RSS, time-saver i time-waster

Date April 26, 2008 Category Kategorie: komputery, internet, tech


[czym jest rss?]

Moja obowiązkowa przyjemność

2 lata temu zaczęłam używać RSS, zachęcona tym, że może w końcu będzie mi się udawało dotrzymać kroku Internetowi i zaoszczędzę sobie dużo czasu. Dobrze mieć wszystko na tacy, prawda? Jednak z czasem, kiedy coraz bardziej się angażowałam Internetowo, nadążanie tym sposobem stawało się ciut uciążliwe. Przewracałam oczami na widok kilkuset nie przeczytanych wiadomości. Nie potrafiłam regularnie czytać feedów aby utrzymać stałą liczbę nieprzeczytanych na niskim poziomie.
“Dzisiaj jestem zajęta, zostawię na jutro. / Dzisiaj też jestem, to już zostawie na weekend” - w ten sposób nabawiłam się tysięcy zaległości, coraz mniej chętnie się zabierałam do tych świeższych niusów. A to był przecież licznik…tylko licznik..
W ferie zimowe zabrałam się za te kilkadziesiąt tysięcy (!!) niusów, przejrzałam wszystkie i to dość w krótkim czasie. Zabrałam się za nadrobienie z zamiarem przeniesienia się na nowy czytnik Google Reader (i tak go jednak teraz nie używam) i nie chciałam zastawiać wiadomości nieprzeczytanych, to byłoby marnotrawstwo.
Od tego czasu nieźle mi idzie ze stałym przeglądaniem rss’ów. Dla mnie określenie “dużo” na ilość materiału do przeczytania zaczyna się od koło 800 i staram się tego nie przekraczać…(no cóż, aktualnie mam nieco ponad 2tys zaległości).
RSS to dla mnie…’obowiązkowa przyjemność‘ na którą muszę pozostawić jakąś lukę wolnego czasu.

Oszczędzanie czasu na oszczędzaczu czasu.

RSS uznawany niegdyś jako super oszczędzacz czasu chyba przestał takim być. Dopiero co rozpowszechniony a już zaczeliśmy narzekać. Jak zazwyczaj to bywa, nasze narzekania mają źródła w ludzkim lenistwie.
Pierwotnie feed pomaga nam oszczędzanie czasu, ale z drugiej strony przez niego tracimy głowę dla materiału. Niezastanawiając się dodajemy kolejne strony i blogi do czytnika. Zachłannie zbieramy treści, gromadzimy je bo to coś strasznego być nie na czasie, ale potem czytanie uzbieranych treści jest katorgą. Traktujemy to jako kolejny, męczący obowiązek i ledwo powstrzymujemy się od kliknięcia w guzik “mark all as read“w czytniku (ja osobiście omijam go z daleka, a Wy z tego co widzę już się nawet nie powstrzymujecie od tego).
Nie mamy ochoty czytać, bo rzekomo zabiera cenny czas, bo mamy dość zalewu treści czy też uważamy, a co wazniejsze informacje same nas znajdują - ja tu widzę tylko preteksty dla lenistwa.
Wiadomości traktujemy często jak muchy latające koło nosa.

Co gorsza szukamy sposobów aby oszczędzić czas na czytaniu rss, nazywanego zamiennie time-saverem. Nie szkodzi, że to mały paradoks, w końcu ludzie zawsze dążyli do…kondensacji czasu wykonywania zadań, jest to już część naszego sposobu życia - zrobić coraz więcej w coraz mniejszym czasie.
Od teraz przyjemność czytania newsów w wolnym czasie staje się naszą zmorą i pracą.

Addicted

Pomimo, że przestaje to być przyjemne jesteśmy od tego uzależnieni - od informacji. W końcu wiele rzeczy zależy od tego czy jesteśmy poinformowani czy nie. I to nie pomaga nam zerwać z niepoprawnym partnerem jakim jest rss.
Uczestniczymy w swojskim wyścigu, którego celem jest zabicie licznika w czytniku. Rywalizujemy także o pierwszeństwo informacji. Najlepiej jak my jesteśmy tymi pierwszymy, którzy przekażą wiadomość najbliższemu otoczeniu, nie? To kolejne rzeczy, które determinują nasze uzależnienie.

Odwyk

Ja osobiście nie potrzebuję odwyku, bo nie czuję się uzależniona.
Ale pewna bloggerka, Cygnoir, jest świadoma swojego uzależnienie i podjęła w tej sprawie pewne kroki. Postanowiła przez jakiś czas nie otwierać czytnika. Idzie jej nawet całkiem nieźle.

No dobra…a co potem? Co po tym odwyku? Znów się wróci do czytania rss’ów i znów zacznie się “uzależnienie”. Pamiętajmy, że takie uzależnienie nie jest typowym jak od np palenia tytoniu. To nie jest odzwyczajanie organizmu, a więc Cygnoir próbuje odzwyczaić swoje pożądanie informacji? Impossible.
Więc czemu by to miało służyć? Ja to bym potraktowała jako krótkie wakacje od natłoku informacyjnego, ale po tych wakacjach i tak wraca się do pracy.

Od niedawna staram się teraz subskrybować tylko najpotrzebniejsze źródła i przede wszystkim czytać regularnie.
A co Wy robicie żeby RSS nie anihilował Wasz czas? Jak podchodzicie do codziennego przeglądania pRaSSówki?

resident evil: zagłada

Date April 25, 2008 Category Kategorie: film

W końcu zabrałam się za obejrzenie trzeciej części kultowego filmu o zombie, pośrednio zmotywowana przez SenTineL’a który już popełnił o tym wpis.
Śmiało nazwę Resident Evil jako prowodyra kultury zombicznej. I mam tu na myśli nie tylko film, ale i grę, która była pierwsza.
Moją pierwszą grą w życiu był właśnie Resident Evil. Pomijając to, że w tamtym okresie życia niczego nie bałam się bardziej niż zombiaków z gry i mój mózg od tego czasu jest lekko spaczony, to jak dla mnie był to majstersztyk (oczywiście musiałam to sobie uświadomić dopiero po wielu latach, dowiadując się przy okazji, że “gra z ząbi, gdzie potwór wyskakuje z okna do pokoju” to był resident evil). Dlatego piszę o tej serii z taką..czułością ;)

Do każdego rodzaju filmu trzeba podejść odpowiednio. Adekwatnie do otoczki. Oczekując od kina zombicznego jakieś bardzo ambitne przemyślenia o życiu i dojrzewaniu, zawód będzie murowany. Więc podeszłam do tego jak to się podchodzi do zombie i wcale nie jestem zawiedziona, wręcz z przyjemnością mi się oglądało i ostatecznie jestem zadowolona.
choć może też dlatego, że oprócz oczyma oglądam każdą powierzchnią ciała.

Fabuła co prawda jest nieco przewidywalna, ale tutaj mi to nie przeszkadzało. Czasami filmami rządzi co innego niż fabuła, jeszcze częściej nasze alter-ego żąda właśnie wyczekiwanej fabuły, aby dążyć do filmowego spełnienia.
W naszej rezydencji zła, historia jest atutem. Ponieważ bardzo ważnym wątkiem jest postać Alice, która oprócz siekania połludzi ma swoje własne rozterki związane z jej przeszłością, pochodzeniem i sensem życia. Brzmi bardzo ambitnie, ale nie, tam nie ma życiowych rozważań.

Prócz dobrych efektów specjalnych, efektowne było też aktorstwo. Głównie gra genialnej (tutaj) Mili Jovovich. Wyobrażacie sobie kogoś innego do tej roli? Ja zdecydowanie nie, śmiało mogę rzec, że to Jovovich czyni ten film o niebo lepszym.
Przez cały czas, każda część naszego umysłu solidaryzuje się z główną bohaterką, Alice. To takie uczucie, euforia z dzieciństwa, kiedy superbohater w filmie/komiksie odnosi sukces. Alice to moja superbohaterka ;)

null

nie ma sensu mówić więcej, po prostu polecam.

PS: Już wiem w czym problem z moim blogowaniem niech to też będzie rada dla Was - jeżeli macie pomysł na wpis natychmiast zacznijcie pisać. Po jakimś czasie, pomysł pozostaje dziewiczy, ale nasze chęci ulegają przedawnieniu. Notkę tą napisałam 15 minut po filmie. Promieniuje ekscytacją-po-filmową.

kocham świat

Date April 23, 2008 Category Kategorie: polska i reszta świata, reklamy, watch videos

przedstawiam Wam reklamę kanału Discovery. Jest wprost urocza, urzeka totalnie! Dzisiejszy dzień bez tej reklamy, byłby zdecydowanie gorszy ;)
Na chwilę pozwala zapomnieć o wszystkich kłopotach i pokochać świat.


I love the mountains,
I love the clear blue skies,
I love big bridges,
I love when great whites fly I love the whole world,
And all its sights and sounds,
Boom dee odda, boom dee odda, Boom dee odda,
boom dee odda I love the oceans,
[Mike Rowe] I love real dirty things,
I love to go fast, I love Egyptian kings,
I love the whole world,
And all its craziness, Boom dee odda, boom dee odda, Boom dee odda, boom dee odda
[Richard Machowicz] I love tornadoes,
[Bear Grylls] I love arachnids,
I love hot magma,
I love the giant squids,
I love the whole world,
It’s such a brilliant place, Boom dee odda, boom dee odda [Jamie Hyneman and Adam Savage], Boom dee odda, boom dee odda [Stephen Hawking], Boom dee odda, boom dee odda, Boom dee odda, boom dee odda, Boom dee odda, boom dee odda

via zjadamy reklamy

ps: utworzylam nową kategorię pt ‘reklamy’.

dzień ziemi

Date April 22, 2008 Category Kategorie: Inne, polska i reszta świata, watch videos

dzisiaj, 22 kwietnia jest dzień ziemi. google i youtube o tym ładnie pamiętało. my też pamiętajmy o ziemi, pamiętajmy również o tym, że cokolwiek zrobimy na zawsze pozostaniemy niszczycielskimi wirusami naszej planety.

Posłuchaj: “Hearts a mess” i dziwny misjonarz ♫

Date April 8, 2008 Category Kategorie: muzyka

Dziwna, humanoidalna kreatura wędruje po planecie nawołując do jej mieszkańców, jeszcze dziwniejszych, aby za nią podążyli. Dziwna procesja zdaje się opuszczać planetę, zostawiając za sobą mrok (grubymi nićmi szyty :>)

null

Jest to fabuła videoklipu do utworu ‘Hearts a mess’ w wykonaniu Gotye (belgijski wokalista Wouter DeBacker, zapraszam na jego bloga jako oficjalną stronę). Stosunkowo dość świeży produkt z 2006 roku z albumu ‘Like Drawing Blood’ (fany tytuł, nie?)

null

Muzyka jest z kategorii “creepy”, czyli dość dziwaczna i psychodeliczna co czyni ją świetną.
A jeszcze świetniejsza się staje przy oglądaniu teledysku, który sam w sobie jest klasyczną, krótkometrażową animacją z symboliczno-alegoryczną treścią napędzającą do myślenia.
Klimatycznie podobne do dzieł filmowych Tima Burtona
(stworzył też jedną animację krótkometrażową ‘Vincent’, uderzająco tim-burtonową, pasująca do klimatu Gotye. Wyjątkowo zalinkowałam ’sekretnym url’em’ pod którym jest video do Vincenta, aktualnie jestem w trakcie poszerzania zbioru animacji. O tym innym razem :)).

Pozostawcie to najlepiej na nastrój kontemplacyjny, gdy za Waszym oknem będzie wesoło(!) bębnić deszczyk (ewentualnie wieczorem po spuszczeniu rolet). Nie jest to pesymistyczna nuta wbrew pozorom, ani też optymistyczna, po prostu…tajemniczo rozwesela. Trzeba samodzielnie dojść do pocieszenia, które bije od ‘Hearts a mess’

Cały krajobraz przedstawionej planety w animacji, jest mroczny i tajemniczy, gdzieś w głębi jednak tętni..ło życie, ale teraz mieszkańcy muszą opuścić swój dorobek i wynieść się z domu. Zaś opuszczone rejony planety są pochłaniane przez ciemność, którą świadomie ‘zapuszcza’ idący w procesji pseudo-pająk. “Swiadomie”, więc może to nie jest żadna apokalipsa, może “czas na zmiany”?
I w tym dostrzegam to małe pocieszenie, które rzeczywiście rozwesela :)

oh, sama się już nie rozumiem.

PS: Gotye utożsamia się z nawołującą kreaturą. Czyz ona nie jest klasycznym misjonarzem, która [pompatycznie] prowadzi lud do ocalenia? [/pompatycznie]

Zapraszam do słuchowiska:

gdyby ktoś chciał .mp3…
Gotye - Hearts A Mess.mp3

polecam

Date April 5, 2008 Category Kategorie: Inne, społeczeństwo

Koleżanka podrzuca Wam link do utworu muzycznego, bardzo go poleca i chce żebyście posłuchali.
Przeciętny odbiorca tego linku odłoży go na później, żeby potem o nim na śmierć zapomnieć - dopóki polecający po kilku tygodniach nie przypomni nieco zawiedziony. Poczuje się wręcz olany.
Rekomendacja odebrana z opóźnieniem już nie jest nasycona entuzjazmem rekomendującego. Odbiorca odsłucha to z mniejszą uwagą, zaś polecający nie będzie miał satysfakcji.

Inna wersja. Odbiorca od razu przesłucha utwór, ale nie skomentuje go. Prawdopodobnie mu się nie chce, albo ‘zapomniał’, że ktoś mu to polecił.
Jak już po pewnym czasie skomentuje, to z reguły z mniejszym entuzjazmem. Zawsze sie zazwyczaj podchodzi do tego sceptycznie. Czas zmniejsza każde emocje i odczucia.

spread the world!

Wydaje się to drobną, niezauważalną rzeczą. A kurcze, nawet nie wiecie jak bardzo przeżywam takie sprawy :P. Czasami aż wydaje mi się, że jestem misjonarzem którego życiowym celem jest dzielić się z innymi wszystkim, co najlepsze. I coś w tym jest.
Jestem tak niesamowicie podbudowana, pocieszona już w momencie gdy ktoś entuzjastycznie podchodzi do rekomendowanej rzeczy.
Nawet jeżeli ostatecznie mu się nie podoba, przecież ważne jest nastawienie. Zaś jeżeli trafi to w gust danej osoby, to już totalnie przeżywam ekstazę ;).
Dzielenie się znaleziskami ze znajomymi to jedna z lepszych rzeczy, tym bardziej kiedy inni to doceniają.

Zresztą, z drugiej strony powinno być tak samo, każdą taka rekomendację traktować trzeba naprawdę ciepło. Mamy czasy lenistwa i bierności, nikomu się nic nie chce, ludzie są przekonani, że nie interesują nas ich drobne radości. A tymczasem powody ich małego szczęścia, mogą się przyczynić do naszego. To sposób uszczęśliwiania ludzi w prosty, niepozorny sposób ;)
Każdy z nas ostatecznie jest misjonarzem, który powinien szerzyć dobre, wartościowe treści.

Śmiało mogę powiedzieć, ze wiele poleconych mi w życiu rzeczy zmieniły moje patrzenie na świat, a więc generalizując, i moje życie :)
Jestem wdzięczna obustronnie. Więc doceńcie chęci innych, dzielcie się z innymi.

PS: Dlatego komentujcie moi drodzy, muzykę którą Wam tu serwuję, wypruwając sobie żyły aby ją opisać, “zrecenzjować” - dla mnie, najtrudniej się pisze o muzyce, a to nią chcę się najbardziej dzielić.

stagnacja

Date April 1, 2008 Category Kategorie: Personal, site, wordpress

Właśnie uświadomiłam sobie, że im dłużej nic nie piszę na blogu, tym łatwiej mi tkwić w takim stanie, a tym trudniej cokolwiek napisać pomimo tematycznego natchnienia.
Wręcz pojawiła się w mojej głowie głupia myśl “Boję się napisać wpis na bloga”, bo to nieswojsko publikować, po takim długim okresie bezczynności.

Zaraz po tym jak sobie to uświadomiłam, że w ten sposób może umrzeć to co chce utrzymać przy życiu, śmignęłam do panelu Wordpressa żeby namazać ten, oto wpis.

Najpierw zaczęłam rzadziej pisać z powodu braku chęci, kiedy się pojawiły to czasu mi brakło. Teraz też, choć jest już lepiej, a i tak nie zaczęłam pisać. Łatwo dalej tkwić w stagnacji.
No cóż. Trzeba sie rozruszać!

updated

Odchodząc od tematu, zaktualizowałam wczoraj bloga do najnowszej wersji Wordpress 2.5. Instalując go na nowej bazie, importując wpisy przy pomocy exportu z phpmyadmina i od nowa konfigurując wtyczki.
Małe czyszczenie w ramach przełomowej wersji skryptu.
Sama wersja 2.5 jest okej, podoba mi się nowy schemat funkcjonalny jak i wyglądowy panelu. Mały refresh :)

PS: Polecicie mi jakieś wtyczki do WP do zescrobblowania utworów z Last.fm?

Play Fair.

Date March 22, 2008 Category Kategorie: blogosfera, polska i reszta świata, społeczeństwo

Sztuką jest stylowe, kulturalne i racjonalne, to znaczy nie-fanatyczne, protestowanie.

Mowa o proteście przeciwko polityce Chin, w ramach ostatnich wydarzeń związanych z Tybetem. Wyraźmy ten sprzeciw, ale jak już mówiłam - racjonalnie.
Nie wiem czy coś by dało omijanie produktów chińskich, które stanowią znaczną część rynku. Nic by nie dało, to my byśmy na tym stracili. Jest to jeden z gorszych pomysłów na zbojkotowanie jakie słyszałam.
Nie kupować na siłę produktów sponsorów? Nie kupować snickersów? Nie kupować Coli? (ja osobiście nie piję) Nie ma sensu.
A może nie ogladać Olimpiady w telewizji? Nie. Jeżeli mnie coś zainteresuje, obejrzę.

Ponieważ ja, protestuję przeciwko polityce i metodyce Chin a nie przeciwko wszystkiemu co chińskie (chociaż u mnie w rodzinie od dawna staramy się omijać chińskie produkty wiedząc jakie są..masowe)
To już moje osobiste zdanie.

Free Tibet

Ja pokażę swój przeciw pisząc o tym na blogu, pisząc właśnie ten wpis, mówiąc o tym w realu z innymi, poszerzając wiadomości znajomych…nawoływać globalniej.
Dlatego razem z Pawłem Opydo i Pawłem Lipcem wystartowaliśmy z społeczną akcją bloggerów

FreeTibet.pl

Fair play. Free Tibet.

Blog o Tybecie współtworzy więcej bloggerów i będzie ich przybywać mam nadzieję. Ale to nie jest ważne, żeby dołączać konkretnie do tej akcji. Wazne jest to, żeby wspomnieć o Tybecie, A my już Was wtedy znajdziemy, cytując na FreeTibet.pl.

Dlaczego bloggerów? Bo bloggerzy to zazwyczaj ludzie aktywni społecznie i internetowo. Mają dużą siłę przebicia i przede wszystkim są zwykłymi ludźmi. Nie potrzeba autorytetów, żeby pomóc.

I tak jednak potrzebna jest wzajemność i wspólnota. Paradoksalnie, idealnie o tym mówi nam symbol Ying Yang z filozofii chińskiej.

Efekt motyla

Przeciętny Polak nie jest skory do pomocy. Z różnych powodów, często są to wątpliwości “czy to cokolwiek da”.
Grunt w tym, że im więcej ludzi krzyknie tym bardziej bedzie ich słychać.
I pamiętajmy, ze wszystkiemu towarzyszy efekt motyla, którego łopotanie skrzydełek może spowodować tajfun po drugiej stronie świata.

Zaś inni…

debile.
po co się mieszać w sprawy innego państwa? zrobiliśmy tak już z ukrainą i pomarańczową rewolucją itp., nie wyszło nam to na dobre - wystarczy spojrzeć na stosunki Polska-Rosja. My palimy się, żeby wszystkim pomóc, a czy nam ktoś pomagał np. w momencie rozpoczęcia II wś? Pomimo sojuszu z Anglią i Francją? NIE.
[komentarz @adama na freetibet.pl]

“Mówisz więc, że najlepiej niech kazdy się nigdzie nie wtrąca i niech każde państwo się maksymalnie wyizoluje?

TO znaczy, ze jak widzisz konającego człowieka na ulicy to mu nie pomagasz, bo “po co się wtrącać w sprawy innego człowieka”?
Kasia i Ania Ci nie pomogły z pracą domową, to Ty w odwecie nikomu nie pomożesz?

Nie wiem czy doznałeś kiedyś czegoś takiego jak “obrona swoich ideałów”. Jeżeli nie, to prawdopodobnie tego nie zrozumiesz.

PS: Porównywaniu 2 skrajnych okresów w historii to niezbyt dobra rzecz.”

Co z tego, że będziemy mówić? Samo mówienie nic nie da! Trzeba działać!!! Dla mnie taka akcja nie ma sensu.

Po za tym, dlaczego 7 blogerów nazywacie już polskimi blogerami? Kim oni k*** są, że dostali taki przydomek?
Zrobię akcję TAK dla homoseksualistów i też napiszę, wielka akcja polskich blogerów!
[link]

Czyż mowa nie jest działaniem? Czyż to nie słowa bywają często silniejszą amunicją niż cios?
Czyż to nie słowa doprowadziły wielu do śmierci? Czyż to nie słowa pozwalają niektórym wciąż ŻYĆ?
A najgorsze jest to, że kolega nie wie o jakim działaniu mówil. Znalezienie broni i wyjechanie do Tybetu? Co, przepraszam bardzo można tu uznać za działanie?
Ktoś pewnie powie “wysyłanie listów!” - to są słowa moi drodzy. Słowa.

Mówiąc “polscy bloggerzy” znaczy - bloggerzy piszący po Polsku. Jak inaczej nazwać? Jak inaczej ująć to w słowa? To przecież nie znaczy, zę reprezentujemy całą rzeszę blogosfery. Chcemy do niej przemówić, żeby pisała razem z nami wspólnie.
dRaiser to pięknie ujął,

No przecież to już jest jakiś odsetek blogerów. Sensem tej akcji jest to, że blogerzy dobrowolnie mają do niej dołączać. Od czegoś musi się zacząć, więc Siedmiu Wspaniałych na pewno nie jest złą/słabą liczbą na start.

Oficjalnie projekt istnieje od dwóch godzin i już ma całkiem sporo treści + wielu popierających akcję. Uważasz, że to kiepski początek?

Brońmy swoich ideałów, zapewnijmy sobie lepszą przyszłość.

Czytam cię, bo jesteś “kimś”

Date March 18, 2008 Category Kategorie: blogosfera, społeczeństwo

To oczywiste, że jednym z motywów czytania bloga jest to, kim jest autor wpisów. Czasami nieważne, że pisze jakieś bzdury. Ważne jest to, że własnie jakaś konkretna osoba, która jest ‘kimś’ to wypowiada.
Jako przykład, nasuwają się blogi osób znanych, gwiazd, osób publicznych, które są autorytetami.

Ktoś kto się wyróżnia, jako osoba należąca do pewnej niszy wśród otoczenia - też może zapewnić sobie czytelnictwo. Tj, homoseksualista, nauczyciel w szkole publicznej, chociażby koleżanka z klasy,…czy też młoda Wietnamka opisująca bez ładu i składu wszystko co się da.
Spora część internautów czytuje ich raczej nie ze względu na treść, ale na to kim są. Pozwalamy im wykreować ich image w naszych oczach, a może żeby potem ich sądzić, traktując autorów jako reprezentantów niszy?

A czy blogosfera by mnie zauważyła gdybym nie miała sekcji ‘about’? Czy by mnie zauważyła gdyby nie wiedziała, że jestem:
a) dziewczyną [która się interesuję sferą w której przeważa testosteron],
b) ‘świeżo upieczoną licealistką’ [podobno powinnam blogować o błyszczykach]
c) i Wietnamką?
Nie sądzę. Mój blog byłby potraktowany jako just another [wordpress] blog.
Zresztą, pomagają mi w tym różne dość przestarzałe stereotypy.

Dość dawno rozmawiałam o tym z Radkiem.

Radek:
jestes zjawiskiem w polskiej blogosferze
stety/niestety czesc tego zjawiskowosci to twe wietnaskie korzenie
ale ogromna wiekszosc to sweitny blog pisan przez tak mloda osobe :)
i tak jak ktos napisal, na pewno by przyjeli twoj tekst z racji wieku i pochodzenia
choc nie wiem czy jest ci z tym dobrze

Jak Radkowi odpowiedziałam, źle mi z tym nie jest. Chociaż z pewnością gdzieś tam kryje się mały zawód a może i przykrość.

Radek:
ze dla wszystkich przede wszystkim, tak w pierwszym kontakcie jestes “wietnamką”
to jest wlasnie ciekawe, jak ty do tego podchodzisz

Sumując wszystko co było do tej pory, ten element zdecydowanie wyprowadza mnie na plus - jest zaletą. Jednak nie mogę powiedzieć teraz, że wykazałam się pisadłem. Choć nie wiem co tutaj przeważa, nie wiem w jakim stosunku i w jakiej części, te 2 elementy [to kim jestem + pisanina] uczestniczą w życiu mojego bloga.

Bywają też i pocieszenia, kiedy czytelnik po dłuższym okresie subskrybowania wyraża zdumienie moją tożsamością. To taki jeden plusik nie czytania sekcji /About na blogach, choć ja zawsze to robię [nie ciekawi to Was? :>]

Radek:
ok, ale nadal mozesz miec o to do ludzi zal

Do Was nie mam żalu, sama czasami czytuję blogi tylko ze względu na osobę. Dlatego to doskonale rozumiem.

Czy treścią się wyróżniam? Nie wiem, nie potrafię siebie samej w tym wypadku ocenić. Bo mimo wszystko, piszę bloga dla siebie i nie mam zamiaru dostosowywać treść do czytelników (staram się). Dlatego też nie ubolewam nad tym z jakiego powodu doceniono mój blog, po prostu jest to bardzo miły ficzer, którego się nie spodziewałam (:

Jak Fanatyk pisał…niechcący znalazłam swoją niszę, choć nie tematyczną ;)

ZooomR

Date March 14, 2008 Category Kategorie: IT, picked up, przydatne

zooomr

Kolejna galeria online dla naszych zdjęć - Zooomr.com (3 razy “o”) z interfejsu i większości funkcji jest niemalże kopią Flickra z kilkoma ulepszeniami.Zastanawiam się czy są jakoś połączeni..a może po prostu ten ich sam system wywodzi się od jednej osoby i na tym się kończy ich związek.

puchatek-zerk

3 marca zmienili nieco interfejs, dodali dużo funkcji - ogółem mówiąc mocno sie odświeżyli. Miesiąc wcześniej przenieśli swoje serwer z USA do Japonii.Ta zmiana spowodowała, że Zooomr upodobnił się również do Twittera.
Sami od miesiąca zaznaczali jaka to ważna i przełomowa zmiana, odliczali dni a potem godziny. Nowa wersja nazwana została zooomr 2008, pracowali nad nią dłuugo…

No to wypiszmy te plusy i minusy…(dygresja: rzeczywiście ludziom łatwiej czytać wypunktowania…dlatego mój zeszyt od biologii, na której piszemy co lekcje po 5 stron, wygląda jak blog reuptake’a)

Plusy

  • + zero ograniczeń. ZERO. Nieograniczony upload, nieograniczona liczba albumów (set’ów) etc.
  • + możliwość ustawienia wyglądu profilu, czyli tła, kolorystyki dla swojego profilu
  • + forma społecznościowa. Grupy tematyczne,
  • + wygodny uploader, pozwalajacy na wygodne masowe wgrywanie + widoczny pasek postępu wgrywania dla każdej fotki.
  • + kanał RSS
  • + 3 różne widoki zdjęć.
  • + polska wersja językowa
  • + sortowanie wg daty lub popularności
  • + notatki na zdjęciach pojawiające się po najechaniu myszką - znana z Flickra opcja.
  • + jest też lightbox (eleganckie powiększanie zdjęcia),
  • opcjonalnie do klinięcia w specjalną ikonkę przy każdej miniaturce.
  • + geolokalizacja zdjęć za pomocą Google Maps.
  • + różne rozmiary: kwadratowy, miniaturkowy, mały, średni, oryginalny.
  • + odczytywanie informacji o kolorach, wypisane w Hexach i wyszukiwanie zdjęć o podobnych odcieniach. Chociaż nie działa to zawsze i nie wiadomo mi dlaczego tak jest.
  • + zipline - taki mini twitter, funkcjonalnie niesamowicie podobny.

Minusy

  • - nie ma opcji hurtowego edytowania. Jeszcze nie ma. A na razie jest oddzielna aplikacja do tego, o której piszę niżej.
  • - nie ma slajdów
  • - chaotyczny interfejs, nie tak przejrzysty jak Flickr czy 23hq.com

Oddzielne aplikacje

http://juploadr.org/ - aplikacja dla Flickr’a i Zooomra do wgrywania zdjęć do serwisów poprzez drag’n'drop (przeciąganie), można też masowo edytować informacje zdjęć (hm…chyba tylko jednorazowo) na co akurat Zooomr nie pozwala jeszcze, prócz I etapu wgrywania.
Program został uznany przez Zooomra i jest jego oficjalnym partnerem.
W momencie kiedy wprowadzono nową wersję - Zooomr 2008 aplikacja przestała działać dla niego. Na razie jednak można ściągnąć nowszą wersję, która jest w fazie testowej - nie beta, ale nawet alpha! :>

prowansja41 Jeżeli macie wątpliwości co do przyszłości photostreamu to myślę, że nie ma żadnej podstawy do tego. Zooomr jest wspierany przez Zoho (dużego pana od pracy online, sponsorujący mnóstwo projektów i będący partnerem rozmaitych ambitnych projektów).
Tutaj możecie przeczytać o przeszłych ich problemów i pomocy ze strony Zoho i the Sun.
Zresztą to jest ambitne przedsięwzięcie z którego szkoda rezygnować.

Gdyby to Was ciekawiło, założycielem i adminem Zooomr’a jest 19-letni Kristopher Tate. A zaczynał kilka lat temu…Ktoś coś mówił o ambitnych dzieciach? ;)

2008-03-14_222756 (Medium)

Ja osobiście już wybrałam ten serwis i zostanę tu na stałe. Jak dotąd jest to najlepszy photostream jakiego spotkałam. Chociaż nadal nie rezygnuje z dalszego poszukiwania stron typu photostream - jako, ze to dosć ciekawe zajęcie. Zapraszam na mój profil więc - lanooz@zooomr.;)

EDIT @ 23:23

SenTineL wspomniał o rzeczy o której zielonego pojęcia nie miałam. Jest to rzecz, która kompletnie zmienia mój pogląd na stronę - niezarejestrowani widzą zdjęcia w średnim rozmiarze, czyli 500px w szerokości…i nic tego nie zmieni.
Szlag.
Rezygnuję z ZooomRa i szukam dalej.

“Wyspecjalizowany” blogbox

Date February 26, 2008 Category Kategorie: IT, blogosfera

Głośny Blogbox.com.pl, kolejny polski agregator blogów wśród burżujskiego 10przykazan (odświeżyli się!) i masowo-chłopskiego Blogfroga, zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Wyglądem i systemem (wstępnie).
Nie będę powielać temat ogólnie traktujący o nim, tylko omówię konkretniejszy…problem.

Dodałam do katalogu swojego bloga, musiał przejść najpierw głosowanie - trzeba mieć 50 pozytywnych głosów. Po jakimś czasie uzyskałam wymaganą liczbę głosów. Musiałam następnie poczekać na zaakceptowanie bloga przez administratora.
Czekałam kilka dni, aż w końcu zniecierpliwiona wysłałam do nich maila (spowodowała to informacja od Lukema, do którego nie doszedł ich email z potwierdzeniem. Na szczęście wysłali ponownie).

Osobistych nie wpuszczamy

Dopiero wtedy w odpowiedzi napisali, że niestety nie mogą zaakceptować bloga. Ponieważ jest on osobisty.
Najpierw: zdziwienie. Potem:oburzenie. Następnie: uspokojenie i chęć zrozumienia.

Pani blog jest bardzo ciekawym blogiem, jednak nie wpisuje się w żadną z kategorii tematycznych proponowanych na Blogboksie. Jest blogiem osobistym, które choć z pewnością bardzo ciekawe, nie spełniają założeń serwisu Blogbox. Dlatego niestety musimy odrzucić Pani bloga. Pozdrawiamy, redakcja serwisu Blogbox.

Myślę, że za krótko się wyrazili zebym mogła wtedy ich w pełni zrozumieć i w końcu to zaakceptować. Odpowiedziałam.

Jednak te [katalogowane - Lan red.] blogi posiadają główną myśl przewodnią, czego nie ma w przypadku blogów, do których została przypięta łatka „blog osobisty” a więc takie, które opowiadają o życiu codziennym autora lub też znajdziemy na nim informacje dotyczące wielu sfer i dziedzin życia. (…) Wynika to bardziej z założeń Blogboksa, który stara się gromadzić blogi wyspecjalizowane w jednej tematyce. I nie jest to kwestia dzielenia blogów na gorsze czy lepsze – to akurat są najmniej obiektywne kryteria, dlatego staramy się ich unikać ;-) – a na wyspecjalizowane i takie, które tego kryterium nie spełniają. (…)

Krótko mówiąc, nie przyjmowane są blogi traktujące o wszystkim, piszące na wielorakie tematy.
Zresztą z tym określeniem ‘blogi osobiste’ może być różnie. Moze to być blog komentujący wydarzenia - osobista opinia na każdy temat lub też blog opisujący życie bloggera z różnej perspektywy (emocje, uczucia, przeżycia) - taki rodzaj dziennika raczej mieści się w regule Blogboksa, trzyma jeden kierunek.

Kultura nie mieści się w kategorii

Odniosłam się też do kategorii Kultura, do której się dodałam. Otóż przez taki podział na kategorie w serwisach internetowych, słowo Kultura się cholernie zawęziło! Zawęziło do 4 burżujów (tak, to jest słowo tygodnia): Książka, Muzyka, Film, Sztuka.

null

Nie żebym coś do nich miała, ale mimo wszystko Kultura pozostaje..niemalże wszystkim dookoła. To jest wszystko co człowiek dookoła siebie i innych wytworzy! - w takich właśnie momentach stwierdzam(y), że kategorie nie są niezawodne. Ba, są wręcz bardzo zawodne. Tagujmy!
Pan z administracji odpowiedział,

(…)Kultura to wszystko, co nas otacza - i uważam podobnie jak Ty, że fajnie byłoby gdyby większość ludzi rozumiała kulturę w bardziej szeroki sposób. Niestety tak nie jest – myśląc o kulturze, większość myśli właśnie film, sztuka, muzyka etc. Dlatego nie ma co walczyć z wiatrakami.(…)

Gdyby Don Kichot miał cały zastęp giermków, setki Sancho Pansów to udałoby mu się niewątpliwie zwalczyć wiatraki! ;)

Bardziej dzieli niż łączy

Szkoda, że takie ‘werbowanie’ blogów bardziej dzieli niż łączy blogosferę. Blogi wielotematyczne są niezwykle ciekawe i często jest tak, ze to tam napotykamy najciekawszą treść. Może serwis zrezygnował z nich z powodu problemów skategoryzowania? Kto wie.
Ale jeżeli taki jest ich profil, to zgadzam się z odmową dodania mojego bloga - akceptuję to.

I mimo tego, wciąż lubię Blogboksa, popatrzmy obiektywnie, jest całkiem przydatny. Łatwiej znaleźć interesującą dla nas treść (jeszcze nowszy agregator blogów koncentruje się głównie na treści/wpisach - blognews.pl). Mam nadzieję, że będzie się dalej rozwijał.

EDIT: Ich support/administracja jest bardzo miła - to trzeba przyznać ;)

23hq.com

Date February 24, 2008 Category Kategorie: IT, picked up, przydatne

null

Kolejny jeden z poważniejszych kandydatów do mojego osobistego zbioru zdjęć z kategorii ‘photo-sharing’ - 23hq.com // http://23hq.com/lanooz

Plus

  • czysty, estetyczny interfejs, design jakich mało w takowych serwisach widziałam.
  • nieograniczona ilość albumów. Podczas gdy w Flickr możemy tylko 3…
  • tagi. Jednakże nie tagi będące jednością w całym serwisie, tylko określające zdjęcia z naszego konta.
  • możemy pisać coś w rodzaju fotobloga z komentarzami, z możliwością wysłania wpisu w większy świat ;)
  • kalendarz, ładnie pokazujący co wrzuciliśmy na serwis w dane dni
  • oczywiście, bez slajdów ani rusz. Chociaż ja nigdy w życiu ich nie potrzebowałam.
  • współpraca z Picnic, czyli edycją zdjęć online.
  • wygodny upload, umożliwiający hurtowe uploadowanie fotek
  • możliwość wstawienia ramki z zdjęciami na stronę - badge
  • rss
  • a jednak, Pustelnik mi uświadomił, że można hotlinkować! Są gotowe kody do wklejenia grafiki, aż w 8 różnych rozmiarach.

Minus

  • z tego co wiem, nie da rady hotlinkować. [patrz wyżej w plusach]
  • te wygodny uploader o którym pisałam wyżej nie działa w Operze. Za to w Firefoksie, Safari i IE działa.

Limity

Jedynym, ale okropnym limitem w darmowym koncie jest możliwość załadowania tylko 30 zdjęć na miesiąc. O tyle lepiej, że przez 2 pierwsze tygodnie użytkowania możesz 300zdjęć wrzucić.
Płatne konto kosztuje około 70zł, znosi ono wszelkie limity.

Jako, że oprócz potrzebnego serwisu online (photo-sharing) do zdjęć używam też skrypt galerii na serwerze (jako główny zbiór zdjęć, dzieł), limit 30 zdjęć na miesiąc nie wydaje się taki straszny.
Pomimo tego, jednak jest :P Tylko dla osób o małej częstotliwości pstrykania zdjęć.

Eh..a taka przyjemna galeria.

miałam napisać o zooomr, jednakże dowiedziałam się, że niedługo zaktualizują ich skrypt który wprowadzi wiele ważnych zmian. poczekam na to ;)

Design is…

Date February 22, 2008 Category Kategorie: design, sztuka

Graficy łączą się, w swoim rodzaju projekcie, tworząc rzeszę cholernie inspirujących grafik, tłumaczących czym jest i jaki jest design. Oprócz inspirującej wizualizacji są to też strasznie inspirujące teksty. Można obejrzeć ich prace w flickrowych grupach w formie tapet i w jako postery. A najlepsze postery zostaly wyróżnione we wpisie na blogu Veerle..
Majstersztyki, prawda? I ja już zaczęłam przygotowywać własną wersję tego, czym jest Design.

null

Konkursy roku

Date February 20, 2008 Category Kategorie: blogosfera

Oba konkursy, Blog.pl i Wiadomości24.pl się zakończyły. Mała ulga.

BlogRoku.pl

Teraz stwierdzam, że popełniłam błąd koncentrując się na konkursie Onetu.
Były 3 etapy.
Pierwszy polegał na zgłoszeniu, drugi zaś na głosowaniu internautów SMSami. Następnie z każdej kategorii, 25 top blogów z głosami idzie do III etapu, gdzie ponownie trwa głosowanie SMSami.
I w tym momencie to się stało idiotyczne.
Zaś 10 top blogów z II etapu z każdej kategorii, idzie pod młotek jury. W sumie były 2 tytuły, Bloga Roku 2007 i Nagroda Internauty (z każdej kategorii).

Lanooz.net skończyło na 8 miejscu, z 48 głosami w kategorii Kultura. Bardzo dziękuje Wam za oddane głosy. I obiecuję, że już więcej Was o to nie będę prosić.

W czwartek będzie gala rozdania nagród, wtedy dowiemy się kto został Blogiem Roku.

Aż 2 etapy polegające na głosowaniu! Jakiś absurd.

WIadomosci24.pl

Ten konkurs był prostszy. Były 3 tytuły, Bloger Roku (kapituła blogerów), Najlepszy Blog (głosowanie internautów) i Blog Junior Roku (blogi młode). Głosowanie przebiegało poprzez formularz, i każdy z nas miał do rozdania 5 głosów w każdej kategorii. Inną siłę miały głosy z Kapituły Blogerów. Czyli autorów zgłoszonych blogów - to oni wybierali Blog Roku.

Jednakże, prawdopodobnie za prosty. Udało mi się zagłosować 2 razy na ten sam blog. Już nie chciałam 3 raz, bo nie chciałam zafałszować wyników swoimi próbami :P Trzeba było tylko aktywować swój głos poprzez maila. A ile maili możemy założyć? Niewątpliwie dużo.
Żałuję, że nie brałam udziału w tym konkursie ;) Następnym razem jak go zorganizują, trzeba nawysyłać im maili, żeby dodali jakieś dodatkowe zabezpieczenia przy oddawaniu głosów.

Nie pchać się tam gdzie nas nie chcą

OSKAr, zapewne zirytowany tym szumem wokół konkursów, rzucił na Blipie swoje przemyślenie o tym:

oskar: Biorąc udział w konkursie, trzeba ocenić swoje realne szanse. Po co się pchać tam, gdzie Cie nie chcą ?

Po co są te konkursy? Dla każdego internauty piszącego bloga, prawda? A nie tylko dla bloggera który już osiągnął sukces i jest już swojską ’sławą’.
Każdy ma realną szansę w swojej kategorii. A myślenie, “Po co mam się mierzyć z innymi, albo z *tamtym* i *tamtym” .” jest zgubne i doprowadzi to do tego, że nic w życiu nie osiągniemy. Gdyby każdy przeciętny blogger by tak pomyślał, to w konkursach zostałaby garstka tych którzy już ten sukces osiągnęli i teraz są popularni. Ileż uprzednio przeciętnych blogów zyskało taki tytuł, wreszcie zostali docenieni - i nikt nie spodziewał się ich wygranej.
Rozumiem, OSKAr, że Twój blog już jest raczej opuszczony - w takim przypadku raczej nie można mówić o szansie w konkursie, ale gdybyś pisał więcej na pewno miałbyś. Ale nie piszesz, więc może tego nie zrozumiesz.

Informatyka w klasie informatycznej

Date February 11, 2008 Category Kategorie: Personal, społeczeństwo

Pomysłów na wpisy wiele, ale to jest bezsilne w porównaniu niemocy twórczej. Dobrze, że są ferie - wracam do blogowania.

Po każdej lekcji informatyki w szkole wychodzę nieco przygnębiona i rozżalona. Nieco ’smutna’ z powodu naszego (klasy) stanu informatycznego.

Na każdej lekcji nasz informatyczny gog płci żeńskiej** udowadnia nam jak to jesteśmy głupi z tej dziedziny. Ona się po prostu za każdym razem załamuje. Nasza klasa matematyczno-fizyczno-informatyczna (pierwotnie tylko mat-inf był) jest po prostu ułomna informatycznie. W porównaniu do poziomu którego powinniśmy mieć w tej klasie.
W końcu to informatyczna.

I nie tylko. To też jest matematyczna i fizyczna i to moim zdaniem jest mały błąd. Klasa informatyczna powinna być oddzielnym profilem. Osoby chcące się zwiazać z informatyką spotkają się w klasie z ułomami informatycznymi, którzy są geniuszami tylko z zakresu fizyki i matmy.

Wydaje się, że takie umysł ścisłe powinny nieźle obsługiwać komputerem. A tymczasem chorują na połowiczny funkcjonalny analfabetyzm (pojecie o którym sie dowiedzialam na informatyce, ktore znaczy analfabetyzm z zakresu urządzeń, multimedii itd)
Z tego co jednak widzę, umiejętność obsługiwania komputerem nie zależy od takowego myślenia (ścisłego czy humanistycznego).
Ale od nastawienia.
Co gorsza nic sobie z tego nie robią.

Spotykając tą informatyczkę zdałam sobie sprawę z tego, że też jestem zbyt słaba żeby iść na jakiś kierunek informatyczny.
To nie jest tak, że znalazł sie jakiś rodzynek który zjeżdża resztę klasy :P

Zresztą…z tego co słyszałam w innyc liceach, w klasach informatycznych nie mają jeszcze tak zaawansowanie.

Taki luźny wpis, dla odmiany na narzekania ludzi [i moje] o biedotę materiału na lekcjach informatyki ;) Pewnie sie jeszcze pojawiają o tej tematyce - szkolno-informatycznej.

** swoją drogą…kobieta która zostaje informatykiem z reguły jest dziwna i szalona. Ha! Chce być informatyczką! :D

Strona 1/1512345»...Ostatni »