Ambitna muzyka zginie z nami #2

Date 07/03/2007 Category Kategorie: muzyka, społeczeństwo | by Lan Pham

malotka: (…) wymagająca od twórcy więcej niż “jako takie” pojęcie o zasadach muzycznych, wymagająca choć trochę osłuchania i słuchu muzycznego
—-
Maeghkelek: za ambitną muzykę uważam tą stworzoną od początku do końca przez muzyków danego zespołu. A nie, że idzie, taka gwiazda do agencji i zamawia kilka szybkich, dwa wolne itd.
—-
dotth: (…) ja odniosę się do tzw. “przesłania”. i nie tylko tyczy się to kawałków z tekstem… tu chodzi o wyraz, jakaś… część siebie wsadzona przez autora (w sumie można się dochodzić, że przecież Paris Hilton śpiewając “przeleć mnie” też oddaje coś z siebie – ale nie to mam na myśli).
—-
koras: ambitna muzyka jest wtedy, gdy zbierze się kilku muzyków i nagrają coś równo, ładnie, tekst ma jakieś przesłanie.
—-
cimlik: Ja natomiast nie rozróżniam muzyki na ambitną i nieambitną. Każdy utwór ma jakieś ambicje – przebić się na pierwsze miejsce na liście przebojów; wzbudzić respekt; sprawić, by ludzie dobrze się bawili; przekazać jakąś treść itd.
—-
dRaiser: ‘nieambitne’ to właśnie takie, w których np całą treścią jest jeden motyw napakowany słowami, zaś ambitne z porządnie zgraną melodią, rozbudowaną ścieżką dźwiękową i wokalem.
Ale zgadzam się – to kwestia gustu przede wszystkim ;] —-
madxkacz: ambitna to ta która nie jest tylko czyms co leci w winampie i tak sie zaczyna, konczy i juz. jest to cos co u kazdego z nas wywołuje pewne emocje.
—-
Aryn: z pewnością byłaby to muzyka, której nie da się słuchać ‘jednym uchem’. Muzyka ambitna dla mnie to coś, na czym trzeba się skupić, by to docenić. Coś, co ma przesłanie, co skłania do przemyśleń, refleksji. A także coś, co jest dopracowane pod względem technicznym- by melodia współgrała z treścią (może wręcz podsuwała możliwości interpretacji), a jeśli utwór jest instrumentalny- by sama melodia zmuszała do zastanowienia się nad przesłaniem.

headphones.gifZnów powrócę do tematu ambitnej muzyki. Bo widzę oznaki dekadentyzmu w sprawie ‘melodii życia’, ale nie będę dawać linków do forów dyskusyjnych gdzie są takowe dyskusje…
Pytałam Was wtedy czym jest dla Was ambitna muzyka. Większość odpowiedziała, że jest to taka, która wpada im w ucho. Która jest dla nich wyjątkowa.
A więc dlaczego ludzie często używają określenia ‘ambitna muzyka’ w ogólnym odniesieniu? “Słucha jakieś nieambitnej muzyki…”, “Ambitna muzyka upada”. Przecież, to miało zależeć od gustu?

Zgodzę sie, że Blog27 w porównaniu do Lep Zeppelina (przykład pierwszy z brzegu) jest nieambitne.
Poza twórczością, oceniamy też artystę i to wg mnie jest już pewna podstawą do oceniania czy to jest ambitne czy nie. Czytam teraz teksty utworów Blog27 i jestem zażenowana – nie, z pewnością to nie jest ‘ambitna muzyka’.
Ale ja nie potrafię rozróżnić, czemu Led Zeppelin rzekomo tworzą ambitne dzieła, a np R.E.M. czy choćby jakiś japoński nieznany artysta, który stworzył soundtrack do Evangeliona już nie? Ja wyraźnie słyszę jak pod całkiem optymistyczną pokrywką jest zawarta całą fabuła i przesłanie anime. Może zostaną docenieni dopiero za kilkadziesiąt lat? Jak to ktoś powiedział “Beatelsów w ich czasach też nikt nie uważał za coś wartościowego tylko za długokłakich wyjców dla nastolatek ;)”. Tutaj to rzeczywiście jest sprawa gustu, ale jakim prawem mówicie, że to nie jest wartościowe (żeby już nie powtarzać ‘ambitne’)?

Ostatnio często sie spotykam z tym, ze ludzie są zaniepokojeni stanem aktualnej muzyki. Rzekomo słabnie Upada ta ambitna….Zaraz. Czyli jaka?
Wcale nie widzę, zeby słabła…Może po prostu nie mogą sie pogodzić z tym, że dawni, ‘kultowi’ artyści przestali tworzyć? Nie potrafią się rozstać z przeszłością, toteż czują pewien żal do muzyki/muzyków współczesnych.

Wśród argumentów na to, że muzyka słabnie jest wymieniane również to, ze wybitni artyści przestają tworzyć “równie dobrą” muzykę co kiedyś. Gorszą, czyli bez przesłania, mniej wartościową no i przede wszystkim ambitną (dzisiaj to będzie najbardziej wymemłane słowo).
Słuchacz się zmienia, nie licząc już artysty. I wcale nie znaczy, że stał się kimś z niższej kategorii, ale po prostu zaczyna tworzyć dla kogoś innego. I znów wracamy do kwestii gustu.

Przesłanie

Milczące utwory (bez słów) nie są gorsze, ale i tak większość woli z tekstem. Oczywiście, “ludzie światli” chcą w nich przesłania. Nie wliczając przesłań w stylu Paris Hilton i innych słodkich idiotek-skandalistek, które chcą być modelkami, aktorkami, wokalistkami (jak to ktoś powiedział, “przeleć mnie!”) myślę, że niemal wszystkie utwory niosą przesłanie. Ale to zależy od słuchacza, czy zechce je odebrać. Jeśli kawałek mu przypadnie do gustu, uzna, że to całkiem ambitny tekst z wysokim znaczeniem, jeśli nie będzie to dla niego kolejnym “nieambitnym” gniotem.
Dlatego owe ‘przesłanie’, wg mnie nie powinno się zaliczać do punktacji na ambitne dzieło.
Teksty utworów Michaela Jacksona też mają górnolotną istotę (dzieci…bieda…głód…), ale to przecież obciach słuchać takiej przestarzałej muzyki jakiegoś pedofila z odpadającym nosem. Tak osobiście stwierdzam, że nie są takie złe ;)

Słowa w nutach

czuj muzyke
Wrócę na chwilę do tematu utworów bez słów. Tam, przesłanie (cholera, nie ma tu żadnego słownika synonimów?!) jest ‘wbudowane’ w nuty. To jest jak zagmatwany wiersz, którego każdy interpretuje zupełnie inaczej.
Każdy przeżywa inne emocje i uczucia. Irytuje mnie gdy polecam takie dzieła znajomym, zrażają się (i rzucają słuchawką od mojej empe jakby zostali poparzeni) i z góry mówią ‘nie, dziękuje. Raczej się nie spodoba’. Co jest? Potrzebujecie bardziej wyrazistych przesłań, przekazanych literami? Wolicie śpiewać niż nucić? To jest imho jedyny jako taki argument na to, że siła muzyki słabnie – jeden jedyny.

Łapię za słówka

Cytaty z pewnego forum dyskusyjnego

Dobra muzyka istnieć będzie zawsze – tak sądzę – ale ile tej dobrej muzyki było kiedyś, a ile jest jej dziś?

Tyle samo. Nie potrafimy jej dostrzec, bo widzimy tylko Tokio Hotel. Jak pisałam – nie porafimy się rozstać z przeszłością.

Większość obecnych zespołów powiela już wcześniej ustalone schematy. Mamy wiele komercyjnych kniotów, które za wszelką cenę starają się wbić na rynek muzyczny, zebrać kase a później uciec.. ehh
Trochę to przykre ale z drugiej strony nie można mieć zastrzeżeń, gdyż wszystko co dobre zostało nagrane już wcześniej.

Tony, melodia…muzyka są jak liczby. Nie kończą się. Kończyć się może tylko kreatywność i chęć ludzi.
Mamy wiele kniotów, ale nie tylko ich :)

Dawniej muzyk przechodzil przez swoisty rytual odejscia ze sceny(albo umieral w chwili slawy;P)…dzis jest inaczej. Dzis gwiazda niknie szybko w tlumie sezonowych gwiazdek…

Niknie? O nie. Nie zgadzam sie ;) Ja to widze zupełnie inaczej – jak dawniej.

Tylko czasem zdaje mi sie, ze utalentowani sa przyslaniani tymi glosniejszymi, tymi lepiej promowanymi…

To fani wymarketingowanych artystów są głośniejsi. To dzicz! Po co my mamy się ‘zniżać do ich poziomu’? :>

Jeżeli my o tym tak myślimy, to z pewnością inni też. Człowiek jeszcze nie zgłupiał do tego stopnia.

Na koniec…

Dla jednego coś jest gniotem, dla drugiego ambitną muzyką. Bo jest dla niego osobista i czuje ją aż w kościach. Przeżywa coś, czego nie czuje ten pierwszy. Dlatego ograniczmy się do takiego globalnego określania muzyki.
Ostatnio słyszałam w TVP1 wypowiedź jednego pana z pewnej wytwórni płytowej (nie pamiętam na jaki temat. Powiedział ‘Nie ma czegoś takiego jak ambitna muzyka, podoba się lub nie.’ – Totally agree.

Co do upadku (anihilacja!) znaczenia muzyki…tak naprawdę nigdy nie słabła tak, żeby się trzeba było tym martwić. Jednostki i grupy, które rzeczywiście nie zasługują na miano tych, którzy tworzą “prawdziwą, wartościową muzykę” będą tylko trwać przez krótką chwilę, potem odejdą w zapomnienie. Nie mają szans wznieść się wyżej tych, którzy naprawdę wpłynęli na słuchaczy. Ci będą zapamiętani na zawsze.

To taka sinusoida. Dopóki są ludzie którzy wciąż doceniają ‘ambitną muzę’, krótko mówiąc dopóki ludzie będą żyć dopóty będzie trwać muzyka.

pink-floyd.jpg

PS: Po części reakcja na ‘Before the music dies’



?

Dobrze idzie, jest 12 komentarzy w “Ambitna muzyka zginie z nami #2”

  1. # Fanatyk :: 07/03/2007 @ 15:34 ::

    Uwaga będę demaskował :P
    Ambitna muzyka to ta co się nie sprzedaje i trzeba jej wymyślać jakieś zalety żeby ktoś to kupił. Więc mówi się to jest “ambitna muzyka” dla ambitnych ludzi – no i dzieci lecą kupić żeby poprawić sobie swoje mniemanie o sobie.
    Zastanów(cie) się czym jest ambicja a następnie czy muzyka może być ambitna.
    Jest taka, która Ci się podoba lub nie, zmusza do myślenia lub nie, ale żeby ambitna?
    Przykładowo ja lubię szanty – wybitnie nie zmuszają do myślenia co między innymi ma swoje silne historyczne uzasadnienie – nigdy nie twierdziłem, że to muzyka “o życiu” (jak HipHop :] ), czy, że zmusza mnie do myślenia. Nie! Słucham bo lubię, bo spor część szant ma rytm prawie, że marszowy (zwłaszcza szanty kabestanowe) a ja taką muzykę lubię. Koniec (prawie).

    2 wykonania tego samego utworu: http://www.box.net/public/6t9zs8ve8f – cholernie mi się podoba! (swoją drogą fragmenty były wykorzystane w jakiejś relkamie ostatnio – takie zabawki maszerujące do bagażnika auta…)

  2. # dotth :: 07/03/2007 @ 17:43 ::

    a kto powiedział, że Michael Jackson to nieambitna muzyka? albo, że muzyka z Evangelion’a, to nieambitna muzyka?
    jasne, że jednemu sie podoba to, a drugiemu tamto, ale jednemu się podoba Michael Jackson, a drugiemu muzyka z Evangelion’a, ale wiedzą oboje i to, i to jest ‘ambitną muzyką’ i się nie będą kłócić. nie zależy to od gustu. ja nie lubię muzyki klasycznej (nie do końca nie lubię), ale wiem, że to ‘ambitna muzyka’. tao samo sie tyczy jakiegoś tam electro, czy transu, czy hip-hopu itd, itd.
    jak dla Ciebie nie podziału – to ok, ale dla mnie jest i będzie, jak i dla wielu, wielu innych.

  3. # Lanooz :: 07/03/2007 @ 18:52 ::

    Powiedzieli to Ci, którym nie wpadło to do ucha.

    Oczywiście – jest podział, pomimo wielu ‘nie zgodnych opinii’. Nie da się ukryć – i staram sie do wg niego funkcjonować. Dlatego potrafie nazwać jakiś twór ‘ambitnym’ a mam dystans do tych ‘drugich’. Wyraziłam pewien swój pogląd, do którego już trudno sie aktualnie stosować.

    Ty to rozumiesz, inni już nie bardzo.

  4. # elsen :: 07/03/2007 @ 22:57 ::

    Wow, długa i treściwa notka.

    ja tam lubię muzykę filmową… i to, co w ucho wpadnie, bez konkretnych gatunków, choć coś, co się nazywa disco polo i hip hop omijam jakoś z daleka.

  5. # Slavo :: 09/03/2007 @ 16:07 ::

    Ja też sądzę, że muzyka nie może być ambitna. Zgadzam się również, że każdy odkrywa coś innego w słuchanym utworze i w tej kwestii nie można się kłócić, który album czy pojedyncza piosenka jest lepsza – wszystko zależy od indywidualnego odbioru. Nie można jednak traktować każdej sekwencji dźwięków czy chaotycznego bełkotu jako (dobrą) muzykę, tak jak nie każdy obraz czy utwór literacki możemy nazwać arcydziełem. Trzeba umieć odróżnić komerchę od prawdziwej twórczości.

  6. # Aryn :: 11/03/2007 @ 11:53 ::

    Ej, mój komentarz brzmi inaczej, niż go napisałam ;) Ostatniego zdania nie powiedziałam :)
    Otóż ja dalej mam nieco inny pogląd na tę sprawę. Zgadzam się ze swoim poprzednikiem- “Nie można (…) traktować każdej sekwencji dźwięków czy chaotycznego bełkotu jako (dobrą) muzykę, tak jak nie każdy obraz czy utwór literacki możemy nazwać arcydziełem. Trzeba umieć odróżnić komerchę od prawdziwej twórczości.”
    Muzykę moim zdaniem można oceniać także pod względem przesłania. Mogę zgodzić się, że piosenki na ogół to przesłanie mają, jeśli pominiemy skończone gnioty wyrosłe tylko po to, by ktoś mógł zbić dużą kasę. Ale liczy się także jakość tego przesłania i sposób, w jaki jest ono “podane” (tutaj łączy się to zarówno ze słowami tej piosenki, jak i ze stroną instrumentalną, techniczną). Nie może być też tak, że jedna osoba przesłanie widzi, a druga nie. To generalnie jest widoczne- interpretacja utworu jest możliwa nawet wtedy, gdy utwór się nie podoba. To tak jak ze zwykłymi wierszami- może nie podobać się Herbert, ale wiersz zinterpretować można spokojnie.
    I moim skromnym zdaniem stopień “ambitności” muzyki nie zależy od gustu. To, że komuś nie podoba się, przykładowo, twórczość Jacka Kaczmarskiego, nie oznacza, że nie jest to twórczość ambitna. Tak samo, jak to, że komuś nie podobają się obrazy Turnera, nie oznacza, że nie był dobrym malarzem. Jeśli komuś nie podoba się “Madame Butterfly” albo “Carmen”, to nie znaczy, że to są złe i nieambitne opery. Bo przecież to wszystko to dzieła z “wyższej półki”. Gusta danego odbiorcy nic do tego nie mają.
    Oczywiście, nie wszystkie zespoły muzyczne można porównać na zasadzie “który jest bardziej ambitny”. Wiele jest na podobnym poziomie i nie ma sensu tworzyć sztucznych podziałów.

  7. # Chłopiec z dynamitu :: 14/03/2007 @ 16:44 ::

    Jak dla mnie to prosta sprawa – ambitna muzyka to taka, która sama przeciera nowe szlaki, odrzucając wytarte schematy.

  8. # Fanatyk :: 15/03/2007 @ 09:24 ::

    Chłopcze (Chłopcu?) czyli wedle twojej teorii takiej muzyki NIE MA!

  9. # Chłopiec z dynamitu :: 15/03/2007 @ 13:37 ::

    Jest. Wystarczy poszukać.

  10. # Fanatyk :: 15/03/2007 @ 18:23 ::

    Wedle tej definicji ambitna nie jest:
    * Metallica
    * The Dors
    * Bee Gees
    * Chopin
    * Mozart
    * ect. ect.
    bo przecież nic nowego nie odkryli.

  11. # Lanooz :: 15/03/2007 @ 22:20 ::

    Wg mnie każdy nowy utwór (…w większości) ma coś innowacyjnego. Nuty są jak liczby, można je ułożyć w nieskończenie wielu ciągach, sekwencjach.

    I moim skromnym zdaniem stopień “ambitności” muzyki nie zależy od gustu.

    Aryn, masz rację – ale ja opisuję to co zaobserwowałam w otoczeniu. Że ludzie oceniaja tą ‘ambitność’ wg gustu….

  12. # ambitne :: 04/06/2008 @ 00:53 ::

    ambitne.com a propo muzyka ambitna

Komentarze zamknięte.