. # Ba-basia :: 03/06/2009 @ 11:17 ::

    I oto drugi wpis, bo mam też drugi blog, bardziej osobisty, ale też filmowy. Moje recenzje są absolutnie nieprofesjonalne, ale za to jakże niewinne, naiwne (naiwnością wiecznego dziecka) i świeże. Zapraszam. :)

    Baba-sia (filmowo)

Komentarze zamknięte.