<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Lanooz.net &#187; kultura</title>
	<atom:link href="http://lanooz.net/category/kultura/feed" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://lanooz.net</link>
	<description>kinda personal weblog</description>
	<lastBuildDate>Sun, 08 Jan 2012 02:19:17 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3</generator>
		<item>
		<title>warszawa kinowa</title>
		<link>http://lanooz.net/835</link>
		<comments>http://lanooz.net/835#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 11 Jul 2011 20:45:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[Miniblog]]></category>
		<category><![CDATA[warszawa]]></category>
		<category><![CDATA[imprezy]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=835</guid>
		<description><![CDATA[wakacje to zawsze w Warszawie filmowe wakacje! Nie myślałam nawet, że już tyle sie akcji nazbierało. Tj, Kino.Lato Progress-Regress w Kino.Labie, CSW; Lato z Gutek Film w Muranowie, kino samochodowe na parkingach IKEI, przegląd filmów Larsa Von Triera w Kino.Labie, pociąg filmowy Orange, Filmowa Stolica Lata w warszawskich parkach, m.in na Polu Mokotowskim, który również [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>wakacje to zawsze w Warszawie filmowe wakacje! Nie myślałam nawet, że już tyle sie akcji nazbierało. Tj, <a href="http://www.kinolab.art.pl/info.php?id=442" title="Kino.Lato PROGRESS - REGRESS" target="_blank">Kino.Lato Progress-Regress</a> w Kino.Labie, CSW; <a href="http://www.muranow.gutekfilm.pl/text.php?id=ed7a79c00969277" title="Lato z Gutek Film" target="_blank">Lato z Gutek Film</a> w Muranowie, <a href="https://www.facebook.com/event.php?eid=197036127010279" title="kino samochodowe @ ikea" target="_blank">kino samochodowe</a> na parkingach IKEI, przegląd <a href="https://www.facebook.com/event.php?eid=245120675499932" target="_blank">filmów Larsa Von Triera</a> w Kino.Labie, <a href="http://www.orangekinoletnie.wp.pl/" target="_blank">pociąg filmowy Orange</a>, <a href="http://filmowastolica.pl/" target="_blank">Filmowa Stolica Lata</a> w warszawskich parkach, m.in na Polu Mokotowskim, który również jest miejscem innego Kina Letniego inicjowanego przez Antyradio i Filmbox <a href="http://www.plejada.pl/2,49851,news,1,1,100-lezakow-i-ekran-kino-pod-golym-niebem,artykul.html" target="_blank">&#8220;100 leżaków i ekran&#8221;</a>, w każdą srodę o 21, darmo! Wakacyjny cykl spotkań w okół filmu dokumentalnego,<a href="http://www.placdefilad.com/w/55320/poludnik-doc-poludnik-zero">Poludnik.Doc</a>. Nie mówiąc już o pojedynczych pokazach tj <a href="http://www.placdefilad.com/w/55326/mr-nobody-zacheta">&#8216;Mr Nobody&#8217;, jutro w Zachęcie</a>, free.</p>
<p>Miłego seansu więc.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/835/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>The Social Network [2010]</title>
		<link>http://lanooz.net/795</link>
		<comments>http://lanooz.net/795#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 Oct 2010 15:58:58 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[blogosfera]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[IT]]></category>
		<category><![CDATA[facebook]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=795</guid>
		<description><![CDATA[Facebook prześcignął wszelkie serwisy społecznościowe jakie kiedykolwiek powstały, MySpace tak naprawdę nie dorównuje mu nawet do pięt. A ja się nadal wciąż zastanawiam jak mu się udało, czym Facebook różni się tak naprawdę od innych społecznościówek? Nadal nie wiem. Nie linkujcie mi do analiz Techcruncha czy Mashable. Widziałam wiele i nadal pozostaję nie przekonana. Najnowszy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Facebook prześcignął wszelkie serwisy społecznościowe jakie kiedykolwiek powstały, MySpace tak naprawdę nie dorównuje mu nawet do pięt. A ja się nadal wciąż zastanawiam jak mu się udało, czym Facebook różni się tak naprawdę od innych społecznościówek? Nadal nie wiem. Nie linkujcie mi do analiz Techcruncha czy Mashable. Widziałam wiele i nadal pozostaję nie przekonana.<br />
<a href="http://www.filmweb.pl/film/Social+Network,+The-2010-528258">Najnowszy film</a> Davida Finchera próbuje nieco wyjaśnić kulisy powstania Facebooka, jak dla mnie jednego z największych fenomenów internetowych.<br />
<span id="more-795"></span></p>
<h2>Masowy film branżowy</h2>
<p>Miałam zaszczyt (:>) być na prapremierze <a href="http://www.filmweb.pl/film/Social+Network,+The-2010-528258">The Social Network</a> organizowanym przez Blogvertising dla prasy i bloggerów (+ dystrybucja wejściówek w blogosferze. Dzięki, <a href="http://yagbu.eu">yagbu</a>).</p>
<p>Na szczęście nie miałam żadnych oczekiwań do filmu, bo zajmowały się nim głównie blogi zamiast serwisów filmowych. Najczęściej czytałam analizy faktów, o fikcji i rzeczywistości, o tym jak twórca fejsa, Mark Zuckerberg się wypierał sfilmowanej historii. Co jest prawdą? Nieważne, znana mi ta filmowa skłonność do dramatu a także publiczne głosy i zasadę <em>zaprzeczaj, zaprzeczaj, zaprzeczaj</em>. Mamy Facebooka, cieszmy się.</p>
<p>Ale &#8216;typ&#8217; zaproszonych gości tylko potwierdza moje przekonania co do scisłego targetu filmu. Biorąc pod uwagę reżysera i dużą kampanię reklamową (zalało Warszawę, prawie dosłownie) nasuwa się wniosek, że to klasyczna produkcja dla mas. Jednak z mojej perspektywy to bardziej film branżowy, żeby nie powiedzieć <em>dla geeków</em>.</p>
<p>Cała sala, wypełniona po brzegi ludźmi z branży (hyhy), śmiała się zgodnie przy konkretnych momentach, które śmiało bym określiła jako po prostu nieśmieszne dla przeciętnego zjadacza chleba. Osobiście nie czuję się całkowicie człowiekiem z branży, ale bardziej jak człowiek w tranzycie, dlatego nadal było mi dane się pośmiać z innymi ;)</p>
<h2>To nie jest o Facebooku</h2>
<p>Z drugiej strony pojawiają się też opinie jakoby film był zbyt masowy, np <a href="http://matipl.pl">Matipl wolałby przynajmniej 6h filmu</a>. Widać, że niektórych zawiodło to, że film opowiada historię bardziej o Marku Zuckerbergu niż jego dziecku. Sześciogodzinny film byłby już chyba dokumentem o serwisie społecznościowym, a przecież nie o to chodzi. Dostrzegam właśnie zgrzyt, film był branżowy ze względu na humor, jednak jest masowy treściowo.<br />
The Social Network nie miał mówić o tym jak powstał i rozwijał się Facebook, jakie miał problemy, <a href="http://antyweb.pl/aspoleczny-i-genialny-zuckerberg-w-filmie-social-network/">jakich miał inwestorów</a> i zajebiste kontrakty.<br />
The Social Network jest o <em>social network</em> jak dla mnie, o sieci społecznej, która obejmuje w tym wypadku społeczeństwo studentów prestiżowych amerykańskich uniwersytetów. David Fincher pokazywał nam relacje między bohaterami, koncentrował się na zwykłej psychologii wykorzystując projekt Facebooka jako tło.<br />
I dlatego przedstawiano historię największego serwisu społecznościowego w retrospekcjach, podczas przesłuchań, w których uczestniczą dwaj najlepsi kumple za czasów studenckich, ale teraz stojących po obu stronach barykady &#8211; gdzie jeden pozwał drugiego. </p>
<h2>Mark</h2>
<p>Bohater, aspołeczny geek, nie wzbudza sympatii, ale zdecydowanie szacunek. Po części to jeden z takich schematycznych postaci, który poświęca przyjaciół na rzecz sukcesu aby później tego pożałować. Z tą różnicą, że zrobione z tego kompozycję otwartą i proces zmian nie został skończony, więc zostawiono nas w niepewności o przyszłość bohatera. Nie w stylu cliff-hangera, ale <em>co ma być to będzie</em><br />
Btw, właśnie trwa trend lubienia Zuckerberga na fejsie :)</p>
<p>Chociaż postacią sympatyczną nie jest, to jej kreacja wykonana przez <a href="http://www.filmweb.pl/person/Jesse+Eisenberg-70101">Jessego Eisenberga</a> była genialna. Miałam okazję go jeszcze zobaczyć w <a href="http://www.filmweb.pl/film/Adventureland-2009-460047">Adventureland</a>, nieszczególnym pod kątem scenariusza, wykonania itd, ale całościowo urzekającym filmie, gdzie partnerował nienajgorszej gwieźdzcie ze Zmierzchu Kristen Stewart. </p>
<p>Nie było &#8216;ohów&#8217; i &#8216;ahów&#8217;, ale film zdecydowanie zaliczę do tych udanych.<br />
PS: Oh, i nie sposób też wspomnieć, że na pozytywną ocenę produkcji wpłynęła również super ścieżka dźwiękowa skomponowana przez Trenta Reznora.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/795/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>5</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wszyscy kochają Mandy Lane [2006]</title>
		<link>http://lanooz.net/789</link>
		<comments>http://lanooz.net/789#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 06 Sep 2010 01:35:10 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[posłuchaj]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[soundtrack]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=789</guid>
		<description><![CDATA[
Film o pięknej Mandy Lane, którą wszyscy chcą zdobyć, a nikomu się jak do tej pory nie udało. Nadarza się jednak świetna okazja dla grupki napalonych znajomych, kiedy wyjeżdżają na odludzie by się zabawić.
Są sami, więc wiadomo co się dzieje dalej. Fabuła jest prosta i przewidywalna, do czasu ostatnich minut filmu, gdzie ukazuje się jej bezsensowność lub..głębszy wymiar, z nutką niedopowiedzenia i tajemnicy. Wolę to drugie. Bo jednak po filmie miałam chwilkę zastanowienia, mimo, że ambitnym kinem na pewno nie jest.
Chociaż zachowuje konwencje gatunku, to ogólnie rzecz biorąc to nietypowy horrow, nie zależy mu za bardzo na krwawej jatce ani straszeniu widza. Trzyma go za to w pewnym zawieszeniu i niepokoju, a więc do lekkiego kino mcdonaldowego go też niezaliczymy. ]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2010/09/shot5.jpg" alt="" title="shot5" width="400" height="165"/></p>
<p>Film o pięknej Mandy Lane, którą wszyscy chcą zdobyć, a nikomu się jak do tej pory nie udało. Nadarza się jednak świetna okazja dla grupki napalonych znajomych, kiedy wyjeżdżają na odludzie by się zabawić.<br />
Są sami, więc wiadomo co się dzieje dalej. Fabuła jest prosta i przewidywalna, do czasu ostatnich minut filmu, gdzie ukazuje się jej bezsensowność lub..głębszy wymiar, z nutką niedopowiedzenia i tajemnicy. Wolę to drugie. Bo jednak po filmie miałam chwilkę zastanowienia, mimo, że ambitnym kinem na pewno nie jest.<br />
Chociaż zachowuje konwencje gatunku, to ogólnie rzecz biorąc to nietypowy horrow, nie zależy mu za bardzo na krwawej jatce ani straszeniu widza. Trzyma go za to w pewnym zawieszeniu i niepokoju, a więc do lekkiego kino mcdonaldowego go też niezaliczymy. </p>
<p>Przede wszystkim film jest <strong>piękny</strong>.<br />
<span id="more-789"></span></p>
<p align="center"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2010/09/shot8.jpg" alt="" title="shot8" width="400" height="165"/></p>
<h2>soundtrack</h2>
<p>Tu się naprawdę oddajemy czynności oglądania, dzięki świetnym zdjęciom, które przypominają stylistykę<strong> snu/marzenia</strong> czy też wspomnień &#8211; zdjęcia w stylu vintage, oddające urokliwą melancholię filmu (pomijając typowe momenty grozy). A towarzyszy temu cudowna ścieżka dźwiękowa.<br />
Całość stanowi zaprawdę kunsztowny obraz, którego podziwiałam od pierwszego do ostatniego kadru. Już od pierwszej chwili film zwrócił moją uwagę (leciało na canal+), co prawda typowym wejściem bohaterki (tj. najpiękniejsza uczennica idąca w spowolnieniu przez szkolny korytarz, otoczona spragnionymi spojrzeniami), ale to było w nostalgicznej stylistyce, a w tle z przecudownym utworem <em><strong>Bedroom Walls</strong> &#8220;In Anticipation Of Your Suicide&#8221;.</em><br />
Te muzyczne momenty były niezwykłe, tj. stare, hippisowskie<em> &#8220;Sister Golden Hair&#8221;</em> podczas motywu podróży przez amerykańskie stepy (oh..), <em><strong>Kunek</strong> &#8211; Good Day</em> w tle pierwszej, tragicznej śmierci, poprzedzony nieznanym utworem nieznanego zespołu <em><strong>Dead Waves</strong> &#8211; &#8220;Slowly, Just Breathe</em>&#8221; (d&#8217;oh, <a href="http://www.last.fm/music/Dead+Waves/_/Slowly,+Just+Breathe">tylko ja ich scrobbluje na Last.fm</a>) i oczywiście scena końcowa z coverem znanego &#8220;Sealed With a Kiss&#8221; (na dole wpisu możecie odsłuchać). Ktoś naprawdę dobrze wybierał.<br />
Uwielbiam odkrywać muzykę przez soundtrack, w ten sposób poznałam kawał dobrej muzyki od Bedroom Walls oraz Kunek (tu z drobną zachętą).<br />
Muzyka i obraz nadały filmowi zupełnie innego wymiaru.</p>
<h2>subiektywnie</h2>
<p>I to wszystko wystarczy abym porzuciła obiektywną ocenę filmu. Mnie już przestaje obchodzić to jak bardzo prosta była fabuła i całkowicie oddaje się intuicyjnej ocenie dzieła. Może gdyby nie muzyka i zdjęcia, równie krytycznie bym podeszła do filmu jak inni (patrz niskie noty na Filmweb, IMDB).<br />
Albo i nie. Bo w sumie zawsze intuicyjnie oceniałam filmy. Nie obchodzą mnie techniczne wady tj, przewidywalność historii lub nierealistyczną filmową rzeczywistość. Na równi z intelektualną pożywką potrzebuję też tej emocjonalnej.</p>
<p align="center"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2010/09/manylane.jpg" alt="" title="mandylane" width="400" height="165" align="center"/></p>
<p>Dobra ścieżka. Ładny film. Dobry film.</p>
<p>Swoją drogą, przekonałam się, że muszę pisać na świeżo po jakimś zdarzeniu, odstawianie tego na później powoduje zgaszenie emocji i coraz mniejszy <em>flow</em>. Mój nowy patent na recenzje.</p>
<p>Utwory o których wyżej wspominałam:</p>
<p><object width="252" height="275"><param name="movie" value="http://listen.grooveshark.com/widget.swf" /><param name="wmode" value="window" /><param name="allowScriptAccess" value="always" /><param name="flashvars" value="hostname=cowbell.grooveshark.com&#038;widgetID=22424516&#038;style=metal&#038;bbg=4B3120&#038;bfg=716627&#038;bt=A6984D&#038;bth=4B3120&#038;pbg=A6984D&#038;pbgh=716627&#038;pfg=4B3120&#038;pfgh=A6984D&#038;si=A6984D&#038;lbg=A6984D&#038;lbgh=716627&#038;lfg=4B3120&#038;lfgh=A6984D&#038;sb=A6984D&#038;sbh=716627&#038;p=0" /><embed src="http://listen.grooveshark.com/widget.swf" type="application/x-shockwave-flash" width="252" height="275" flashvars="hostname=cowbell.grooveshark.com&#038;widgetID=22424516&#038;style=metal&#038;bbg=4B3120&#038;bfg=716627&#038;bt=A6984D&#038;bth=4B3120&#038;pbg=A6984D&#038;pbgh=716627&#038;pfg=4B3120&#038;pfgh=A6984D&#038;si=A6984D&#038;lbg=A6984D&#038;lbgh=716627&#038;lfg=4B3120&#038;lfgh=A6984D&#038;sb=A6984D&#038;sbh=716627&#038;p=0" allowScriptAccess="always" wmode="window" /></object></p>
<p>A teraz czas na kolejną muzyczną ucztę &#8211; Nick and Norah&#8217;s Infinite Playlist. Mam nadzieję, że film będzie chociaż troszkę tak dobry jak ścieżka dźwiękowa.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/789/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>2</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Narodowa homoerotyka &#8211; Ars Homo Erotica</title>
		<link>http://lanooz.net/783</link>
		<comments>http://lanooz.net/783#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Aug 2010 14:14:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[polska i reszta świata]]></category>
		<category><![CDATA[homoseksualizm]]></category>
		<category><![CDATA[muzeum]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[wystawa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=783</guid>
		<description><![CDATA[Jeżeli chodzi o sztukę raczej należę do tradycjonalistów. Wiadomo jednak, że poza doznaniami estetycznymi istotą sztuki jest również jej znaczenie i przesłanie. Dlatego idąc na wystawę nie próbuję oczekiwać wizualnego zachwytu, a jakiejś przemowy, dyskusji i przemyśleń. Z takim też nastawieniem poszłam dwa miesiąće temu na wystawę Ars Homo Erotica w Muzeum Narodowym. Kościół się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Jeżeli chodzi o sztukę raczej należę do tradycjonalistów. Wiadomo jednak, że poza doznaniami estetycznymi istotą sztuki jest również jej znaczenie i przesłanie. Dlatego idąc na wystawę nie próbuję oczekiwać wizualnego zachwytu, a jakiejś przemowy, dyskusji i przemyśleń.<br />
<img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2010/08/arshomoerotica_2.gif" alt="null" align="right"/>Z takim też nastawieniem poszłam dwa miesiąće temu na wystawę Ars Homo Erotica w Muzeum Narodowym. Kościół się wykrzyczał o tym, że to straszna manipulacja, <em>instrumentalne wykorzystanie sztuki</em>. Bo to prawda! Sztuka jest przede wszystkim narzędziem!<br />
Więc poszłam zobaczyć, żeby głównie poznać powód oburzeń, powodu bliskiego zwolnienia dyrektora muzeum, żeby być na czasie w obliczu spopularyzowania tematu LGBT w kulturze i społeczeństwie (i też dlatego, żeby móc o czym rozmawiać na ewentualnej autoprezentacji na ASP).<br />
<span id="more-783"></span><br />
Gdy wychodziłam z Muzeum Narodowego spotkałam znajomą, która dopiero wchodziła. Naturalnie, chciała poznać moje wrażenie, a ja potrzebując jeszcze trochę czasu namysłu trochę się zawahałam z odpowiedzią. I wtedy musiała pomyśleć, że znalazła we mnie &#8220;sojusznika&#8221;,</p>
<blockquote><p>No właśnie. To nie do pomyśłenia, jak w ogóle coś takiego się mogło znaleźć w Muzeum Narodowym.</p></blockquote>
<p> &#8211; powiedziała, wykorzystując pauzę w mojej odpowiedzi.<br />
Nie miałam siły podejmować dyskusji, więc tylko dodałam, że oczekiwałam czegoś więcej.</p>
<p>Co jest w sumie prawdą. Powiedzmy, że byłam rozczarowana, ale w kontekście tego co pisał <a href="http://www.dwutygodnik.com/artykul/1324-nadrabianie-zaleglosci.html">Bogusław Deptuła w Dwutygodniku</a> ,</p>
<blockquote><p>Pewnie jednych zszokuje, najbardziej tych heteronormatywnych, innych, tych homoerotycznych, rozczaruje, a ciekawskich pozostawi w niedosycie.</p></blockquote>
<p>Dodając jeszcze do rozczarowanych, obok homoerotycznych, ludzi po prostu w temacie.</p>
<h2>trochę religii</h2>
<p>Wystawa przede wszystkim nam przypomniała, że homoseksualizm był obecny od zarania dziejów. W takiej antycznej Grecji, kolebki demokracji, cywilizacji, z której się wywodzimy, homoseksualizm był czymś nawet powszechnym.<br />
<img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2010/08/st.sebastian.jpg" alt="null" align="left"/><br />
A nawet w sferze religijnej, znajdziemy patrona homoseksualistów &#8211; św. Sebastiana. Nie wiedząc wtedy nic o tym patronie, byłam gotowa pomyśleć, że był homoseksualistą. A homoseksualistom po prostu przypodobał się ten unikatowy negliż pięknego młodzieńca, jak był przedstawiany św. Sebastian, w religijnych obrazach (od czasu renesansu) i jakaś zmysłowość w pozie wywołana bólem i agonią. Można też dodać do tego symbolikę strzały jako motywu fallicznego.<br />
Oczywiście ten cały patronat to sprawa naciągana, która stale obrastała grubą symboliką w XX wieku. Św. Sebastian prócz tego jest również patronem 30 innych ludzi, wliczająć w to łuczników, którzy to wg legendy, próbowali go zabić naszpikowując go strzałami.<br />
Eh, nigdy nie zrozumiem religijnych patronatów.<br />
Jednak mimo to, ten ważny symbol miał dla siebie całą salę z obrazami oraz krótkim filmem ukazującym męczeństwo nowożytnego św. Sebastiana.</p>
<p>I może mi ktoś wyjaśni, jak się w końcu ma Dawid i Goliat w kontekście tej wystawy?</p>
<h2>męskie granie</h2>
<p>Wyrównano też bilans obecności męskiego aktu wobec damskiego, wydzielono cały hol na akty męskie, w tym piękne szkica m.in Jana Matejki. W ogóle cała wystawa wydała się bardziej gejowska niż lesbijska, na miłość kobiecą wydzielono oddzielną salę, zwaną <em>Imaginarium lesbijskim.</em> Tak jakby lesbijstwo było częścią gejostwa. Bo reszta wystawy koncentrowała się na gejach, z tego co pamiętam.<br />
Może dlatego, że geje zawsze byli mniej akceptowani niż lesbijki? Są?</p>
<h2>trans w wielkim mieście</h2>
<p>Nieodłącznym elementem tego tematu jest też transgender, więc usilnie wciśnięto, krótki klip, będący pastiszem intra serialu Seks w Wielkim Mieście. Parodia autorstwa <em>najsłynniejszego polskiego transseksualisty</em>, Rafalali. Pomimo jej (bo teraz mowa o jego damskim alter ego) uznanej aktywnej działalności kulturalnej (teatralnej, poetyckiej, filmowej &#8211; zdolna bestia, bez ironii), to jednak wciąż nie mogę przestać myśleć o niej w kategorii taniej, tymczasowej gwiazdy z bliżej nieokreślonego show. Bo ten wizerunek jaki sobie kreuje jest naprawdę słaby. Najpierw czytam jej ciekawy i dobry tekst wysłany do Wysokich Obcasów, aby później być zażenowana jej blogiem i zdjęciami &#8220;fotoskami&#8221; i poezją raczej średnich lotów. No dobra, co ja mogę wiedzieć o poezji. Mimo wszystko, podziwiam i szanuję Rafalalę. Ale kimkolwiek by ona nie była, jej dzieło, które amieszczono w Muzeum Narodowym najzwyczajniej w świecie było bezsensownym bełkotem. Sam fakt o tym kim jesteśmy nie czyni człowieka artystę.</p>
<h2>sztuka jako narzędzie</h2>
<p>Może i nie wyszło najlepiej, niekiedy można byłoby posądzić o nadinterpretację. Jak zresztą to często bywa na wystawach tematycznych, ale najważniejsze sam fakt, że w ogóle została wystawiona. I to w murach Muzeum Narodowego. Zupełnie inny wydźwięk miałaby ta wystawa w Zachęcie czy CSW. Sztuka to nie tylko dogadzanie oczom, czy utrwalone kanony malarstwa, nie tylko historyczny i narodowy dororobek. Sztuka musi być oświeceniem dla ludu, angażując ich do myślenia i rozmowy. Ma reprezentować prawdziwą kulturę, nie tylko spełniać nasze żądania. Więc szacunek dla pana Piotrowskiego za tą wystawę, bo to ważny krok naprzód w polskiej kulturze, zwrócenie się ku takiej mniejszości. To co dobrego z tego wyszło to właśnie dyskusja. </p>
<p>Wystawa trwa do 5 września</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/783/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>RE: end of AFK</title>
		<link>http://lanooz.net/769</link>
		<comments>http://lanooz.net/769#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 22 Jul 2010 02:04:18 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Personal]]></category>
		<category><![CDATA[czekolada]]></category>
		<category><![CDATA[osobiste]]></category>
		<category><![CDATA[posłuchaj]]></category>
		<category><![CDATA[studia]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=769</guid>
		<description><![CDATA[Czuję się winna, że olałam blogowanie i to nawet bez uprzedzenia. Przez co powrót może być trudniejszy niż myślałam. Świadczy o tym ten wpis, za który się zabierałam wiele, wiele razy (dużo wiecej razy niż tu uwzględniłam). [Kwiecień/Maj 2010] Siedzę w empik cafe popijając najlepszą, gęstą gorącą czekoladę w mieście za 9zł wg mojego osobistego [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czuję się winna, że olałam blogowanie i to nawet bez uprzedzenia. Przez co powrót może być trudniejszy niż myślałam. Świadczy o tym ten wpis, za który się zabierałam wiele, wiele razy (dużo wiecej razy niż tu uwzględniłam).</p>
<p><strong>[Kwiecień/Maj 2010]</strong><br />
Siedzę w empik cafe popijając najlepszą, gęstą gorącą czekoladę w mieście za 9zł wg mojego osobistego rankingu. Zdeklasowała ona mojego poprzedniego faworyta jakim była Pijalnia Wedla, z powodu redukcji ilości podawanej czekolady do mikrofiliżaneczki, nie wspominając o utracie dawnej gęstości. I to wciąż za 11zł.<br />
Empik Cafe to nie jest offowa kawiarenka dla hipsterów, ale dla zajętych i śpieszących miastowych, ma swój urbanistyczny klimat, specyficzny dla punktu w wielkim mieście.<br />
Siedzę tu dla czekolady i świetnego widoku na Pałac Kultury i cały pl. Defilad&#8230;i oczywiscie dla 3-piętrowego asortymentu Empika :></p>
<p><strong>[Czerwiec 2010]</strong><br />
Znów siedzę w empik cafe z gorącą czekoladą oraz ze stosem książek do historii sztuki. Podczas gdy większość maturzystów może się już cieszyć 4 miesięcznymi wakacjami, to uczniowie startujacy na typowo graficzne kierunki mają jeszcze przed sobą trochę egzaminów. Przeszłam I etap na Akademii Sztuk Pięknych wydziału Grafiki. II etap to egzamin praktyczny, czekam na wyniki, które zdecydują czy będę mieć autoprezentację. Praktyczny trwał 5 dni, rysunek, malarstwo i kompozycja, która w tym roku polegała na zaprojektowaniu okładki i ilustracji do Czerwonego Kapturka. Super.</p>
<p><strong>[Lipiec 2010]</strong><br />
Nie przeszłam II etapu, zgodnie ze swoim planem wystartowałam więc do Polsko-Japońskiej Wyższej Szkoły Technik Komputerowych. Prywatna uczelnia informatyczna z kierunkiem Sztuki Nowych Mediów współpracujący z ASP. Była rozmowa, była teczka i udało się. Jestem studentką. Jestem wolna. Mam wakacje! Mam czas!</p>
<p>Nie do końca jeszcze do mnie dociera, że to był ostatni rok w szkole.<br />
Ten czas był wbrew pozorom mało produktywny, pozorna nauka do egzaminów jest największą stratą czasu. Jednak nie uważam czas za zupełnie stracony, ten rok był inny, dał mi pewne życiowe doświadczenia. I to pomimo ciągłego braku czasu, rysunkowego zapieprzu (za późno się zdecydowałam na ASP) i matury, którą napisałam nienajgorzej.</p>
<p>Absurdem jest stawianie swojej przyszłości na kilku egzaminach w życiu, uczciwą, ciągłą pracę można w pewnym momencie wyrzucić, nauka pod koniec okresu pod kątem schematycznego egzaminu jest kolejną stratą czasu, bo nic z tego praktycznie nie wynosimy. Wiedza powinna być oceniana na podstawie wieloletniej pracy, oceniana w systemie punktowym nie w małoskalowym systemie ocen.</p>
<p>Tak czy inaczej, wróciłam! I mam nadzieję, że po takiej przerwie jeszcze ktoś to będzie czytał.</p>
<p>Przy okazji wrzucam najbardziej pozytywny utwór jaki w życiu słyszałam.</p>
<p><object width="250" height="40"><param name="movie" value="http://listen.grooveshark.com/songWidget.swf" /><param name="wmode" value="window" /><param name="allowScriptAccess" value="always" /><param name="flashvars" value="hostname=cowbell.grooveshark.com&#038;widgetID=21914335&#038;style=grass&#038;p=0" /><embed src="http://listen.grooveshark.com/songWidget.swf" type="application/x-shockwave-flash" width="250" height="40" flashvars="hostname=cowbell.grooveshark.com&#038;widgetID=21914335&#038;style=grass&#038;p=0" allowScriptAccess="always" wmode="window" /> </object></p>
<p><strong># Edward Sharpe &#038; The Magnetic Zeros &#8211; Home</strong><br />
Piękne indie-folkowe brzmienia, czyniące z każdego na chwilę beztroskiego hipisa, który bansuje do rytmu.<br />
Najpiękniejszym momentem byłoby wyjść na plażę o wschodzie słońca i puścić ten utwór. Oooh. Pozytyw bije z każdej nuty, sam zespół wydaje się taki beztroski (patrz występy na żywo), jednak niezawsze tak było. Wokalista tego zespoły Alex Ebert pierwotnie chciał zostać raperem, uwielbiał hiphop. Był później członkiem punkowego zespołu Ima Robot, aby w końcu dla odmiany, po latach brania narkotyków i odizolowania od świata znaleźć spokój. W rezultacie powstało jego alter ego Edward Sharpe, wykreowany na brodatego hipisa.<br />
Mam to ustawione w budziku od dłuższego czasu. I wcale przez to moja sympatia do utworu nie maleje, wręcz każdego poranka chce mi się wstawać :-D</p>
<p>Polecam też <em>Janglin</em> oraz inne utwory z jedynego albumu <em>Up From Below</em> (2009).</p>
<p>No i jestem w domu.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/769/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>cholernik #1</title>
		<link>http://lanooz.net/764</link>
		<comments>http://lanooz.net/764#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 26 Dec 2009 00:46:09 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[Personal]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[w sieci Sieci]]></category>
		<category><![CDATA[cholernik]]></category>
		<category><![CDATA[eventy]]></category>
		<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[internauci]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[matura]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=764</guid>
		<description><![CDATA[To mój rekord, nie pisałam równe 2 miesiące. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze ma we mnie wiarę i nie wyrzucił mnie z subskrypcji na dobre. Witam tych, którzy pozostali :) Jestem w klasie maturalnej i szczerze to jakoś nie mam zbytniego entuzjazmu do tworzenia jakiekolwiek contentu + brak czasu itd. Czasem więc pojawią się wpisy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>To mój rekord, nie pisałam równe 2 miesiące. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze ma we mnie wiarę i nie wyrzucił mnie z subskrypcji na dobre. Witam tych, którzy pozostali :)<br />
Jestem w klasie maturalnej i szczerze to jakoś nie mam zbytniego entuzjazmu do tworzenia jakiekolwiek contentu + brak czasu itd. Czasem więc pojawią się wpisy zbiorcze, więc ich serię tych sezonowych myśli pozwole sobie tak ot nazwać <em>Cholernikiem</em> (maturzysty). </p>
<h2><a href="http://www.internetstandard.pl/news/136802/Prosument.czyli.aktywny.konsument.html">Prosumenta</a> przerwa</h2>
<p>Od koło pół roku przyjęłam rolę zwykłego, biernego użytkwnika Internetu, podobnego do tych którymi się na codzień otaczam. Zrozumiałam w końcu na czym polega niektórych problem nudy w sieci i dlaczego tak często przesiadują na społecznościówkach Gronie (a teraz jeszcze i Facebooku) czy Fotce.<br />
Tworzenie contentu wymaga samozaparcia i odpowiedniego stosunku do Internetu. Natomiast w moim środowisku wiadome jest, że Internet to narzędzie przyszłości, jednakże to zbyt odległa kwestia, którą zajmują się &#8220;specjaliści&#8221;, zaś najbliżej jest uznawany jako źródło rozrywki i kontaktu z najbliższymi. Dla większości więc granice Internetu to portale społecznościowe posiadające polską wersję językową, JoeMonsters, YouTube etc. W tym roku nieco jeszcze poszerzyły się o Demotywatory, które są uznawane za największe wydarzenie internetowe w Polsce w 2009. Znane już kupę czasu temu wśród aktywnych internautów, teraz świetnie przyjęły się w końcu na polskich kablach. Najlepiej możemy to zauważyć wchodząc do biblioteki szkolnej w czasie przerwy.<br />
<span id="more-764"></span><br />
U mnie w szkole na każdej przerwie, na każdych 10 monitorach obecne są Demotywatory. Najfajniejszymi żartami już nie są te o Twojej Starej tylko właśnie teksty z demotów. Dodatkowo w tym roku przestano się pytać o Grono, tylko o profil na Facebooku. Można powiedzieć, że stado się zaczęło przemieszczać, chociaż <a href="http://perturbacje.blogspot.com/2009/12/leaving-facebook-to-quest-of-terra.html">niektórzy przewidują</a> dalsze wędrówki.<br />
Ogółem rzecz biorąc śledziłam życie sieci niemalże tylko i wyłącznie od strony przeciętnego użytkownika, jako, że przyznam, że nawet z RSS&#8217;ami trudno mi było nadążyć, nie mówiąc już o Blipie i Twitterze. Dobrze, że mam jeszcze kontakt z wami przez Facebooka, ktoś czasami wrzuci jakiś link, napisze wpis na bloga i się pochwali. </p>
<p>Mogę powiedzieć, że pierwotnym źródłem&#8230;problemu jest oczywiście matura, którą zdaję w tym roku. Co prawda, sam egzamin dojrzałości dla mnie nie jest aż tak istotny, bo mam ambicję zdawać na Akademię Sztuk Pięknych, w której liczą się ich własne wewnętrzne egzaminy. Tak więc, zapieprzam z rysunkami ile tylko mogę.<br />
Dodatkowo, jakoś w tym roku bardziej trzyma mnie społecznie przy życiu <em>real</em> niż <em>wirtual</em></p>
<h2><em>Muzyka dziurawi niebo</em> &#8211; C. Baudelaire</h2>
<p align="center"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/12/1063455_356x237.jpg" alt="i love the 80s" /></p>
<p>Jakiś czas temu obejrzałam <a href="http://www.filmweb.pl/f255398/Mi%C5%82osna+uk%C5%82adanka,2006">&#8220;Starter For Ten&#8221;</a>, brytyjski film, komedia romantyczna z 2006 roku; przeciętny, niespecjalnie wybijający się ze swojego gatunku, ale jak to bywa z brytyjskimi komedia romantycznymi &#8211; urzekający. To co szczególnie mi się spodobało, to świat upozorowany na lata &#8217;80, niezwykle przekonująco swoją drogą. I wtedy odkryłam w sobie sympatię do tego okresu, a szczególnie do muzyki z tychże lat. Filmowy soundtrack zawierał w sobie wiele utworów The Smiths, The Cure, Echo &#038; The Bunnymen…<br />
Niedługo po obejrzałam jeszcze <a href="http://www.filmweb.pl/f480762/500+dni+mi%C5%82o%C5%9Bci,2009">&#8217;500 days of summer&#8217;</a> z Zooey Deschanel, <a href="http://listen.grooveshark.com/#/artist/She+And+Him/396654">muzycznie</a> jak i stylowo inspirowana tamtymi latami. Ścieżka dźwiękowa obfitowała świetnymi kawałkami, w tym kilka The Smiths. Zastanawiałam się, gdzie oni byli przez ten cały czas? Dlaczego tak późno ich odkryłam? Przecież na pewno ich już nie raz słuchałam z okazji zapoznawania się z muzyczną klasyką. Ale nie, oczywiście kolejny raz to film musi być źródłem moich muzycznych wrażeń.</p>
<p align="center"><a href="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/12/smiths-the-morrisey.gif"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/12/smiths-the-morrisey.gif" alt="Morrissey" title="Morrissey" width="324" height="500" class="aligncenter size-full wp-image-768" border="0"/></a></p>
<p>Tak jak Yann Tiersen stało się jednym z moich ulubionych artystów po oberzeniu &#8216;Amelii&#8217; i The Shins po &#8216;Garden State&#8217;, tak też teraz jest z The Smiths. Którzy są moim kolejnym istotnym zagięciem w moim guście muzycznym (<a href="http://www.last.fm/user/arcania">chyba ósmym</a> :P)</p>
<h2>the gigs</h2>
<p>A propos Yanna Tiersena, byłam gdzieś we wrzesniu na jego <a href="http://www.last.fm/event/1139471+Orka+-+Yann+Tiersen">koncercie z Orką</a> w Progresji. Kupiłam bilet z przeświadczeniem, że pójde zobaczyć Yanna solo. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie (jak i tłumu) gdy po Orce (w składzie pijany Tiersen ze skrzypcami), którą uznałam za jakiś support, impreza się skończyła. Jakiś miesiąc później ogłoszono ten właściwy koncert Yanna Tiersena w warszawskiej Stodole, jakież było wtedy moje ubolewanie. Bo kasa z nieba nie spada i za tamtą omyłkę już musiałam zapłacić moją nieobecnością na listopadowym koncercie. Żałuję tamtych biletów, chociaż przyznam, że przyjemnie się bawiłam w dobrym towarzystwie, a Orka to dobry zespół industrialowy. </p>
<p align="center"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2007/03/placebo.gif" alt="placebo"/></p>
<p>W listopadzie miałam również okazję zobaczyć kolejny raz Placebo na Torwarze, to było zupełnie inne przeżycie niż 2 lata temu. Wtedy byłam na etapie sympatii, a na koncercie dopiero uswiadomiłam sobie, że ich kocham. Tym razem, szczerze wzruszona ich kolejną wizytą dałam upust swojej wdzięczności za tą wspaniałą muzykę.<br />
Nie jestem fan boyem, nadal pozostaje fanem konstruktywnym i śmiem twierdzić, że najnowsze &#8216;Battle For The Sun&#8217;, chociaż ogółem bardzo dobre, to jednak na tle wczesniejszych płyt wypadło blado. Tak jak i koncert: przyszli, świetnie odbębnili i poszli (wracając 3 razy, ale to pewnie wyreżyserowane).</p>
<p>A szczególnie, zirytowała mnie niektórych reakcja po koncercie, jak gdyby chcąc udowodnić jak zajebiście się wyszaleli i jacy są imprezowi, opowiadali jak to krzyczeli i stracili głos, skakali i rozbijali się wraz z tłumem. Zapominając gdzieś o muzyce. 2 lata temu, gdy Placebo zaczynałam dopiero kochać, przyznam, że miałam podobnie, nie potrafiąc nic innego powiedzieć o koncercie niż &#8220;zajebiście było!!11&#8243; (już nawet nie śmiem linkować do tamtego wpisu; do P.W: dlatego byłam trochę naburmuszona po koncercie..:>)<br />
Stojąc gdzieś niemalże pod sceną widziałam kobietę (40l?), była jedynym nieruchomym punktem wśród tłumu. Stała i łzy jej ciekły. Wokoło niej byli ludzie pogrążenie w jakiejś muzycznej esktazie, którzy nie skakali żeby tylko skakać.</p>
<p>Mogłabym jeszcze długo pogadać o supporcie, o animacjach przed koncertem, o fanach i ogólnie o różnych moich psychotycznych przemyśleniach. Ale jest 01:27, wpis ma już aż koło 900 słów i chce mi się spać.</p>
<p>PS: Ostatnio, pisząc te wypociny o muzyce, dźwięku itp, uświadomiłam sobie, że muzyka w moim życiu gra niewyobrażalną rolę. Bez niej byłabym jakby zupełnie inną osobą, wierzę, że &#8220;gorszą&#8221;. Niewyobrażam sobie życia bez słuchawek. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/764/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Cześć, jestem muzykoholicznym schizofonikiem.</title>
		<link>http://lanooz.net/766</link>
		<comments>http://lanooz.net/766#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 26 Oct 2009 21:44:15 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[audio]]></category>
		<category><![CDATA[słuch]]></category>
		<category><![CDATA[urban]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=766</guid>
		<description><![CDATA[Jestem całkowicie i bezpowrotnie uzależniona od muzyki. Wszędzie muszę ją mieć ze sobą, w każdej, bezczynnej chwili nerwowo sięgam po oplecione wokół szyi słuchawki. Mówiłam kiedyś, że uwielbiam miejską kakofonię, dźwięki w autobusie, ale to niestety nadal przegrywa z moją własną, bolesną muzyką. Szczególnie zajęcia z Rysunku, nie przeżyłabym bez muzyki. U mnie tworzenie zawsze [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p align="center"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/10/2577026615_1bb0654745.jpg" alt="loudspeakers" /></p>
<p>Jestem całkowicie i bezpowrotnie uzależniona od muzyki. Wszędzie muszę ją mieć ze sobą, w każdej, bezczynnej chwili nerwowo sięgam po oplecione wokół szyi słuchawki. Mówiłam kiedyś, że uwielbiam miejską kakofonię, dźwięki w autobusie, ale to niestety nadal przegrywa z moją własną, bolesną muzyką.<br />
Szczególnie zajęcia z Rysunku, nie przeżyłabym bez muzyki. U mnie tworzenie zawsze wiązało się z melodią. A gdy wracam do domu szybko uruchamiam komputer żeby włączyć Foobara i kliknąć w &#8220;play&#8221;. Nawet podczas nauki nie powstrzymuję się od wyłączania komputera, który po prostu pełni rolę kombajnu muzycznego.<br />
Pamiętam dni, w których odtwarzacz mp3 mi się rozładowywał lub słuchawki się psuły i były to dni bolesne, wybrakowane, beznadziejne. Na szczęście teraz moja empegrajka jest &#8216;bezbateryjna&#8217; i zawsze do szkoły noszę ze sobą ładowarkę. Nie mówiąc już o tym, że mam teraz nowy, porządny telefon z odtwarzaczem, dzięki czemu czuję się jeszcze pewniej.<br />
<span id="more-766"></span></p>
<p align="center"><a href="http://www.flickr.com/photos/matthijs/3290859398/"><img src="http://farm4.static.flickr.com/3398/3290859398_9b1c698879.jpg" alt="loud" /></a></p>
<p>I jestem totalnie świadoma szkód jakie wyrządza to moim uszom. <em>Za młodu</em> :) miałam genialny słuch. A teraz dostrzegam jego pogorszenie, a konkretniej problemy z identyfikacją dźwięku wśród szumu mnóstwa innych. Dlatego na przerwie w szkole miewam problemy z komunikacją (również dlatego, że oziom głosności przekracza dużo ponad normę i moj własny poziom w słuchawkach) . Chociaż w ciszy nadal usłyszę najmniejszy szelest i dostrzegam bezproblemowo <a href="http://mp3ornot.com/">różnicę jakości w plikach muzycznych</a>.<br />
Małym plusikiem jest to, że porównywalnie do innych mój standardowy poziom głośności jest przyzwoity. A to ze względu na to, że czuję się niekomfortowo będąc totalnie odcięta od świata, nie słysząc pobliskich obcasów, tramwajów czy kaszlu osoby obok. </p>
<p>O tym jak <a href="http://przekroj.pl/cywilizacja_spoleczenstwo_artykul,5691.html">dźwięki się nad nami dzisiaj znęcają</a> napisał Przekrój (moim pierwotnym zamierzeniem było polecenie arykułu w mini wpisie z dwuzdaniowym komentarzem, jak fajnie, że mi się udało&#8230;). Dowiedziałam się, że cierpimy&#8230; ok, bedę mówić o sobie &#8211; cierpię na chroniczną schizofonię, która została wyjaśniona następująco:</p>
<blockquote><p> znajdujemy się w sytuacji, w której dźwięki odrywają się od kontekstu, zwielokrotniają, utrudniając identyfikację i zrozumienie otoczenia. Dawne tak zwane pejzaże hi-fi zmieniają się w lo-fi. Pojawia się szum, hałas, który zmusza nas do krzyczenia, mówienia podniesionym głosem, zasysa pojedyncze dźwięki, czyniąc z nich nieznośną dźwiękową zupę, trudną do strawienia papkę. „W zatłoczonym obszarze lo-fi pojedyncze sygnały akustyczne są niewyraźne. Określony dźwięk przytłumiony jest szerokopasmowym szumem”</p></blockquote>
<p>Nasz akustyczny krajobraz staje się po prostu nieokreślonym akustycznym wysypiskiem śmieci, gdzie próbujemy wyłowić przydatne rzeczy. Przez to pojawiają się zaburzenia koncentracji i nerwowość &#8211; to ja. Wspomnieli też o tym, że odbieramy świat niczym osoby z ADHD, to ja się wcale nie dziwie dlaczego tak dużo wokół potencjalnych chorych. </p>
<p>Tak czy inaczej, dopiero przy tym artykule postanawiłam coś z tym zrobić. Spróbuję jutro przyjechać do szkoły bez słuchawek w uszach. To niewiele, ale od czegoś muszę zacząć. Bo doradzają tak,</p>
<blockquote><p>Wyjmij z uszu słuchawki iPoda. Po co? By wybrać się na dźwiękowy spacer. Wsłuchaj się w dźwięki, które na co dzień mijasz zupełnie bezrefleksyjnie. Wyławiaj je po jednym i analizuj. Zaczniesz wtedy pełniej odbierać fonosferę, odkrywając, że każde środowisko ma niepowtarzalny akustyczny charakter. I zaręczam – hałas przestanie być po prostu hałasem. Szum z bezosobowego amalgamatu dźwięków zacznie układać się w melodię.</p></blockquote>
<p>.<br />
Wyłowię wszelakie znaczące dźwięki i je porozdzielam, następnie może o nich napiszę jeszcze na blogu. Bo uswiadamiam to sobie jak ciekawie można postrzegać świat samymi dźwięki. Trochę się inspiruje pomysłami europejskich miast, które zbierają swoje miejskie, charakterystyczne dźwięki do albumu.</p>
<p>Cieszę się, że jakiś dłuższy czas temu zrezygnowałam z słuchania muzyki przed snem, to byłaby już przesada. Jak również zmieniłam dźwięk swojego budzika na mniej impulsowy (cała się wzdrygałam gdy dzwonił, co raczej nie robiło dobrze nerwom), od czasu kupna nowego telefonu ustawiłam sobie łagodny i przyjemny dla ucha <a href="http://www.youtube.com/watch?v=8qtxx-wizLU">&#8220;Strawberry Swing&#8221; Coldplay</a>.<br />
Poza tym jednak nic więcej nie zrobię, na pewno nie odłożę słuchawki na bok, choć jestem świadoma, ale godzę się na to, że płacę za to swoim słuchem. Oh, chyba, że jeszcze kupię zatyczki do uszu na koncert by obniżyć poziom głośności (<a href="http://www.przekroj.pl/cywilizacja_nauka_artykul,1685.html">więcej o muzyce a głuchocie)</a>. Taka jest niestety cena ogłuszającej urbanizacji i kultury.</p>
<p>Nieumyślnie więc sformułowałam sobie kilka postanowień &#8211; robić przerwy w słuchaniu odtwarzacz mp3, ćwiczenie słuchu od czasu do czasu i kupić zatyczki do uszu.<br />
W domyśle chce powiedzieć, że też powinniście się zastanowić nad kondycją waszych uszu. </p>
<p align="center"><img src="http://i37.tinypic.com/351u9zn.png"></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/766/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>ktoś to czyta?</title>
		<link>http://lanooz.net/760</link>
		<comments>http://lanooz.net/760#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 18 Sep 2009 21:07:26 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Miniblog]]></category>
		<category><![CDATA[w sieci Sieci]]></category>
		<category><![CDATA[internet]]></category>
		<category><![CDATA[web 2.0]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=760</guid>
		<description><![CDATA[Czy ktoś w całości czytał mój wpis o kaligrafii? Martwi mnie to, że już nie czytamy treści w Internecie, a zamiast tego przeglądamy je. Znam to z autopsji, chociaż jestem tego świadoma i usiłuję dokładnie czytać pomimo mojego rozproszenia. Często nie mogę się skoncentrować na czytanym artykule i niekiedy zaczynam czytać na głos żeby zająć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Czy ktoś w całości czytał mój <a href="http://lanooz.net/750">wpis o kaligrafii</a>? Martwi mnie to, że już nie czytamy treści w Internecie, a zamiast tego przeglądamy je. Znam to z autopsji, chociaż jestem tego świadoma i usiłuję dokładnie czytać pomimo mojego rozproszenia. Często nie mogę się skoncentrować na czytanym artykule i niekiedy zaczynam czytać na głos żeby zająć swoją głowę :->. Nie mówiąc już o tym, że nie raz nie docieram do końca. Niedługo zacznę sobie wszystko drukować. <br /> Wydaje się, że to wina tej ilości informacji w dzisiejszych czasach, strumień informacji jest niewiarygodnie wielki, jesteśmy non-stop bombardowani. Jednak z drugiej strony nie bez powodu pomijam kilka akapitów &#8211; autor leje wodę. To też jest w jakiś sposób ostatnio powszechna tendencja&#8230;nie?</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/760/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kaligrafia idzie do lamusa</title>
		<link>http://lanooz.net/750</link>
		<comments>http://lanooz.net/750#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 12 Sep 2009 22:32:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[sztuka]]></category>
		<category><![CDATA[kaligrafia]]></category>
		<category><![CDATA[komputer]]></category>
		<category><![CDATA[pióro]]></category>
		<category><![CDATA[pismo]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=750</guid>
		<description><![CDATA[A to wszystko się zaczęło gdy przeczytałam, już niedostępny, artykuł Metra z dnia 10 lutego 2009. Jednym z celów (bo chyba nie efektów ubocznych?) postępu technicznego jest wyręczanie nas z różnych, z pozoru nieistotnych czynności. Ogółem rzecz biorąc, w rezultacie cofamy się w rozwoju. Owszem, zbiorowa inteligencja i zaradność zwiększyła się, ale jednostka stała się [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><em><small>A to wszystko się zaczęło gdy przeczytałam, już niedostępny, <a href="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/09/metro_kura%20pazurem.html">artykuł Metra z dnia 10 lutego 2009</a>.</small></em><br />
<img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/09/fountain-pen.png" alt="fountain pen by dutchuncle.co.uk" title="fountain pen by dutchuncle.co.uk"/></p>
<p>Jednym z celów (bo chyba nie efektów ubocznych?) postępu technicznego jest wyręczanie nas z różnych, z pozoru nieistotnych czynności. Ogółem rzecz biorąc, w rezultacie cofamy się w rozwoju. Owszem, zbiorowa inteligencja i zaradność zwiększyła się, ale jednostka stała się słabsza niż kiedykolwiek.<br />
Jesteśmy dziś rozpieszczeni, zepsuci i leniwi jak nigdy wcześniej.</p>
<p>Tak, jestem typem osoby, która ból i cierpienie traktuje jako jedną z najistotniejszych rzeczy w ludzkim życiu. Takie samo nastawienie mam do drobnych, życiowych prac i czynności, czy też niekiedy rezygnacji z udogodnień (mowa tylko o nastawieniu, bo przyznam się, będąc zepsuta i leniwa do potęgi n-tej, trudno mi faktycznie realizować pewne prace).<br />
Każda doza tych elementów kształtuje nasz charakter i czyni nas mądrzejszymi, mówiąc moralizatorsko.</p>
<p>A co to za małe, życiowe prace?<br />
Potraficie sobie przypomnieć motywy z różnych gatunków literackich, gdzie niedoświadczony bohater, aby osiągnąć pewien tytuł czy umiejętności, musiał przejść <em>specjalne</em> szkolenie swojego nauczyciela? Mistrzowskie szkolenie okazało się wypełnianiem prac domowych, tj sprzątanie, pranie, szorowanie podłogi, ręczne mycie naczyń zamiast używania zmywarki. Potem, pod koniec, nauczyciel czasami mawia, że bohater fizycznie był już gotowy od początku, a szkolenie służyło jedynie ćwiczeniu woli, cierpliwości i zmianie nastawienia. To dość klasyczny motyw, ale chwilowo jako przykład mam w głowie tylko  &#8220;Karate Kid&#8221; i chociażby anime-klasyka &#8220;Dragon Ball&#8221;.<br />
I oto mi właśnie chodzi, o wypracowanie sobie charakteru i rezygnację z niektórych wygód. Niby życie to nie film, ale film to życie. Może nie całkowicie nasze, ale życie.<br />
<span id="more-750"></span></p>
<h2>Wstęp jest dla twardzieli.</h2>
<p>A ja go zwaliłam. Ten powyższy kogiel-mogiel prowadził jedynie do skupienia się nad kwestią pisma odręcznego, sztuki użytkowej, która niestety, powoli zanika.<br />
Osobiście uważam się za oddanego kaligrafa (w tym wypadku nie jest to bezpośrednio &#8220;sztuka estetycznego, starannego pisania&#8221; tylko raczej <a href="http://dictionary.reference.com/browse/calligrapher">wielbiciela pisma ręcznego</a>). Sztuka pisania stanowi bardzo ważny element tożsamości człowieka, ale klawiatura sukcesywnie ją dzisiaj wypiera.</p>
<p>Dzisiaj większość woli wstukiwać do komputera i potem wydrukować, bo niby tak jakoś ładniej i czyściej. A czasami w listach (jak już je w ogóle wysyłamy) ludzie przepraszają za swoje kurze pismo. I trafnie <a href="http://www.guardian.co.uk/artanddesign/2006/feb/14/art">autor artykułu o śmierci ręcznego pisma w The Guardian</a> zadaje pytanie, od kiedy to stukanie na klawiaturze stało się lepsze niż klasyczne pisanie? Oh, nie mówię o kwestii edycji tylko o prestiżu i ważności.</p>
<h2>Zaginiona sztuka?</h2>
<p><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/09/penmanship_25466%20copy.png" alt="penmanship" /><br />
Robienie notatek na lekcji to jedno z tych większych przekleństw w szkole i jak już ktoś zrobi to są raczej one skromne, odwalone na chybcika pierwszym z brzegu narzędziem. Ta olewczość nie ma tym razem nic związanego z komputerami, to ta cholernie irytująca tendencja &#8211; Starania są lamusowate, Nonszalancja wygląda fajnie.<br />
Znam bardzo niewiele osób (np. siebie), które zwracają uwagę na to jak piszą i starają się to &#8220;pielęgnować&#8221;, choć to zabrzmi dziwacznie.<br />
Kiedyś to jeszcze nauczyciele oceniali pismo i jego czytelność, teraz to nawet już nie narzekają. </p>
<blockquote><p><small>Kiedy w 2006 roku w USA do egzaminów wstępnych na studia wprowadzono wypracowanie pisemne, tylko 15 procent z prawie 1,5 miliona zdających napisało je pismem pochyłym. A reszta? Literami drukowanymi.</p>
<p>To tylko początek fali uczniów, którzy już w nauczaniu początkowym nie mają zbyt wielu zajęć z pisania odręcznego. Najczęściej nie jest to więcej niż 10 minut dziennie. W efekcie coraz więcej młodych ludzi ma z nim problemy, podobnie jak z czytaniem takiego zapisu.</p>
<p>Nauczyciele wzruszają ramionami. Twierdzą, że uczenie odręcznego pisania jest reliktem w obliczu obecnych technik nauczania, języków obcych i zakresu materiału, jaki obejmują testy egzaminacyjne. Jednak naukowcy badający proces nauki pisania dowodzą, że umiejętność ta jest ważna ze względów poznawczych. Wskazują oni na badania, z których wynika, że dzieci bez biegłej umiejętności odręcznego pisania już od najmłodszych klas tworzą prostsze i krótsze wypracowania. // <a href="http://portalwiedzy.onet.pl/4870,19467,1366110,2,czasopisma.html">&#8220;Klikanie zabija pisanie&#8221;</a></small></p></blockquote>
<p>Nawet nauczyciele przestali już krzewić poczucie estetyki w piśmie, bo dzisiaj zaświadczenie o dysleksję i dysgrafię (obie dysfunkcje zawsze się wspierają) jest równie łatwo dostać jak leki przeciwbólowe. A co za tym idzie, nie trzeba się starać i przez to nikt nie traci punktów za estetykę pracy (m.in). To dobry pretekst do pisania prac na komputerze, zresztą nauczyciel też sie ucieszy, bo nie będzie musiał się bawić w grafologa i odszyfrowywać pismo uczniów.<br />
Nie będę nawet próbować się zagłębiać w wątpliwe kwestie dysleksji i dysgrafii.</p>
<p>Dla przeciętnego człowieka pismo ręczne jest zbędne, bo nieznane są korzyści z tej praktyki, która pozostaje jedynie sposobem przekazania informacji.</p>
<blockquote><p><small>- Nie znam innego zastosowania pisma ręcznego w dorosłym życiu poza składaniem podpisu – mówi profesor Smolken. &#8211; Pismo odręczne znajduje się tak nisko na liście priorytetów nauczania, że naprawdę moglibyśmy się nim wcale nie przejmować. Większą uwagę przykładamy do przygotowania dzieci do testów, które w ogóle nie wymagają umiejętności odręcznego pisania.<br />
<a href="http://portalwiedzy.onet.pl/4870,19467,1366110,2,czasopisma.html">&#8220;Klikanie zabija pisanie&#8221;</a></small></p></blockquote>
<p>W szkole w sumie można spokojnie uniknąć męczącego pisania, pisane są pojedyncze słowa, kilka zdanek w zeszycie, kilka razy w roku zdarzy się wypracowanie na lekcji, ale resztę się już wystukuje na kompie. A po szkole to już w ogóle, prócz przyklejonych  wiadomości na lodówce można tylko postukać sobie na klawiaturze resztę życia. W polskiej szkole to jeszcze pół biedy, bo w amerykańskiej jest np. <a href="http://www.itworldcanada.com/a/Daily-News/915ae0ee-4896-49dc-95c1-745785904fee.html">syn-geniusz piszący jak 4latek</a> lub 18-letni chłopak, który kompletnie nic nie napisał od 4 klasy.<br />
Natomiast w pewnej szkole w Szkocji<a href="http://www.wayodd.com/scottish-school-forces-students-to-use-fountain-pens/v/5917/">wprowadzono wymóg pisania wiecznymi piórami.</a> Oczywiście takie rzeczy tylko w prywatnej.</p>
<p>Nie mówiąc już, że dziś wszyscy jesteśmy numerkami, bez cyfrowej identyfikacji możemy równie dobrze nie istnieć. Podpisy też powoli idą do lamusa, na rzecz wypaśnych chipów czy czego tam jeszcze.</p>
<p>Nic dziwnego, że wg. pewnych badań w <a href="http://www.guardian.co.uk/artanddesign/2006/feb/14/art">przeciwieństwie do czytelnictwa, rozwój pisma stoi w miejscu. </a></p>
<h2>Nieśmiertelne pismo</h2>
<p>W razie gdyby ktoś nie zrozumiał ważności tej sztuki:</p>
<p>Pisanie to jest to samo co te małe, z pozoru nieistotne prace, które nas hartują. Takie, które &#8220;kształtują nasz charakter, wpływają na rozwój osobowości i uczą cierpliwości&#8221;, jak pisze <a href="http://pkpplewiatan.pl/upload/centrum_prasowe/pliki/Polska_Konfedera_11_10_2007/zycie_warszawy_2007_10_10_chwyc_za_pioro_i_wygraj_stypendium_pdf.pdf">Życie Warszawy z 10 X 2007</a>, zresztą takie wzmianki można bardzo często napotkać. Co prawda, nie byle długopisem można najlepiej to osiągnąć tylko właśnie piórem. I jako wieloletni użytkownik pióra (pióro dostałam od siostry na urodziny w 5 klasie podstawówce, za co jestem do dzisiaj wdzięczna) <a href="http://www.waterman.com">Watermana</a> trudno mi się z tym nie zgodzić. Z autopsji wiem, że daje ono dobrą lekcję samodyscypliny, bywały ciężkie czasy, ale w ostateczności skrobanie piórem dawało dużą satysfakcję, które przewyższało wszystko inne. Przypomnijmy sobie Benedyktynów, mozolne przepisywujących księgi, był to ich sposób na umartwianie się i oczyszczanie swej duszy, co było zgodne z ich <em>ora et labora</em>. No, ale cóż, to tylko wersja hardcore.<br />
I oczywiście, jak przystało na sztukę, (piórem) skutecznie pobudza wyobraźnię.</p>
<p>Kiedyś odręczne pisanie było bardzo respektowane, to było coś, co każdy powinien mieć to opanowane na przyzwoitym poziomie, by pokazać klasę i wykształcenie. Było równie ważne jak wygląd i ubiór. Może nawet bardziej, jako że jest ściśle związane z naszą osobowością. Pismo nas identyfikuje, tak samo jak nasz głos, oczy itp.<br />
Zabawne jest to, że najsilniejsze podobieństwo między mną a moją starszą siostrą, jest zawarte w naszych charakterach pisma (pewnie  efekt przebywania pod jednym dachem).</p>
<p>A to co odróżnia pismo odręczne od głosu i wyglądu to to, że zawsze wydawało się dla mnie czymś intymnym i osobistym. W tym samym stopniu elastyczne jak osobowość. Najlepiej tą prywatność zauważyć porównując korespondencję mailową i listowną. Gdybym dostała od kogoś prawdziwy, namacalny list pisany odręcznie, wzruszyłabym się nie na żarty. W dzisiejszych czasach to jest jak poświęcenie i świadectwo prawdziwego szacunku i zainteresowania. Świadomość, że ktoś musiał kupić kopertę i poświęcić notowaniu kilka dobrych chwil, odręcznie kreśląc każde słowo jest niezwykła, nawet nie ważne kim jest nadawca. Słyszycie ten mój zachwyt w głosie? Jestem właśnie skutkiem cyfryzacji, nie doświadczam takich rzeczy jak odręczny list. Nawet pocztówki zazwyczaj mają skromną treść.<br />
Pamiętam jak kilka lat temu listownie korespondowałam z <a href="http://neurotyk.net">Neurotykiem</a>, którego nigdy w realu nie poznałam, za to normalnie się kontaktowaliśmy na GG. To była przyjemne doświadczenie. Niestety na tym się skończyło, ale planuję znów zacząć wysyłać ludziom długie listy :).</p>
<p>Osobisty wymiar pisma zawsze u mnie wywołuje jakieś pierwsze wyobrażenie o jego właścicielu.  Zazwyczaj przeczucie wydaje się być nawet trafne. Tak jak niedbałe pismo objawia sie niedbalstwem, <em>olewczością</em> w naturze, proste. I sądzę, że nie tylko ja ulegam temu wrażeniu.<br />
<a href="http://portalwiedzy.onet.pl/4870,19467,1366110,1,czasopisma.html">Udowodniono</a>, że gdy nauczyciele dostają dwie identyczne wypracowania, ale jedno pisane staranie a drugie niedbale, to ta pierwsza zyskuje, dostając lepsze noty. Jeżeli pismo nie zadziała na świadomość, to na pewno już wpłynie na podświadomość. Opłaca się więc ładnie pisać i zrobić dobre wrażenie. Obiektywność nie istnieje.</p>
<blockquote><p><small>Zanik umiejętności odręcznego pisania może być również stratą poznawczą. Proces neurologiczny, w którym za pośrednictwem palców przekształcamy nasze myśli w pisane symbole, jest bardzo złożony. Kilka badań akademickich wykazało, że posiadanie dobrych umiejętności pisania w młodym wieku pomaga dzieciom lepiej wyrażać swoje myśli – to korzyść na całe życie. Dzieciom, które nie uczą się poprawnej techniki pisania, sprawia ono trudność, więc go potem unikają. Szkoły, w których uczy się pisania odręcznego, zaprzestają tego po trzeciej klasie, zaraz po tym, jak dzieci ledwie opanują tę umiejętność. Potem coraz częściej używa się komputerów i w czwartej lub piątej klasie wiele dzieci dochodzi do wniosku, że nie lubi pisać ręcznie. // <a href="http://portalwiedzy.onet.pl/4870,19467,1366110,2,czasopisma.html">&#8220;Klikanie zabija pisanie&#8221;</a></small></p></blockquote>
<p>I ktoś mi kiedyś obrazował, że ręczne pisanie to jest jak rycie po mózgu. A potem to już łatwiej z niego wyciągnąć napisane informacje. Sposób na pamięć.</p>
<h2></h2>
<p>Naturalnie wcale nie znaczy, że nieumiejętność pisania jakoś upośledza. Na pewno wiele ludzi sukcesu ma nadal z tym problem (to ulubiony argument NiePiszących), ale chyba nie w tym rzecz &#8211; żeby osiągnąć sukces zawodowy i zarządzać jak największą korporacją w mieście. </p>
<p>Mimo wszystko odręczne pismo nie ma szans umrzeć, zostało ono tak zakorzenione w naszej kulturze, że to po prostu niemożliwe. Miało przecież tyle okazji do wyginięcia prawda? Chociaż na razie nie jest najlepszego zdrowia po prostu. Dlatego włóżcie grama starań do tego jak piszecie proszę, świat wypięknieje :)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/750/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>18</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>statyczny koncert</title>
		<link>http://lanooz.net/758</link>
		<comments>http://lanooz.net/758#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 30 Aug 2009 00:09:19 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Miniblog]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[koncerty]]></category>
		<category><![CDATA[radiohead]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=758</guid>
		<description><![CDATA[Gdzieś w komentarzach do nagrań z koncertu Radiohead (tak, żałuję, że nie byłam) fani narzekali na ludzi spod sceny, bo stali, tylko stali. Coś tu jest nie tak, jeżeli fan na koncercie tylko słucha. Bo oni to normalnie &#8220;skakali i darli japy&#8220;, więc aż &#8216;szkoda biletów na tamtych&#8217;. Czy już od dawna miernikiem dobrego koncertu [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Gdzieś w komentarzach do nagrań z koncertu Radiohead (tak, żałuję, że nie byłam) fani narzekali na ludzi spod sceny, bo stali, tylko stali. Coś tu jest nie tak, jeżeli fan na koncercie tylko słucha. Bo oni to normalnie &#8220;<em>skakali i darli japy</em>&#8220;, więc aż <em>&#8216;szkoda biletów na tamtych&#8217;</em>. Czy już od dawna miernikiem dobrego koncertu jest darcie japy i szaleńcze skoki? Na koncertach to już się chyba za często nie słucha. Rozumiem, dobrą zabawę, ale już wszystkim weszło w nawyk, że stanie w miejscu na rockowym koncercie nie przystoi. Ja tak odbieram ulubioną muzykę, że w niej tonę i dlatego nigdy nie zatańczę. My, statyczni słuchacze mamy przerąbane.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/758/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>6</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Learn something everyday</title>
		<link>http://lanooz.net/757</link>
		<comments>http://lanooz.net/757#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 28 Aug 2009 08:57:49 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[Miniblog]]></category>
		<category><![CDATA[picked up]]></category>
		<category><![CDATA[przydatne]]></category>
		<category><![CDATA[ciekawostki]]></category>
		<category><![CDATA[edukacja]]></category>
		<category><![CDATA[wyszperane]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=757</guid>
		<description><![CDATA[Wiedzieliście, że logo Chupa Chups zaprojektował Salvador Dali? Albo, że przeciętna kobieta mruga prawie 2 razy więcej niż mężczyzna? Dzienną porcję takich ciekawostek znajdziemy na Learn something everyday. Lubię się faszerować informacjami, np. poprzez dziennie klikanie w Random Article w Wikipedii, zaglądanie na słowko dnia w Dictionary.com i Urbandictionary.com. Macie coś jeszcze pouczającego w zanadrzu? [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Wiedzieliście, że logo Chupa Chups zaprojektował Salvador Dali? Albo, że przeciętna kobieta mruga prawie 2 razy więcej niż mężczyzna? Dzienną porcję takich ciekawostek znajdziemy na <a href="http://www.learnsomethingeveryday.co.uk/">Learn something everyday</a>. Lubię się faszerować informacjami, np. poprzez dziennie klikanie w <a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Special:Random">Random Article</a> w Wikipedii, zaglądanie na słowko dnia w <a href="http://dictionary.com">Dictionary.com</a> i <a href="http://urbandictionary.com">Urbandictionary.com</a>. Macie coś jeszcze pouczającego w zanadrzu? ;) PS: Niemalże zapomniałam, że mam minibloga.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/757/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>8</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>#5 USA</title>
		<link>http://lanooz.net/756</link>
		<comments>http://lanooz.net/756#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 16 Aug 2009 21:11:33 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[polska i reszta świata]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[kapitan ameryka]]></category>
		<category><![CDATA[nowy jork]]></category>
		<category><![CDATA[społeczność]]></category>
		<category><![CDATA[turystycznie]]></category>
		<category><![CDATA[usa]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=756</guid>
		<description><![CDATA[No i z powrotem w Polsce, co prawda już trochę czasu minęło od mojego powrotu, ale nie mogłam po prostu wykrztusić z siebie cokolwiek na tym blogu. Nie wiedziałam od czego zacząć, jak treściwie opowiedzieć swój pobyt, jak zawrzeć i wytłumaczyć swoją sympatię do Amerykanów by nie wywołać ironicznych uśmieszków. Nic nie potrafiłam napisać, odjęło [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>No i z powrotem w Polsce, co prawda już trochę czasu minęło od mojego powrotu, ale nie mogłam po prostu wykrztusić z siebie cokolwiek na tym blogu. Nie wiedziałam od czego zacząć, jak treściwie opowiedzieć swój pobyt, jak zawrzeć i wytłumaczyć swoją sympatię do Amerykanów by nie wywołać ironicznych uśmieszków. Nic nie potrafiłam napisać, odjęło mi mowę po prostu. A teraz mam wrażenie, że ten blog zaczyna tonąć, więc trzeba założyć kamizelkę ratunkową. Przerywam milczenie. (wpis powstał jakieś 2 tygodnie temu, nie wiem czemu nie mogłam kliknąć &#8220;Publish&#8221;)</p>
<p>Niektórzy chyba sceptycznie odnoszą się do tego o czym mówię o amerykańskim społeczeństwie. Np, moja starsza siostra twierdzi, że sam uśmiech nie oznacza otwartości i pewnie tamci próbują się sztucznie przymilać do turystów. O ile to nie są właśnie sami turyści. Ale przecież nie jestem taka głupia, żeby nie poznać sztucznego uśmiechu jak i <a href="http://bigapple.blox.pl/2009/07/Turysci.html">samych turystów.</a> Wierzcie, że oba spokojnie rozpoznam na kilometr.<br />
I ta sympatia nie ma żadnego związku z młodzieżowym przekonaniem, że Ameryka to kolebka dzisiejszej popkultury, efektownych filmów, muzyki popularnej i w ogóle źródło wszystkiego co fajne (wśród młodzieży). Wierzcie, nie przyjechałam tam ze świecącymi oczkami, za różowymi okularami.<br />
<span id="more-756"></span></p>
<h2>głupi, naiwni patrioci</h2>
<p>Te różnice między nami a nimi są znaczące. Pogodzeni ze swoim życiem i sytuacją mało narzekają, a na pewno nie na ich kraj, którego wręcz kochają i są cholernie dumni. Choć jakby nie patrzeć to mają się z czego cieszyć. Dało się to poznać po masowej ilości flag, wtykali je wszędzie gdzie się dało, jak i w Dniu Niepodległości 4 lipca, będącym najważniejszym dniem w roku, czułam się wtedy jak w Sylwestra. No i dlatego Kapitan Ameryka to właśnie ukochany Kapitan Ameryki, bo Kapitan Polska brzmi już wieśniacko. </p>
<p>Może i są głupi, jak Europejczycy lubią mawiać, ale nie można zaprzeczyć ich ciepłego, otwartego nastawienia do ludzi i świata, czego nam brak. Tu na ulicy każdy jest wyspą, zaś tam się buduje mosty do wysp.<br />
Nikt by u nas nie pomógł samoczynnie turystom (szczególnie Azjatom), którzy patrzą głupim wzrokiem na tablicę z trasą przejazdu autobusu. Bo przede wszystkim nikt by nie nie chciał tego zauważyć.<br />
Nikt by u nas <a href="http://lanooz.net/751">nie mówił &#8220;nihau&#8221;</a> do azjaty w akcie przyjaźni, bo niemal zawsze to jest rasizm.<br />
Nikt by nie wziął ze sobą pustej puszki po piwie, która lata w autobusie, by później wyrzucić do kosza. Niech sobie lata, ktoś usprzątnie.<br />
Nie odzyskałabym mojej ulubionej koszuli, która się zgubiła na stacji metra w harlemie, będącej po drugiej stronie manhattanu w momencie gdy sie zorientowałam. (Z nadzieją głupa się zawróciłam. I było warto, ktoś zawiesił koszulę o kratę. Miło w ogóle, że ktoś to podniósł)</p>
<p>A może własnie ta europejska mądrość powoduje wzrost osobistego mniemania, a zaniżanie wartości innych, co prowadzi do konfliktów i tego nieznośnego zdystansowania? Mądrość ogłupia?</p>
<h2>każdy jest inny, każdy jest taki sam</h2>
<p>Pomimo pędu pracy, ciągłego pośpiechu, nadal panuje powszechny <em>chill out</em>. Bo ich kontakty międzyludzkie domyślnie są pozbawione napięć i zdystansowania. Nie będą się gapić z kwaśną miną na kogoś kto ma szopę na głowie, ani też nie wtedy gdy ktoś się wyróżni ubiorem. Panuje tam wysoki stopień tolerancji i przez to czułam się bardzo swojsko, wśród żółtych, czarnych i białych. Mam głównie na myśli NYC, w końcu nie na darmo nazywają go stolicą świata.<br />
Mimo to czarni nadal mają tam swoją typową łatkę, segregacja rasowa zawsze będzie miała swoje ślady, między innymi i w stosunku rzekomej ofiary, bo jak się z siebie robi ofiarę to się nią po prostu jest i łatwo można dostrzec rasizm, nawet jeżeli go nie ma. </p>
<p>Pamiętam kiedy na lotnisku ustawiliśmy się w kolejce do odprawy bagażu dla naszego lotu powrotnego do Polski, wiele osób zaczęło nas obserwować, zerkali, a niektórzy bezczelnie się gapili. Azjata w polskim samolocie musiał być dla nich niepokojącym zjawiskiem. Te oczy towarzyszyły nam aż do lądowania w Warszawie. O tak, poczułam, że wracam do Polski. Nie byłoby to nic dziwnego, gdyby nie mój pobyt w US, ktory mnie uwrażliwił od takich sytuacji. </p>
<h2>polskie chamstwo</h2>
<p>Mogłabym się też odnieść do od jakiś czas trwającej <a href="http://wyborcza.pl/8,75402,6915553.html">wrzawy o chamstwie  w polskim Internecie</a>. Powtarzając się, Internet jest taki jak jego użytkownicy. Dlatego też widać taką różnicę między komentarzami w polskich a amerykańskich serwisach. Problemem nie jest Internet tylko ludzie. Może i dobrze, że dajemy głos chamom, bo [link]jak byśmy mogli wiedzieć, że istnieją.[/link]. Zresztą, nawet chamy i głupki mają prawo gdzieś się wypowiedzieć, inaczej mała szansa na resocjalizację :-P Czuć, że to prawdziwy świat, a nie kolejne manipulowane medium. Nie widzę w tym problemu, to tylko mały ułamek sieci (a nawet mikro ułamek, przecież tu chodzi o fora Gazety i Onetu, miąższ polskiego Internetu niby), ale ignoranci zawsze znajdą dziurę w całym. Temu tematowi poświęcam jedynie ten akapit, za dużo padło kontrargumentów i wszyscy już wiemy, że to morońskie pieprzenie ludzi starej daty, czy też tradycyjnych mediów. Koniec dygresji.</p>
<p>I koniec wpisu, bo 850 wyrazów to już poza granica na wpis, którego ludzie jeszcze przeczytają. Jeżeli doszliście do tego akapitu to jestem z Was dumna. Z siebie też. </p>
<h2>new york, i love you</h2>
<p>Rzucę jeszcze starym teaser-trailerem (wycofany ze względu na oficjalny trailer) do wyczekiwanego filmu &#8220;New York, I Love You&#8221;, premiera w lutym została przeniesiona na październik. To czekanie mnie zabija, acz ostatecznie ciesze się, że obejrzę go po wyjeździe.<br />
<object classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" width="437" height="370" id="viddler_lanooz_19"><param name="movie" value="http://www.viddler.com/player/529c8584/0/104890738/" /><param name="allowScriptAccess" value="always" /><param name="allowFullScreen" value="true" /><embed src="http://www.viddler.com/player/529c8584/0/104890738"  wmode="transparent" width="437" height="370" type="application/x-shockwave-flash" allowScriptAccess="always" allowFullScreen="true" name="viddler_lanooz_19" »</embed></object></p>
<p>PS: Nie żebym kompletnie stracila głowę do amerykanów, ale&#8230;chyba ich bronię.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/756/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>30</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Amerykańskie kino [#4 USA]</title>
		<link>http://lanooz.net/754</link>
		<comments>http://lanooz.net/754#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 18 Jul 2009 08:50:20 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[polska i reszta świata]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[kino]]></category>
		<category><![CDATA[nowy jork]]></category>
		<category><![CDATA[społeczność]]></category>
		<category><![CDATA[usa]]></category>
		<category><![CDATA[wojaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=754</guid>
		<description><![CDATA[Prócz sławnych punktów w mieście (w których przeciętny mieszkaniec w ogóle nie był) grunt to też zaznać amerykańskiego zycia. I poszliśmy do kina. Byliśmy na 3 skrajnie róznych seansach, &#8220;The Proposal&#8221; (kom. romant.), &#8220;Drag me to hell&#8221; (horror), i &#8220;Ice Age 3&#8221; (familijny). Bilety kosztowały 12$, czyli koło 37zł, więc jak na polskie standardy to [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Prócz sławnych punktów w mieście (w których przeciętny mieszkaniec w ogóle nie był) grunt to też zaznać amerykańskiego zycia. I poszliśmy do kina. </p>
<p>Byliśmy na 3 skrajnie róznych seansach, &#8220;<a href="http://www.filmweb.pl/f437710/Narzeczony+mimo+woli,2009">The Proposal</a>&#8221; (kom. romant.), &#8220;<a href="http://www.filmweb.pl/f466366/Wrota+do+piekie%C5%82,2009">Drag me to hell</a>&#8221; (horror), i &#8220;<a href="http://www.filmweb.pl/f433359/Epoka+lodowcowa+3+Era+dinozaur%C3%B3w,2009">Ice Age 3</a>&#8221; (familijny).<br />
Bilety kosztowały 12$, czyli koło 37zł, więc jak na polskie standardy to tu sie nieźle trzeba wykosztować.<br />
Fajną rzeczą jest to, że nie ma miejscówek &#8211; kto pierwszy ten lepszy. Ale co dziwne, dużo ludzi siedziało stosunkowo nisko, niekiedy tuż przed ekranem, tak więc ostatnie rzędy były dostępne dla nas.</p>
<p>Społeczne różnice między Europejczykami a Amerykanami o których za każdym razem wspominam, nawet w kinie się odznaczają. Amerykańska otwartość zamienia się w wylewność, widownia jest głośna i bardzo empatyczna. Niekiedy przypomina tą widownię z sitcomów, ale nie brzmi to jednak sztucznie. Oni szczerze się śmiali z najmniejszych gagów. Ktoś złośliwy powiedziałby, że mają niski poziom inteligencji i humoru, ale spróbujmy pomyśleć inaczej.<br />
Poczułam, że ci ludzie są duzo bardziej zrelaksowani niż Polacy, albo jeszcze lepiej, niż Europejczycy. Stąd bierze się ich beztroska, wesołość i otwartość. Kino to rozrywka, przyszli tu by się rozluźnić a więc tak robią, zapominając o wszelkich problemach. Podczas gdy na starym kontynencie zmartwienia chodzą za ludźmi jak cienie.<br />
Okej, to już zbyt daleko idące wnioski, troszkę mnie poniosło, przyznaję. Jednak musiałam nieco wyolbrzymic byście mogli zrozumieć moją myśl.</p>
<p>Podoba mi się ta amerykańska wylewność, bardziej niż europejski krytycyzm i europejskie zdystansowanie. Ten niepoprawny optymizm zresztą chyba służy Amerykanom w ich życiu. Wydają się być szczęśliwi, tak jak dezyderata poleca.<br />
<span id="more-754"></span><br />
# Komedia<br />
Na komedii romantycznej dałam się poniesć fali śmiechów.<br />
Ogółem podobał mi się klimat na sali kinowej, to również buduje wrażenie z filmu. W Polsce podejrzewam, &#8220;The Proposal&#8221; straciłoby swój urok z powodu atmosfery krytycznej oceny.<br />
Natomiast sam film, owszem, schematyczny, jak każdy zauważył, jakby zrobiony na podstawie check listy dla komedii romantycznych, jednak mimo to podobał mi się. Ważne, że dobrze sie przy nim bawiłam, prawda? Już dawno porzuciłam w swoim kryterium ocen kategorię &#8220;oryginalność&#8221;. Zresztą, widzę, że <a href="http://niezlekino.pl/2009/07/04/niezla-recenzja-dlaczego-podobal-mi-sie-narzeczony-mimo-woli/">film zdobył uznanie</a>, co się ostatnio nie zdarzało nowym komediom romantycznym.</p>
<p># Horror.<br />
Ciekawie było również na (beznadziejnym) horrorze &#8220;Drag me to hell&#8221;. Niemalże równie zabawnie jak na komedii. Przyznam się, że to był mój pierwszy horror na wielkim ekranie. Ogólnie to jestem niezłym cykorem więc omijałam takiego typu seanse szerokim łukiem.<br />
Ogółem rzecz biorąc ludzie obśmiali projekcję. To też zredukowało mój poziom strachu do zera. Działa to trochę jak bogin z Harry&#8217;ego Pottera. Horror ma siłę gdy ludzie się boją, ale gdy go obsmieją to przegrywa z kretesem.</p>
<p>To był typ horroru, który odrażał miast straszyć. Były różne niesmaczne elementy tj, wymioty w przeróżnych postaciach, rozkładającej się babci, czy nawet i prymitywny <a href="http:/pl.wikipedia.org/wiki/Screamer">screamer</a>. Totalna bajkowata tandeta. Najgorszy horror jaki widziałam. Począwszy od fabuły, przez efekty aż po aktorów. Aż trudno uwierzyć, że to jest autorstwa reżysera Spidermana.</p>
<p># Dla dzieci<br />
Jak nie masz co robić, idź do kina. Tak też zrobiliśmy po raz trzeci idąc na seans Epoki Lodowcowej 3D (byłam zdesperowana nie wydawać pieniędzy na Bruna). Trzecia część mnie rozczarowała, choć nie potrafię powiedzieć dlaczego. Pozostał sympatyczny, ale już nie zabawny. Nie bawiło mnie to jak pierwsza część &#8211; albo to ja podrosłam albo film zdziecinniał. Gdybym oglądała go sama co najwyżej wywołałby u mnie uśmiech. Mimo to, dla całych rodzin przyjemne i…rodzinne.</p>
<p>Wracam 20 lipca. Teraz stwierdzam, że ten miesiąc to wcale nie jest za długo. </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/754/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>4</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>NY loves MJ [#3 NY]</title>
		<link>http://lanooz.net/753</link>
		<comments>http://lanooz.net/753#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 09 Jul 2009 06:07:16 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[muzyka]]></category>
		<category><![CDATA[polska i reszta świata]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[nowy jork]]></category>
		<category><![CDATA[społeczność]]></category>
		<category><![CDATA[usa]]></category>
		<category><![CDATA[wojaże]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=753</guid>
		<description><![CDATA[Stanęłyśmy na Times Square z lekkim zdziwieniem patrząc na tłum, który był czymś poruszony. Już miałyśmy się skierować w stronę stacji metra gdy jakiś mężczyzna, afroamerykanin zdaje się, zagadał do nas. Po kilku minutach pieprzenia jakichś farmazonów, ni stąd ni z owąd wyskoczył z informacją o tym, że Michael Jackson umarł. Normalną reakcją było niedowierzenie, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Stanęłyśmy na Times Square z lekkim zdziwieniem patrząc na tłum, który był czymś poruszony. Już miałyśmy się skierować w stronę stacji metra gdy jakiś mężczyzna, afroamerykanin zdaje się, zagadał do nas. Po kilku minutach pieprzenia jakichś farmazonów, ni stąd ni z owąd wyskoczył z informacją o tym, że Michael Jackson umarł. Normalną reakcją było niedowierzenie, byłam pewna, że żartuje. Jednak wygooglował nam tą informację w swoim telefonie jednocześnie wskazując palcem na wielki telebim na Times Square.<br />
<a href="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/07/MJ.jpg"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/07/mj-head.jpg" alt="michael jackson @ times square" /></a><br />
No to mnie zamurowało. Nagle poczułam, że jestem świadkiem jakiegoś ważnego zdarzenia. I momentalnie Jackson pojawił się na wszystkich ustach nowojorczyków.<br />
<span id="more-753"></span><br />
Wyszliśmy na miasto tego samego dnia, późnym wieczorem co prawda, ale Nowy Jork wciąż tętnił życiem. Zablokowano ulicę samochodom na Times Square i tłumy się zebrały na całym placu.<br />
Gdzieś pośrodku ktoś puścił muzykę Michaela i wszyscy się wokół zebralli razem śpiewając, klaszcząc i tańcząc.<br />
Oj, poczułam ten <em>flow</em>. To było jedno z nielicznych takich wydarzeń, które zobaczyłam nie poprzez prześmiewczy i krytyczny Internet, tylko po prostu na ulicy, własnymi oczami.<br />
Impreza szybko prysła, z powodu panów policjantów, którzy przegonili tłum i grajka.<br />
- Pigs!<br />
- Jackson!<br />
krzyczał tłum, składający się w większości z afroamerykanów.</p>
<p>W nastęnych dniach się już tylko mnożył wizerunek Jacksona. Obok koszulek &#8220;I <3 NY" pojawiały się też te z jego twarzą, masowo sprzedawano jego albumy, w radiu jak i w telewizji ciągle było słychać <em>Tribute to Michael Jackson</em>, nawet na ulicy co czwarta osoba wymawiała jego imię. &#8216;Król Popu&#8217; był wszędzie.</p>
<p>Jak w polskim Internecie było, nie wiem. Nie próbowałam czytać rss&#8217;ów bo by mnie to tylko zgnębiło. Wieczne narzekanie.</p>
<p><a href="http://motywdrogi.pl/2009/06/27/michael-jackson-nie-zyje/">Nie odkryliście Ameryki</a>, mówiąc, że to nie człowieka ludzie głównie opłakują.<br />
W każdym razie nie po samym człowieku, ponieważ, cokolwiek zrobił, wspominają osobę, która miała wielki wpływ na światową muzykę.<br />
I dlaczego nazywa się ten cały szum &#8220;obłudną histerią&#8221;? Nie dostrzegam tu żadnej histerii i obłudy zresztą też nie. To nic nowego, że doceniamy rzeczy i ludzi dopiero po stracie.<br />
Niektórzy jednak są zbyt surowi dla tej rzeszy ludzi jak i dla samego Michaela. Jak każdy, miewał wzloty i upadki, tak się złozyło, że tuż przed śmiercią miał te niższe loty, obniżane dodatkowo dzięki tabloidom, które brały wszystkie rzekome brudy na wierzch. Nie był idealnym człowiekiem, ale nie widzę tu podstaw żeby umniejszać jego zasługi.<br />
Zaś stwierdzenie, że &#8216;Wszyscy mają dzieś Jacksona&#8217; znaczy tyle co &#8216;Ja mam gdzieś Jacksona&#8217;. I przy tym raczej należy pozostać.</p>
<p align="center"><a href="http://themetoday.com/graphics/a-vector-tribute-to-the-king-of-pop/"><img src="http://lanooz.net/wp-content/uploads/2009/07/mr-jackson-vector-230x300.jpg" alt="mr. jackson.jpg" border="0"/></a></p>
<p>Siedząc tu w Stanach naprawdę czuję tą szczerość. Polacy wszędzie będą się doszukiwać nędznej obłudy.</p>
<p>Naprawde nie mogę się powstrzymać od porównań. To silniejsze ode mnie.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/753/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Generał Nil</title>
		<link>http://lanooz.net/746</link>
		<comments>http://lanooz.net/746#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 17 May 2009 22:26:40 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Lanooz</dc:creator>
				<category><![CDATA[film]]></category>
		<category><![CDATA[kultura]]></category>
		<category><![CDATA[polska i reszta świata]]></category>
		<category><![CDATA[społeczeństwo]]></category>
		<category><![CDATA[historia]]></category>
		<category><![CDATA[recenzja]]></category>
		<category><![CDATA[szkoła]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://lanooz.net/?p=746</guid>
		<description><![CDATA[Z racji tego, że w środę maturzyści pisali matematyke, cała reszta szkoły zorganizowała pielgrzymkę do kina. Tak się &#8216;genialnie&#8217; złożyło, że w kinach leci świetny, edukacyjny film na szkolne seanse &#8211; Generał Nil. Więc tak naprawdę nie mieliśmy specjalnie wyboru i musieliśmy się podporządkować dyrekcji. Nie miałam żadnych wygórowanych oczekiwań co do filmu, więc nie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>Z racji tego, że w środę maturzyści pisali matematyke, cała reszta szkoły zorganizowała pielgrzymkę do kina. Tak się &#8216;genialnie&#8217; złożyło, że w kinach leci świetny, edukacyjny film na szkolne seanse &#8211; Generał Nil. Więc tak naprawdę nie mieliśmy specjalnie wyboru i musieliśmy się podporządkować dyrekcji.</p>
<p>Nie miałam żadnych wygórowanych oczekiwań co do filmu, więc nie trudno byłoby mnie zaskoczyć. Jednak Generał Nil nie zaskoczył, tylko utwierdził w wcześniejszych oczekiwaniach. Nie podobał mi się. Ni trochę.<br />
<span id="more-746"></span><br />
Technicznie rzecz biorąc ładnie go zrobili, aktorzy byli przekonujący i nawet muzyka mi się spodobała. Jednak najważniejszą rzecz skopali straszliwie &#8211; fabułę. Oczywiście nie jako-taką fabułę, która jest po prostu rekonstrukcją zdarzeń.</p>
<p>Film traktuje o historii gen. Emila Fieldorfa już po jego <em>niesamowitych czynach</em>, więc skupiono się na uciskach i partactwach okupantów. Nie mówiąc o oczywistych kwestiach jak honorowość, odwaga generała w obliczu zagrożeń będących konwekwencjami jego czynów. No więc jakich czynów?<br />
<em>Ah, ich jest tak wiele!</em> Przecież kierował najważniejszymi wówczas akcjami na stanowisku dowódcy dywersji AK, wydał rozkazd likwidacji generała SS i w ogóle. Był też zastępcą dowódcy AK i stał na czele organizacji NIE! O czynach i ich gloryfikacji na okrągło słychać podczas filmu. Niestety, tylko słychać.</p>
<p>Dano nam do wiadomości, że to patriota, głównie dzięki postawie innych bohaterów, którzy się bohatersko i patetycznie wypowiadali na temat Fieldorfa (np na ostatnim wydechu przed śmiercią). W kółko i w kółko powtarzano ustnie jakim był wielkim bohaterem narodowym, wszyscy go tam hołdowali. Prócz tego, że facet okazał się szlachetny, honorowy i odważny to jednak nie udało mi się go postrzec jako bohatera narodowego &#8211; ten tytuł wydaje się narzucony z góry, jakby nie było obowiązku tego wyjaśniać; <em>bo to takie oczywiste</em>.<br />
Tak więc film opowiada o jego losach po tych wszystkich wspaniałych dokonaniach, pokazując odwagę i honorowość postaci wobec wszelkich ucisków i partactw okupantów. Można by pomyśleć, że chciano ukazać generała od strony osobistej &#8211; to też jednak nie wyszło. Bo ostatecznie wszystko się sprowadza do tego czego dokonał, bez próby rozszyfrowania jego motywów, zachowań itd.</p>
<p>Ktoś krytykował, że ta historia została przedstawiona w sposób suchy, podręcznikowy. Nawet co do podręcznikowości miałabym wątpliwość. W tej projekcji przecież nawet najistotniejsze fakty nie zostały pokazane. Wg mnie, było to nazbyt emocjonalne. Niczego się nie nauczyłam, o niczym się nie dowiedziałam. I nawet refleksji w tym żadnej nie znalazłam. Tylko ten przelewający się patriotyzm.<br />
I szczerze mówiąc, mam dość <em>takich</em> filmów. Mesjanizm i martyrologia społeczeństwa polskiego, poświęcenie, patriotyzm, dramatyzm i przesadna wzniosłość, wręcz pompatyczność a niekiedy kicz. Rozumiem chęć osławienia, uczczenia bohaterów narodowych, chęć rozpamiętywania tego co dobre, ale w tym przypadku &#8211; to głównie tanio podbudowuje polskie morale, przynajmniej tej części publiczności mającej sentyment do dawnych czasów. Wiem, że filmy historyczno-patriotyczne dobrze niektórym robią, ale mój <em>młodzieńczy</em> (brzmi strasznie) duch mówi &#8216;nie&#8217;.</p>
<p>Pomimo, że film był trochę hollywoodzki i pop-cornowaty, strasznie się wynudziłam. Oczywiście patrząc z perspektywy nastolatki, nijak nawet związanej z Polską, przez co patriotyzm jej nie dokucza. Jednak zdaję sobie sprawę z tego jak ciekawy jest życiorys generała Fieldorfa, po prostu pan Ryszard Bugajski zawalił sprawę.<br />
Wiem, nie jestem <em>targetem</em>, ale czy nie miałoby to większego sensu tworzyć film kierując go do publiczności nie pamiętającej tamte czasy? To by dopiero można było nazwać uczczeniem pamięci bohatera.</p>
<p>Wszystkim nauczycielem się bardzo spodobał. Nawet uczniowie nawet nie narzekali. Czy to ja jakaś dziwna i bezduszna jestem?</p>
<p>PS: pan <a href="http://blog.rp.pl/ziemkiewicz/2009/04/18/kto-odpowie-za-ten-skandal/">Rafał Ziemkiewicz ładne rzucił</a> określenie &#8211; hagiografia Armii Krajowej. Pasuje jak nic.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://lanooz.net/746/feed</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

