Kevin Carter - dziecko i sęp

Date January 12, 2008 Category Kategorie: społeczeństwo

Kevin Carter, fotograf, reporter z RPA, urodzony w rodzinie brytyjskich emigrantów. Zasłynął pewnym zdjęciem, które zostało nagrodzone Pulitzerem, prestiżową amerykańską nagrodą z dziedziny dziennikarstwa, literatury, fotografii, muzyki. Porównywalna do OSCARa filmowego.

Wraz ze swoją grupą Bang Bang Club (składała się też z jego trójki przyjaciół-reporterów) polecieli do Sudanu aby fotografować ofiary klęski głodu.
Pewnego dnia Kevin napotkał głodującą dziewczynkę, która starała trafić do obozu gdzie rozdawano żywność. Zatrzymała się, żeby odpocząć, fotoreporter zaczął jej robić zdjęcia - gdy nagle tuż przy niej wylądował sęp.

Nie chcąc spłoszyć ptaka, fotograf w bezruchu fotografował scenę i czekał, aż sęp rozłoży skrzydła. Nie doczekał się.

Zdjęcie natychmiastowo trafiło na pierwszą stronę prestiżowej gazety “New York Times”. Jeszcze tego dnia pojawiły się setki telefonów ludzi, którzy pytali o zdjęcia, o dziewczynkę - czy przeżyła?

Rok później Carter dowiedział się, że zdobył nagrodę Pulitzera za to właśnie zdjęcie, które spędzało mu sen z oczu.

Carter wyznał w jednym z wywiadów, że po zrobieniu zdjęcia usiadł pod drzewem i długo płakał. Wiele razy pytano go, czy dziewczynka przeżyła i dlaczego jej nie pomógł. Niektórzy krytykowali reportera za bierność w tak dramatycznej sytuacji. Nawet jego przyjaciele zastanawiali się nad etyczną stroną takiego postępowania. Obrońcy zachowania Cartera tłumaczyli, że on tylko zrobił zdjęcie jednego z tysiąca umierających dzieci. Zamieszczenie go na okładce dziennika wywołało masową reakcję społeczną i zbiórkę pieniędzy na pomoc żywnościową dla krajów takich jak Sudan.

Później jednak wyznał, że żałował, ze nie pomógł dziewczynce. Ale wtedy reporterzy byli podobno ostrzeżeni, żeby nie ingerować w ofiary głodu podczas pracy.

Zazdrość

Jego partner, miał nieco inną wersję zdarzeń (nie wiadomo skąd). W jednym z wywiadów, powiedział, ze rodzice tego dziecka tymczasowo je zostawili aby zebrać żywność z różnych punktów żywnościowych. Powiedział też, że zrobił kilka podobnych zdjęć, ale to Carter dostał nagrodę - takie bywa życie.

Samobójstwo

Kevin Carter popełnił samobójstwo 27 lipca 1994 roku (w polskich artykułach podają ‘93, ale jak mógł wtedy zginąć, jeżeli tego roku zadzwonili do niego informujac o nagrodzie…). Znaleźli go w samochodzie zaparkowanym w miejscu gdzie bawił się w dzieciństwie.
Przed śmiercią zostawił list

I am depressed … without phone … money for rent … money for child support … money for debts … money!!! … I am haunted by the vivid memories of killings & corpses & anger & pain … of starving or wounded children, of trigger-happy madmen, often police, of killer executioners…I have gone to join Ken* if I am that lucky.

*Ken - jego przyjaciel, który krótki czas wcześniej zginął od postrzału

kevin-carter

To robi wielką różnicę

Historia ta mnie bardzo zaintrygowała gdy zobaczyłam zdjęcie dziewczynki i sępa na Wykop.pl.
Czy Carter powinien pomóc dziewczynce dojść do punktu żywnościowego? Z pewnością - nic go to nie kosztowało. Ale z drugiej strony potrafię zrozumieć dlaczego tego nie zrobił. To był pierwszy objaw słabości, drugi był objawił sie jako samobójstwo.
Co z tego, ze fotografował jedną z tysięcy ofiar głodu. Futomaki rzucił bardzo trafnym krótkim opowiadaniem z morałem, w odniesieniu do tego zdjęcia

As the old man walked the beach at dawn, he noticed a young man ahead of him picking up starfish and flinging them into the sea. Finally catching up with the youth, he asked him why he was doing this. The answer was that the starfish would die if left until the morning sun.
“But the beach goes on for miles and miles and there are millions of starfish,” continued the other. “How can your efforts make a difference?”The young man looked at the starfish in his hand and then threw it to safety in the waves. “I made a difference to that one,” he said.

[Po polsku]

Wiki [en], Doza.o2, Time

Podobne wpisy



Dobrze idzie, jest 16 komentarzy w “Kevin Carter - dziecko i sęp”

Skomentuj formularz jest na dole .
  1. # Rys :: 12/01/2008 @ 16:13

    Ta sytuacja rodzi typowe pytania o niezwykle śliską granicę sztuki, w jakim momencie człowiek z artysty-twórcy staje się niezwykle okrutną istotą.

  2. # kmh :: 12/01/2008 @ 18:58

    Świetny materiał na film/książkę/komiks.

    Kwestia jeszcze taka, że jeśli reporter wykonuje swój zawód, jeździ po świecie do takich rejonów i chce wykonywać swoją robotę, to musi być uodporniony. Jeżeli chce tam pojechać i ratować dzieci bezpośrednio, to może się zatrudnić w Unicefie.

    No ale to jak było w końcu, przeżyła czy nie? :)

  3. # Lanooz :: 12/01/2008 @ 19:14

    @Rys - wg mnie ta sytuacja nie rodzi aż tak takich typowych pytań. Bardziej bym wspomniała o tym wydarzeniu gdzie artysta wystawił głodującego psa na wystawę. Cco jak sie potem okazało jednak go dokarmiał.

    @kmh - są 2 piosenki o nim, jest i film o jego życia jak i, o ile dobrze pamietam, książka :) Nikt nie wie czy przeżyła czy nie, tylko snuto domysły nic więcej.

  4. # dRaiser :: 12/01/2008 @ 19:40

    Każdy reporter w takiej sytuacji zadaje sobie pytanie: czy chce być biernym dziennikarzem czy pomocnym, “ludzkim” człowiekiem? W Polsce to nie jest tak bardzo dobitne, co widać chociażby po akcjach dziennikarzy angażujących się czy wywołujących afery polityczne, ale na świecie dziennikarze za wszelką cenę są wyuczeni opisywać tematy, ale nie być ich przyczyną.

    Nie jestem pewien tego co napisałem, z góry więc wybaczcie, jeśli piszę głupoty.

    A przy okazji - wczoraj wieczorem bodaj na TVN leciał film, w którym lekarz chciał wynaleźć sposób na stworzenie kości dla osób niepełnosprawnych, ale kosztem jego badań musiało umrzeć masowo wiele bezdomnych ludzi (tych porywał dla eksperymentów). Ciekawe, jaki oni mieli na ten temat zdanie… Tak apropo “Starfish”.

  5. # pielgrzym :: 12/01/2008 @ 20:53

    Dla mnie to paradoks, że człowiek o takiej wrażliwości nie pomógł temu dziecku. Jeszcze większym paradoksem jest, że tak wrażliwi ludzie potrafią sobie poradzić w tak szalonych okolicznościach (jak widać płacą za to słono…).

    PS. Czy Kevin Carter nie kojarzy Wam się nieco z Lordem Jimem? :)

  6. # lavinka :: 12/01/2008 @ 21:34

    Co w tym jest z tą rozgwiazdą…. nie wiem czy umiałabym pomóc temu dziecku na miejscu fotografa… czasem sama łapię się na tym,że robię zdjęcia ruin zamiast myśleć jak je odnowić… to chyba taka choroba fotograficzna… :L

  7. # Cici :: 13/01/2008 @ 16:55

    Arturo Perez-Reverte pisał o tym w “Na terytorium Komanczów”. Na wojnie reporter ma wybór: robi swoje i nie patrzy na nic innego lub zaczyna wszystkim pomagać, nie robi żadnych reportaży i ginie.
    W Afryce wygląda to trochę inaczej - niemożliwością jest pomóc każdemu. I nawet gdyby pomógł tej dziewczynce, to niedaleko znalazłby następną. Która też potrzebowałaby pomocy. Koło się zamyka. [wystarczy Kapuścińskiego poczytać]

  8. # Klos :: 15/01/2008 @ 10:29

    Jest wschodnia wersja tej historii. Wprawdzie w wersji mi znanej dotyczyła skorpionów topiących się w rzece (ratujący mógł dodatkowo zostać ukąszony), ale jego odpowiedź pasowałaby także do rozgwiazd:

    “Naturą rozgwiazd jest wypadać na brzeg. Moją naturą jest wrzucać je z powrotem do wody.”

    Ilekroć przypomni mi się ta historia - wyciągam z niej nieco inny wniosek.

  9. # Klos :: 15/01/2008 @ 16:38

    Wszyscy ci oskarżyciele reportera są najlepszym dowodem, że wciskając spust aparatu dokonał właściwego wyboru. Bo dlaczego ci, którzy tyle mu zarzucają nie spakują walizek i nie pojadą Afryki ratować takich dzieci? Właśnie dlatego, że nie WIDZĄ, nie mijają tego dziecka osobiście - tak jakby to czyniło różnicę i pozwalało im oskarżać tego kto był na miejscu.

    Wydaje im się, że jeśli czegoś nie widzą to są usprawiedliwieni (choć doskonale o tym wiedzą), a jak zobaczą to nagle zaczynają reagować tak jakby problem pojawił się dopiero w tym momencie.

    Potocznie uważa się, że “ludzkie” oznacza “działać pod wpływem chwilowych emocji”. Może, ale udzie są też zdolni by budować podstawę swojego działania na nieco pewniejszym gruncie - z dużo większym pożytkiem dla szlachetnych celów.

    Carter na pewno miał wystarczająco dużo wyobraźni by wiedzieć, jaka jest skala problemu. Ale pokazał to co zobaczył milionom ludzi, którzy tej wyobraźni nie mają i potrzebują tego obrazu by przejąć się losem Afryki. Można z pewnością założyć, że ta fotografia przyniosła głodującym w Afryce bardzo wiele pożytku.

  10. # Lanooz :: 15/01/2008 @ 21:39

    “łatwo powiedzieć, trudniej zrobić”

  11. # Klos :: 16/01/2008 @ 12:58

    A kto obiecywał łatwiznę? ;-)

  12. # yogi :: 22/01/2008 @ 19:39

    Jestem reporterem od prawie 20 lat. Nie jezdze w takie regiony globu, gdzie dziej sie tak straszne rzeczy. Mam inne zainteresowania, specjalizacje.
    Nie wyzywalbym sie na Carterze, tylko na nas, ktorzy zyja w dostatku, bezpiecznie, zazwyczaj nic nam nie brakuje.
    Nawet jesli K.C. pomoglby temu dziecku, to jest raczej pewne, ze ono i tak by umarlo.
    Jesli jestescie tacy wrazliwi, to zapraszam do Afryki, Afganistanu, Peru i wielu innych miejsc na Ziemi, gdzie ludzie gina setkami i nikt na to nie zwraca uwagi.
    Dlaczego? Bo tak naprawde nikogo to nie obchodzi, a “poplakac” nad czyims losem jest w modzie.
    K. Carter, swietny fotograf, pokazal to, czego nie zobaczycie na zywo, bo nikt nie bedzie ryzykowal wyjazdu w taki region, gdzie nie ma klimatycacji, basenu, sluzby hotelowej.
    Zacznijcie wplaca pieniadze na konta wielu akcji humanitarnych, a moze uratujecie kogos zycie.
    W Afryce bylem roku. Wyslala mnie tam jedna z agencji. Wierzcie mi - trzeba miec cholerne nerwy i odpornosc, by to wszystko przetrwac, a noce do dzis bywaja przerazajace. Rozumiem Cartera, choc nie chce skonczyc tak, jak on.

  13. # Lanooz :: 22/01/2008 @ 22:14

    Yogi, nie wyżywam się na Carterze tak jak raczej nikt z komentujących. Jak już napisałam, rozumiem dlaczego nie pomógł dziecku. Rozumiem doskonale. Ale z drugiej strony zastanawiam się czy po zrobieniu zdjęć nie można było przenieść dziecka do punktu żywnościowego?
    Dlaczego takie wielki opory są w człowieku przy takim dość prozaicznym działaniu? [stawiam pytanie samej sobie]

  14. # fanabea :: 28/01/2008 @ 06:49

    Mówi Wam coś nazwisko Nick Ut?…może niewiele,ale kiedy do nazwiska dołączymy zdjęcie 9-letniej Kim uciekającej nago ze zbombardowanej napalmem wioski-większość z Was skojarzy.Ten wietnamski fotograf nie pozostał obojętny na cierpienie,które chwilę wcześniej uwiecznił na zdjęciu.Wziął Kim na ręce i swoim samochodem zawiózł do szpitala.Dzieki niemu Kim żyje,kontaktują się ze sobą do dziś,a Kim mówi na Nicka “wujek Ut” Nick Ut za to zdjęcie również dostał Pulitzer’a.

  15. # Jaya :: 20/04/2008 @ 01:29

    Przyjeżdżając do jakiegokolwiek biednego kraju, dzieci widząc białą skórę wyciągają ręce. Jeżeli mieszkasz w hotelu/miasteczku - nie widzisz tego w ogóle. Jeżeli jesteś tam tydzień, to po tygodniu stracisz wszystkie pieniądze. Jeżeli żyjesz tam miesiąc przestajesz reagować. Wiem to po sobie. Ja nie wiem co czuł K.C. ale myślę że to jedyny sposób na przeżycie - odizolować się psychicznie. To jest normalne. Chyba nikt nie wymaga od panów, którzy pomagają w pochówku na cmentarzu, że będą płakali na każdej ceremonii pogrzebowej. W tym fachu jeżeli nie będziesz twardy, nie przetrwasz, jeśli nie będziesz wrażliwy, nie odniesiesz sukcesu. Jednym słowem podziwiam tych ludzi i mimo, że marzyłem za młodu o takiej pracy, to dziękuję Bogu że dzisiaj robię zdjęcia tylko do szuflady. P.S. Przykład Nick’a Ut jest wspaniały i romantyczny. Oby więcej takich.

  16. # fanabea :: 20/04/2008 @ 12:28

    Romantyczny?Chyba nie…albo ja widzę to po prostu inaczej.
    Nick zobaczył co dzieje się z wioską,zobaczył tłum uciekających ludzi i automatycznie chwycił za aparat.Zrobił zdjęcie,po czym następne o czym pomyślał w momencie gdy mijała go mała Kim wołająca “za gorąco…za gorąco” to pomóc temu dziecku.Nie wiem czy wiecie,że gdyby Nick nie powołał się na to kim jest i dla kogo pracuje-Kim nie zostałaby przyjęta do szpitala.
    Reakcje Nicka i Kevina są diametralnie różne.Nick zadziałał impulsywnie i robiąc zdjęcie i idąc Kim z pomocą.Kevin-jak wiemy stał nieruchomo długi czas czekając,aż sęp rozłoży skrzydła…(aby zdjęcie było bardziej dramatyczne?)…nie doczekał się,więc odszedł z tym co miał,ale bez dziewczynki.
    Zastanawiam się jaki wpływ na zachowania odu fotografów mogła mieć forma sytuacji?Dynamiczna w przypadku Kim i zupełnie statyczna w przypadku drugiej dziewczynki.
    Pozostawiam do przemyślenia i czekam na dalszy rozwój dyskusji.



Skomentuj

Dozwolone tagi: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

# Wyznaję zasadę 'nie usuwam żadnych komentarzy', nie moderuję ich. Ale są granice.

# Jeżeli Twój komentarz się nie ujawnił, prawdopodobnie blog uznał go za spam. Powiadom mnie o tym.