Wietnam
Postanowiłam pisać o kulturze wietnamskiej, o wietnamczykach w polsce i róznych ciekawostkach ;)
Czego mi kiedyś bardzo brakowało.
Postanowiłam pisać o kulturze wietnamskiej, o wietnamczykach w polsce i róznych ciekawostkach ;)
Czego mi kiedyś bardzo brakowało.
wietnam to konserwatywny kraj. w polsce wietnamczycy nie wiedza co to znaczy kultura osobista. np. moj tata nie wie jak sie kulturalnie zachowywac w sklepie…. zwraca sie do ekspedientki na ”ty” , no i w ogole jego zachowanie jest nie mile. wkurzajace jest to bardzo…. argh. niestety, taka jest prawda. wiekszosc wietnamczykow jest ”vo duyen”.
a najgorsze jest to, ze ryby i dzieci glosu nie maja…wrr.
Eh nie mów za wszystkich. Są ludzie, którzy zachowują się kulturalnie, są równiez i Ci, którzy nie potrafią lub po prostu nie chcą.
Trafiłam tutaj zupełnie przypadkiem i strasznie się ucieszyłam że tak się stało. Mam męża pół wietnamczyka. Mój teść pochodzi z Wietnamu. Przyjechał tutaj na studia, poznał zonę i został. Jak to z teściami bywa, mam z nim niekoniecznie dobry kontakt, ale sam fakt kultury wietnamskiej mnie strasznie interesuje, chciałabym kiedyś dzieciakom moim opowiadać o tym ..w końcu będą miały wietnamską krew. Ponieważ nie mogę o tym porozmawiać z teściem to mam nadzieję że wyczytam coś u Ciebie …. szkoda że tak niewiele piszesz w tym temacie. W kazdym razie mam zamiar śledzić temat u Ciebie :D
Miłe zaskoczenie :)
No, z pewnością mnie zmotywowałaś i pewnego dnia odświeżę o tym temat :)
do th
ale ja nie pisze , ze WSZYSCY, tylko niektorzy :P
Giang, mi się wydaje, że Cie rozumiem. Ale nie jestem juz tak surowy w ocenie. Ja znam polski, dość długo mieszkam w Polsce, nawet bardzo długo. Jednak wiem, że na pewno gorzej mówię po polsku niż ty, mam cudzoziemski akcent, ba wietnamski akcent! Myślę, że twój ojciec mieszka w Polsce krótcej ode mnie, i w mniejszym stopniu zna ppolski, polskie obyczaje i jest w takim wieku, że bardzo trudno mu nauczyc polskiego, więc miej trochę zrozumienia…
A tak zachęcam do czytania, po wietnamsku i po polsku :
na moim co dopiero powstającym blogu:
Pozdrawiam Ciebie i gospodyni- blogera serdecznie.
W powyższym wpisie niechcaco zamieniłem ostation w link. tzc chciałem dac link owszem ale niekoniecznie w ten sposob, wiec przepraszam…
Witam! pracuje z piecioma wietnamkami i dwoma facetami..nie wiem jak inne narody ale polakow nie szanuja wogole!!sa pewni siebie arogancy..itd!i nie tylko jedno z nich wszyscy sa tacy sami!musze zmienic prace jak i reszta moich znajomych bo nikt z nimi nie wytrzyma na dluzej szkoda nerwow…!
Eh… szkoda, że ludzie trafią na kilka takich wietnamczyków i już wyrabiają stereotypy. Nie uważam, żebyśmy byli aroganckim narodem, zawsze i wszędzie się tacy znajdą.
A co do bloga- cieszę się Lan, że nie zapominasz o naszym kraju i piszesz o nim i o rzeczach z nim związanych… szkoda mi tylko tych dzieci, które się tu urodziły, rodzice już nie przykładają takiej wagi na uczeniu ich o ojczystym kraju, lub chociaż języka wietnamskiego.
Pozdrawiam. :)
@Buśka, co Ty gadasz! Mi się wydaje właśnie, że weitnamscy rodzice przykładają do tego dużą uwagę. Ale cóż robić, jezeli dziecko się tak usilnie temu sprzeciwia? Ostatnio byłam świadkiem jak jakiś malec bardzo głośno stwierdzał swojej mamie, że nie jest Wietnamczykiem tylko Polakiem. To był taki dzieciak z kategorii, głośnych, niegrzecznych i przy kości co szczypią nas, nieco większych. Opluwając się, dalej kontynuował swoje krzyki, że nie jest Wietnamczykiem i nie chce chodzić na lekcje języka wietnamskiego.
Ale sądzę, ze facet dorośnie i doceni, że jednak nim jest :)
Przepraszam, ze nie do konca na temat, ale nasuwa mi sie pewna analogia. Jako Polak mieszkajacy w Szkocji nie raz i nie dwa bylo mi wstyd widzac zachowanie rodakow. A mimo wszystko wydaje mi sie, ze w opinii innych nacji ktore tu mieszkaja nie jestesmy tacy najgorsi. Czy nie jest tak, ze oczekujemy od swoich duzo wiecej niz od innych? Bo musze przyznac, ze wizeunek prostackich Wietnamczykow jakos zupelnie mi nie pasuje. Nie znam osobiscie nikogo z Was, ale nigdy bym nie pomyslal, ze brak Wam kultury osobistej. Wrecz przeciwnie.
PS swietny blog Lanooz, jestem pod wrazeniem
@salso : Coś w tym jest. Te wygórowane oczekiwania mogą pochodzić ze zwykłego zamiłowania do wszystkiego co obce (generalizuję), zakładając, że dana osoba już sie mocno zasymilowała z tutejszym społeczeństwem.
Szczerze mówiąc mnie to trochę dolega, dolegało bardziej, ale z tego wyrastam właśnie.
Zaś wizerunek prostackich Wietnamczyków bierze się głównie ze stadionu X-lecia, gdzie mało który Wietnamczyk (ze starszego pokolenia, któe tu przyjechało i rodziło dzieci) znał dobrze Polski. A kulawy język od razu sprawia złe wrażenie.
Prócz tego, znaczenie miała okolica stadionu. Nienajczystsza ;)
Zresztą, tutaj trendy jest raczej zachód niźli wschód.
Dlatego potrafię zrozumieć pierwsze wrażenie. Ale żeby trwac przy takim przekonaniu bez końca to trzeba być straszliwym ignorantem.
O, jakie fajne stereotypy! :-D To jeszcze dorzucę, że Warszawa dzieli się na część europejską i azjatycką, rozdzielone Wisłą. ;-P Przy czym paru moich znajomych bardzo sobie tę azjatycką część ceni.
A tak poważnie, chciałem się odnieść do dwóch punktów.
Pierwsza rzecz to język. Polskie formy grzecznościowe służą przede wszystkim dodawaniu wartości rozmówcy. Na szczęście coraz więcej ludzi przestaje się tym przejmować – i za kolejne dwadziescia lat to chyba się zmieni na dobre (jak we Włoszech, gdzie na “Pan/Pani” wypada się zwracać tylko do staruszków).
Druga sprawa, to odbiór Wietnamczyków w polskim społeczeństwie.
Przede wszystkim, z punktu widzenia przeciętnego Polaka (czy w ogóle niewykształconego białego Europejczyka/Amerykanina) Wietnamczycy (czy generalnie Azjaci z Dalekiego Wschodu) są drobni, nie mają zarostu na twarzach, co kojarzy się z niedojrzałością. Zresztą w ogóle za pracą jeżdżą ludzie młodzi, więc trudno w Polsce spotkać wietnamskich starców na ulicy, prawda? Co więcej, inne są zakresy różnic w budowie twarzy, więc dla białego Azjaci są po prostu podobni – aż do nierozróżnialności.
W efekcie przeciętny Polak nie wie, jak ma się zachować: języka nie rozumie, ludzi nie odróżnia, nie wie, czy ma do czynienia z dzieckiem, czy z dorosłym. Czuje się nieswojo i na wszelki wypadek unika kontaktu. A jeśli musi, to też nie wie, jak się zachować.
Stąd stereotypy: pierwszy, że Wietnamczycy to kurduple, których można lekceważyć. No bo dla polskiego robotnika z wyhodowanym przez lata piwnym brzuszyskiem niższy o głowę i szczupły Wietnamczyk wydaje się zupełnie niegroźny.
Następny stereotyp – że Wietnamczyk jest niegrzeczny, że niegrzecznie się odzywa – bo biały nie jest w stanie na pierwszy rzut oka przypisać wieku i dlatego polski czterdziestolatek o poczerwieniałej od alkoholu i zniszczonej papierosami, niedogolonej twarzy oburza się, gdy zwracający się do niego per “Ty” czterdziestolatek wietnamski ma cerę gładką, bez zarostu i wyglada jak parunastoletni smarkacz.
I kolejny stereotyp – że Wietnamczycy są niebezpieczni. Mogą zabić, okraść, a jak tu potem rozpoznać winnego, kiedy wszyscy tacy podobni w tych czarnych mundurkach? No i oczywiście mówią po swojemu, w zupełnie niezrozumiałym języku. I trzymają wciąż ze sobą. I bez przerwy pracują – jak można pracować od rana do wieczora? Na pewno odbierają komuś miejsca pracy.
Takie stereotypy (mali, więc niedojrzali; nieodróżnialni i pracowici, więc niebezpieczni) biorą się po prostu z niewiedzy, strachu i głupoty. Niewiele się na to poradzi – ale utrzymują się w zasadzie wśród tych Polaków, którzy w kontaktach z Wietnamczykami nie wyszli poza zakup majtek czy kurczaka w cieście. Na szczęście bazar na Stadionie Dziesięciolecia zlikwidowano, a zamiast kurczaka w cieście taki jeden z drugim ksenofob moze sobie kupić rdzennie polską zapiekankę z serem i pieczarkami. :-P
A poważniej – wystarczyłoby się trochę poznać nawzajem. W tej chwili mamy błędne koło – w zasadzie poza Warszawą Wietnamczyków nie widać, więc stereotypy sobie żyją w najlepsze. Nie ma ich komu obalać.
Podsumowując – zawsze “inni” są “obcy”. Polacy w Ameryce są przedmiotem drwin (“polish jokes”), Polaków w wielu krajach Europy uważa się za pijaków i brudasów (stereotym: wąsaty, niedogolony facet, śmierdzący alkoholem, w dżinsowych spodniach, flanelowej koszuli w kratę, czarnej skórzanej kurtce i wsuwanych czarnych półbutach, z reklamówką w ręku – niemiecka policja natychmiast takich spisuje). I zważywszy na to, jak się niektórzy Polacy zachowują za granicą, trudno się tym stereotypom dziwić. Choć oczywiście mnie, jako Polaka, bolą.
Przepraszam, trochę długie wyszło…
Godryk, co?! Nie mają zarosu na twarzach? Może są niscy, ale ludzie w średnim wieku nie wyglądają za młodo, ludzie młodzi wyglądają właściwie młodo a ludzie starzy własciwie staro. Patrząc na twarz łatwo można sobie przydzielić Wietnamczyka do kategorii wiekowej. Każdy to spokojnie zrobi. Nie rozumiem z jakiej galaktyki bierzesz swoje wnioski :P
Ależ właśnie tak! Zauważ, że ja nie piszę tu o prawdziwych Wietnamczykach, tylko o tym, ja wyglada stereotypowy Wietnamczyk w oczach mojego pokolenia (czyli dzisiejszych czterdziestolatków) i ludzi jeszcze starszych: piszę o tym, jak powstają stereotypy. A stereotypem jest gładkolicy młodzieniec z budki z kebabem…
Te stereotypy tworzyli ludzie, dla których wszelkiego rodzaju obcokrajowcy w Polsce są czymś nowym. W ogóle w Polsce jeszcze dwadzieścia lat temu Murzyn czy Azjata to była rzadkość, wytykana palcami na ulicy – no może nie w Warszawie, ale poza Warszawą już tak. Zresztą w małych miasteczkach nadal tak jest.
A dla człowieka, który się obraca od urodzenia w kręgu ludzi o podobnym wyglądzie, ludzie o zasadniczo innych rysach twarzy wydają się tacy sami, bo po prostu nie wie, na które cechy zwracać uwagę. Nie wiem, czy znasz wielu Murzynów, ale jeżeli nie, to spróbuj wyguglać dowolne zdjęcia grupy Murzynów – myślę, że będziesz miała poważny problem z rozpoznaniem ich na innych zdjęciach (tzn. oczywiście po twarzach, nie po ubraniu). A jeśli masz sporo znajomych Murzynów, to poszukaj np. Indian południowoamerykańskich.
W przypadku rasy białej różnice pomiędzy kolorem oczu (jasnoniebieskie, ciemnoniebieskie, jasnozielone, szmaragdowe, orzechowe, ciemnobrązowe), kątem pochylenia nosa (zadarty, prosty, opadający), jego kształtem (garbaty, prosty, grecki) czy kolorem włosów (blond, ciemny blond, popielaty, ciemny, czarny, kasztanowy, jasnorudy) lub stopniem ich skręcenia (proste, zawijające się, lekko sfalowane, kręcone) są dużo większe. Dlatego dla takiego Polaka z prowincji, który nigdy nie podróżował i nie widział przybyszów z innych kontynentów, ludzie ci wyglądają prawie identycznie.
A w przypadku Murzynów czy australijskich Aborygenów dochodzi jeszcze problem z zupełnie innym rozkładem odbić i cieni na ciemnej skórze, niż na jasnej.
Tego wcale nie zaprzeczyłam. Wtrąciłam się tylko w kwestii tego stereotypu o dziecinnym wyglądzie. Wykluczam ten powód ;)
lol, nie wiem skad te bzdetne stereotypy bierzecie. stare pololenie polskich wietnamczykow to ludzie odwarzni i pracowici – pewno to tez stereo bo dam sobie reke uciac ze i jakies leniwe fajtlapy sie znajda. mlode pololenie oprocz orientalnej urody i ‘wietnamu’ ktorego nauczyli ich rodzice watpie zeby roznilo sie od reszty polakow. prawda jest taka ze wspolny jezyk i wspolne wartosci latwiej by bylo nam znalesc z kimkolwiek wychowanym w PL niezaleznie od jego pochodzenia niz z posiadaczem stuprocentowych polskich genow wychowanym poza krajem.
pozdrawiam wszystkich Polakow ktorzy darza ten kraj uczuciem niezaleznie od tego jak fantazyjne zestawienie genow los im podarowal.
@szefu, Zaraz, ktoś mówił o odwadze? Ale nie zgodzisz się chyba, że jednak muszą być to ludzi w części zdterminowani, silniejsi i pracowici, żeby ze względów gospodarczych wyemigrować tak daleko. A Wietnam na dodatek nie szczyci się świetnymi warunkami, więc owszem – trzeba się jednak napracować. A w momencie kiedy tu przyjeżdżali ich perspektywy były żadne. Do tej mało który Wietnamczyk ze starszego pokolenia zna dobrze język. Więc raczej byli skazani na zbudowanie własnego biznesu, bo kto by ich zatrudnił?
Oczywiście, że młodsze pokolenie wychowane tu, na obczyźnie nie jest prawdziwie…wietnamskie. Jak również Polacy spoza Polski nie są dostatecznie polscy.
Ale pamiętaj, że przeciętny dorosły człowiek, który emigruje nadal jest związany z krajem. I najczęściej robi co tylko może, by zaszczepić chociaż trochę swojej pierwotnej narodowości w swoich potomkach.
Tylko nie rozumiem czemu miało służyć przytoczenie tego oczywistego faktu?
PS: *odwaŻni
Hehe, akurat odwaga i pracowitosc to bylo ode mnie w kontrze do tych glupot ktorych naczytalem sie powyzej. Chyba niepotrzebnie szukalas lyzki dziegciu w beczce miodu bo to co napisalem powinnas odczytac bezposredno i bez proznego szukania podtekstow. Zwyczajnie, lubie, szanuje i podziwiam wietnamczykow miedzy innymi wlasnie za ta odwage, determinacje, pracowitosc i poswiecenie. Poza tym polacy dziela z wietnamczykami podobna historie – wielu wyemigrowalo z dlawionej rezimem ojczyzny w poszukiwania lepszego zycia.
Na dobra sprawe napisalas dokladnie to samo co ja ale po swojemu i jako kontrargument. Ale coz, tak to jest – chlop sie z kobita nie dogada nawet jesli oboje mowia dokladnie to samo ;P
Bardzo sie ciesze, ze wsrod mlodego pokolenia polakow wietnamskiego pochodzenia wietnam jest zywy i kochany. czlowiek absolutnie i bezwarunkowo powinien pamietac i szanowac swoje korzenie.
Pozdrawiam szanowna kolezanke. :))
WIETNAMCZYCY
Pierwsza grupa.
Wzrostu raczej miernego, wlosy czarne, ruchliwi, szczegolnie na swoich motorowerach. Ci z poludnia kraju czasem usmiechnieci, im dalej na polnoc tym bardziej ponurzy, nieskorzy nawet do odpowiedzi na usmiech.
Zazwyczaj zostawiamy paszporty, pieniadze i karty kredytowe w recepcji. Umozliwiaja to hotele w Ameryce Poludniowej, Afryce i Azji; czasem wrecz tego wymagaja nie biorac odpowiedzialnosci za rzeczy tego typu zostawione w pokoju. Wlasciciel hotelu w Sajgonie wsunal nasze rzeczy do niezamykanej szuflady biurka stojacego przy otwartych drzwiach wejsciowych. Sam spedzal dzien dwa pietra wyzej, w duzym pokoju pelnym klatek z ptakami. Schowalem nasze portfele do plecaka i ruszylismy do miasta. Przechodzimy przez ruchliwa jezdnie. Jeden krok i postawilbym noge na krawezniku. W te przestrzen wjechal motorower z dwoma chlopakami. Pasazer patrzac mi w oczy chwycil za moj plecak, kierowca motoroweru przyspieszyl; z sekundowej walki wyszedlem z siniakiem na ramieniu, paszportami i naszymi wszystkimi pieniedzmi. Dziesiatki przejezdzajacych wietnamczykow. Zadnej reakcji. Tylko rozbawiony sytuacja mezczyzna na chodniku.
Na wyspie nie ma garkuchni. Sa restauracje, ale jedzenie trzeba zamowic wczesniej. Wlascicielka chetnie nam ugotuje ryz, rybe i warzywa. 110.000 wietnamskich dongow za porcje. Na ladzie placi sie 10.000- 20.000. Pytam ile zaplacilby u niej za takie jedzenie wietnamczyk – 20.000, moze 30.000 – odpowiada bez cienia zazenowania. Ceny dla „obcych“ sa wielokrotnie wyzsze, czasem dziesiecio-, dwudziestokrotnie. Ceny jedzenia, ciuchow, biletow autobusowych. I nie jest to zaproszenie do targowania znane z krajow arabskich. Tutaj to jest stala cena dla turysty; plac, jesli nie to spierd…. Tylko ton jakim krzyknie za toba sprzedajacy zdradza niezrozumiale jako przeklenstwo. Niektorzy opowiadaja, ze niezadowoleni sprzedawcy rzucali za nimi przedmiotami.
W Hanoi juz ciemno, choc jeszcze nie pozno. Szukamy w pokretnych uliczkach starego miasta garkuchni. Wczoraj jedlismy tam kolacje; smakowalo nam i bylo niedrogo. Rozkladam mape, stajemy pod jasno swiecaca zarowka przed sklepem z materialami biurowymi. Sprzedawczyni podnosi sie i gasi swiatlo.
Druga grupa
W jednej wsi mali, w drugiej znacznie wieksi. Na jednym brzegu rzeki czarni, na drugim wszyscy brazowi. Czasem zawarcza, rzadziej szczekna, ze wlasciwie to sie nie boja, no jesli, to tylko troche.
Konczymy poranna kawe. Pod stolem lezy pies. Widzielismy go juz wczoraj. Czarny, krepy ale nie gruby, pysk pelen blizn. Porusza sie po wsi z godnoscia, inne psy omijaja go z daleka. Przestalo padac. Idziemy na spacer. Pies rusza za nami. Idzie kolo nogi. Pozniej wybiega do przodu, oglada sie, czeka. Przepada w zaroslach, wybiega radosnie merdajac ogonem, dogania nas.. Ot zwykly spacer z niezwyklym wietnamskim psem. Bylismy w drodze trzy godziny, przeszlismy razem ponad dziesiec kilometrow. Nie dal sie poglaskac, tutaj nikt nie bawi sie z psami.
Ci pierwsi Wietnamczycy zjadaja tych drugich. Szkoda, ze nie odwrotnie.
A gdyby wszyscy wietnamczycy nagle wymarli na jakas straszna chorobe, ile bysmy stracili? Czy zylo by sie nam, normalnym i inteligentnym POLAKOM gorzej?
Wietnamce won do siebie rykszami powozic.Brudasy,nie płacićie tu podatków,ściągacie towar z chin za grosze omijacie cła,zatrudniacie polaków za nędzne grosze.do czego to doszlo zeby polak w swoim kraju pracowal u takich brudasow a oni pozniej jezdza mercedesami i mieszkają w willach.Po za tym kiedys bylo tyle polskich budek z jedzeniem a teraz na każdym kroku te gnoje z tym swoim jedzeniem z psów i kotów.won do siebie karly żółte
A ja tak czytam i czytam i w całym pozytywnym wrażeniu jakie wnosi ten potrzebny wątek, chciałabym odnieść się do wypowiedzi p. Godryka. To prawda, nikt nie lubi krzywdzących stereotypów i bezpodstawnego szufladkowania. Tym samym dosyć niestosowne jest generalizowanie europejczyków etc. jako niewykształconych, zacofanych brudasów chlejących na umór. Zakładam, ze celem posta było zwrócenie uwagi jak niesprawiedliwe jest przypisywanie swojej opinii do ogółu społeczeństwa, narodowości czy wyznania, niezależnie po której stronie się stoi …
a ja tam sie cieszę ze ktoś chce mieszkac i pracowac w naszym “pięknym” kraju.. sam mieszkam na stałe w holandii od długiego czasu i choc wiem ze niejestem tu u siebie, NIKT niepozwala mi tego odczuc. Holendrzy są mili, pomocni, na początku, gdy nie mówiłem po niderlandzku niebyło problemu dla żadnego z nich- nie mówisz po naszemu to my sie przestawimy na niemiecki lub angielski… Nikt niedał mi sie poczuć jak obywatel drugiej kategorii dlatego martwi mnie ta “buraczaność” niektórych “wielkich panów Polaków”, którym słoma z butów wystaje i nazywają azjatów “żółtymi karłami”. Akurat kto jak kto ale obywatel kraju, którego ok. 15 MLN ludzi żyje poza jego granicami i niechce wracać (ludzi polskiego pochodzenia i rodowitych polaków) Żaden z Polski raj dla cudzoziemców dlatego tymbardziej boli mnie ta upierdliwość niedorozwiniętych do współistnienia z innymi nacjami ludzi. Jeżeli miałbym możliwość to pomagałbym obcokrajowcom chcącym sie osiedlic w Polsce jak tylko bym umiał… Szkoda, że dalej jesteśmy “ciemnogrodem europy”
A co do cudzoziemców- życzę Wam wszystkim dużo szczęścia, znalezienia w Polsce drugiej ojczyzny i mniej takich buraków na swojej drodze.
Pozdrawiam
Ludzie są różni w każdym narodzie. Zmieniając nieco temat, wydaje mi się, że dzieci imigrantów bardzo chcą się wtopić w nowe społeczeństwo. Moje dzieci ,choć mają mniej niż 50% polskiej krwi, to czują się Polakami. Córka kiedyś wygrała jakiś etap olimpiady polonistycznej i miała z polskiego 6, mówi dobrze po angielsku, trochę francuskiego a nawet węgierskiego, a wietnamskiego praktycznie nic. Mówi lepiej po polsku niż ja, a ja lepiej rozumiem po wietnamsku. Jak byłam z wizytą u teściowej w Sajgonie, to córka nie odstępowała mnie na krok i szybko wróciłyśmy do Polski. Pewno dopiero wnuki będą szukały korzeni dziadka z Wietnamu. Fakt, że na emigracji ludzie zachowują się różnie i sporo zwykłych cwaniaków, przestępców chce się ukryć w masie ciężko pracujących, porządnych ludzi, stąd często wstyd się przyznać do wietnamskiego czy polskiego pochodzenia. Myślę, że z całej Azji, Wietnamczycy są najbardziej podobni do Polaków ale są duże różnice kulturowe. Pozdrawiam