cholernik #1

Date December 26, 2009 Category Kategorie: Personal, muzyka, społeczeństwo, w sieci Sieci

To mój rekord, nie pisałam równe 2 miesiące. Mam nadzieję, że ktoś jeszcze ma we mnie wiarę i nie wyrzucił mnie z subskrypcji na dobre. Witam tych, którzy pozostali :)
Jestem w klasie maturalnej i szczerze to jakoś nie mam zbytniego entuzjazmu do tworzenia jakiekolwiek contentu + brak czasu itd. Czasem więc pojawią się wpisy zbiorcze, więc ich serię tych sezonowych myśli pozwole sobie tak ot nazwać Cholernikiem (maturzysty).

Prosumenta przerwa

Od koło pół roku przyjęłam rolę zwykłego, biernego użytkwnika Internetu, podobnego do tych którymi się na codzień otaczam. Zrozumiałam w końcu na czym polega niektórych problem nudy w sieci i dlaczego tak często przesiadują na społecznościówkach Gronie (a teraz jeszcze i Facebooku) czy Fotce.
Tworzenie contentu wymaga samozaparcia i odpowiedniego stosunku do Internetu. Natomiast w moim środowisku wiadome jest, że Internet to narzędzie przyszłości, jednakże to zbyt odległa kwestia, którą zajmują się “specjaliści”, zaś najbliżej jest uznawany jako źródło rozrywki i kontaktu z najbliższymi. Dla większości więc granice Internetu to portale społecznościowe posiadające polską wersję językową, JoeMonsters, YouTube etc. W tym roku nieco jeszcze poszerzyły się o Demotywatory, które są uznawane za największe wydarzenie internetowe w Polsce w 2009. Znane już kupę czasu temu wśród aktywnyh internautów, teraz świetnie przyjęły się w końcu na polskich kablach.

U mnie w szkole na każdej przerwie, na każdych 10 monitorach obecne są Demotywatory. Najfajniejszymi żartami już nie są te o Twojej Starej tylko właśnie teksty z demotów. Dodatkowo w tym roku przestano się pytać o Grono, tylko o profil na Facebooku. Można powiedzieć, że stado się zaczęło przemieszczać, chociaż niektórzy przewidują dalsze wędrówki.
Ogółem rzecz biorąc śledziłam życie sieci niemalże tylko i wyłącznie od strony przeciętnego użytkownika, jako, że przyznam, że nawet z RSS’ami trudno mi było nadążyć, nie mówiąc już o Blipie i Twitterze. Dobrze, że mam jeszcze kontakt z wami przez Facebooka, ktoś czasami wrzuci jakiś link, napisze wpis na bloga i się pochwali.

Mogę powiedzieć, że pierwotnym źródłem…problemu jest oczywiście matura, którą zdaję w tym roku. Co prawda, sam egzamin dojrzałości dla mnie nie jest aż tak istotny, bo mam ambicję zdawać na Akademię Sztuk Pięknych, w której liczą się ich własne wewnętrzne egzaminy. Tak więc, zapieprzam z rysunkami ile tylko mogę.
Dodatkowo, jakoś w tym roku bardziej trzyma mnie społecznie przy życiu real niż wirtual

Muzyka dziurawi niebo – C. Baudelaire

i love the 80s

Jakiś czas temu obejrzałam “Starter For Ten”, brytyjski film, komedia romantyczna z 2006 roku; przeciętny, niespecjalnie wybijający się ze swojego gatunku, ale jak to bywa z brytyjskimi komedia romantycznymi – urzekający. To co szczególnie mi się spodobało, to świat upozorowany na lata ‘80, niezwykle przekonująco swoją drogą. I wtedy odkryłam w sobie sympatię do tego okresu, a szczególnie do muzyki z tychże lat. Filmowy soundtrack zawierał w sobie wiele utworów The Smiths, The Cure, Echo & The Bunnymen…
Niedługo po obejrzałam jeszcze ‘500 days of summer’ z Zooey Deschanel, muzycznie jak i stylowo inspirowana tamtymi latami. Ścieżka dźwiękowa obfitowała świetnymi kawałkami, w tym kilka The Smiths. Zastanawiałam się, gdzie oni byli przez ten cały czas? Dlaczego tak późno ich odkryłam? Przecież na pewno ich już nie raz słuchałam z okazji zapoznawania się z muzyczną klasyką. Ale nie, oczywiście kolejny raz to film musi być źródłem moich muzycznych wrażeń.

Morrissey

Tak jak Yann Tiersen stało się jednym z moich ulubionych artystów po oberzeniu ‘Amelii’ i The Shins po ‘Garden State’, tak też teraz jest z The Smiths. Którzy są moim kolejnym istotnym zagięciem w moim guście muzycznym (chyba ósmym :P)

the gigs

A propos Yanna Tiersena, byłam gdzieś we wrzesniu na jego koncercie z Orką w Progresji. Kupiłam bilet z przeświadczeniem, że pójde zobaczyć Yanna solo. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie (jak i tłumu) gdy po Orce (w składzie pijany Tiersen ze skrzypcami), którą uznałam za jakiś support, impreza się skończyła. Jakiś miesiąc później ogłoszono ten właściwy koncert Yanna Tiersena w warszawskiej Stodole, jakież było wtedy moje ubolewanie. Bo kasa z nieba nie spada i za tamtą omyłkę już musiałam zapłacić moją nieobecnością na listopadowym koncercie. Żałuję tamtych biletów, chociaż przyznam, że przyjemnie się bawiłam w dobrym towarzystwie, a Orka to dobry zespół industrialowy.

placebo

W listopadzie miałam również okazję zobaczyć kolejny raz Placebo na Torwarze, to było zupełnie inne przeżycie niż 2 lata temu. Wtedy byłam na etapie sympatii, a na koncercie dopiero uswiadomiłam sobie, że ich kocham. Tym razem, szczerze wzruszona ich kolejną wizytą dałam upust swojej wdzięczności za tą wspaniałą muzykę.
Nie jestem fan boyem, nadal pozostaje fanem konstruktywnym i śmiem twierdzić, że najnowsze ‘Battle For The Sun’, chociaż ogółem bardzo dobre, to jednak na tle wczesniejszych płyt wypadło blado. Tak jak i koncert: przyszli, świetnie odbębnili i poszli (wracając 3 razy, ale to pewnie wyreżyserowane).

A szczególnie, zirytowała mnie niektórych reakcja po koncercie, jak gdyby chcąc udowodnić jak zajebiście się wyszaleli i jacy są imprezowi, opowiadali jak to krzyczeli i stracili głos, skakali i rozbijali się wraz z tłumem. Zapominając gdzieś o muzyce. 2 lata temu, gdy Placebo zaczynałam dopiero kochać, przyznam, że miałam podobnie, nie potrafiąc nic innego powiedzieć o koncercie niż “zajebiście było!!11″ (już nawet nie śmiem linkować do tamtego wpisu; do P.W: dlatego byłam trochę naburmuszona po koncercie..:>)
Stojąc gdzieś niemalże pod sceną widziałam kobietę (40l?), była jedynym nieruchomym punktem wśród tłumu. Stała i łzy jej ciekły. Wokoło niej byli ludzie pogrążenie w jakiejś muzycznej esktazie, którzy nie skakali żeby tylko skakać.

Mogłabym jeszcze długo pogadać o supporcie, o animacjach przed koncertem, o fanach i ogólnie o różnych moich psychotycznych przemyśleniach. Ale jest 01:27, wpis ma już aż koło 900 słów i chce mi się spać.

PS: Ostatnio, pisząc te wypociny o muzyce, dźwięku itp, uświadomiłam sobie, że muzyka w moim życiu gra niewyobrażalną rolę. Bez niej byłabym jakby zupełnie inną osobą, wierzę, że “gorszą”. Niewyobrażam sobie życia bez słuchawek.

Cześć, jestem muzykoholicznym schizofonikiem.

Date October 26, 2009 Category Kategorie: kultura, muzyka

loudspeakers

Jestem całkowicie i bezpowrotnie uzależniona od muzyki. Wszędzie muszę ją mieć ze sobą, w każdej, bezczynnej chwili nerwowo sięgam po oplecione wokół szyi słuchawki. Mówiłam kiedyś, że uwielbiam miejską kakofonię, dźwięki w autobusie, ale to niestety nadal przegrywa z moją własną, bolesną muzyką.
Szczególnie zajęcia z Rysunku, nie przeżyłabym bez muzyki. U mnie tworzenie zawsze wiązało się z melodią. A gdy wracam do domu szybko uruchamiam komputer żeby włączyć Foobara i kliknąć w “play”. Nawet podczas nauki nie powstrzymuję się od wyłączania komputera, który po prostu pełni rolę kombajnu muzycznego.
Pamiętam dni, w których odtwarzacz mp3 mi się rozładowywał lub słuchawki się psuły i były to dni bolesne, wybrakowane, beznadziejne. Na szczęście teraz moja empegrajka jest ‘bezbateryjna’ i zawsze do szkoły noszę ze sobą ładowarkę. Nie mówiąc już o tym, że mam teraz nowy, porządny telefon z odtwarzaczem, dzięki czemu czuję się jeszcze pewniej.

czytaj dalej...

Kaligrafia idzie do lamusa

Date September 12, 2009 Category Kategorie: kultura, społeczeństwo, sztuka

A to wszystko się zaczęło gdy przeczytałam, już niedostępny, artykuł Metra z dnia 10 lutego 2009.
fountain pen by dutchuncle.co.uk

Jednym z celów (bo chyba nie efektów ubocznych?) postępu technicznego jest wyręczanie nas z różnych, z pozoru nieistotnych czynności. Ogółem rzecz biorąc, w rezultacie cofamy się w rozwoju. Owszem, zbiorowa inteligencja i zaradność zwiększyła się, ale jednostka stała się słabsza niż kiedykolwiek.
Jesteśmy dziś rozpieszczeni, zepsuci i zajebiście leniwi.

Tak, jestem typem osoby, która ból i cierpienie traktuje jako jedną z najistotniejszych rzeczy w ludzkim życiu. Takie samo nastawienie mam do drobnych, życiowych prac i czynności, czy też niekiedy rezygnacji z udogodnień (mowa tylko o nastawieniu, bo przyznam się, będąc zepsuta i leniwa do potęgi n-tej, trudno mi faktycznie realizować pewne prace).
Każda doza tych elementów kształtuje nasz charakter i czyni nas mądrzejszymi, mówiąc moralizatorsko.

A co to za małe, życiowe prace?
Potraficie sobie przypomnieć motywy z różnych gatunków literackich, gdzie niedoświadczony bohater, aby osiągnąć pewien tytuł czy umiejętności, musiał przejść specjalne szkolenie swojego nauczyciela? Mistrzowskie szkolenie okazało się wypełnianiem prac domowych, tj sprzątanie, pranie, szorowanie podłogi, ręczne mycie naczyń zamiast używania zmywarki. Potem, pod koniec, nauczyciel czasami mawia, że bohater fizycznie był już gotowy od początku, a szkolenie służyło jedynie ćwiczeniu woli, cierpliwości i zmianie nastawienia. To dość klasyczny motyw, ale chwilowo jako przykład mam w głowie tylko “Karate Kid” i chociażby anime-klasyka “Dragon Ball”.
I oto mi właśnie chodzi, o wypracowanie sobie charakteru i rezygnację z niektórych wygód. Niby życie to nie film, ale film to życie. Może nie całkowicie nasze, ale życie.

czytaj dalej...

#5 USA

Date August 16, 2009 Category Kategorie: kultura, polska i reszta świata, społeczeństwo

No i z powrotem w Polsce, co prawda już trochę czasu minęło od mojego powrotu, ale nie mogłam po prostu wykrztusić z siebie cokolwiek na tym blogu. Nie wiedziałam od czego zacząć, jak treściwie opowiedzieć swój pobyt, jak zawrzeć i wytłumaczyć swoją sympatię do Amerykanów by nie wywołać ironicznych uśmieszków. Nic nie potrafiłam napisać, odjęło mi mowę po prostu. A teraz mam wrażenie, że ten blog zaczyna tonąć, więc trzeba założyć kamizelkę ratunkową. Przerywam milczenie. (wpis powstał jakieś 2 tygodnie temu, nie wiem czemu nie mogłam kliknąć “Publish”)

Niektórzy chyba sceptycznie odnoszą się do tego o czym mówię o amerykańskim społeczeństwie. Np, moja starsza siostra twierdzi, że sam uśmiech nie oznacza otwartości i pewnie tamci próbują się sztucznie przymilać do turystów. O ile to nie są właśnie sami turyści. Ale przecież nie jestem taka głupia, żeby nie poznać sztucznego uśmiechu jak i samych turystów. Wierzcie, że oba spokojnie rozpoznam na kilometr.
I ta sympatia nie ma żadnego związku z młodzieżowym przekonaniem, że Ameryka to kolebka dzisiejszej popkultury, efektownych filmów, muzyki popularnej i w ogóle źródło wszystkiego co fajne (wśród młodzieży). Wierzcie, nie przyjechałam tam ze świecącymi oczkami, za różowymi okularami.

czytaj dalej...

Amerykańskie kino [#4 USA]

Date July 18, 2009 Category Kategorie: film, kultura, polska i reszta świata, społeczeństwo

Prócz sławnych punktów w mieście (w których przeciętny mieszkaniec w ogóle nie był) grunt to też zaznać amerykańskiego zycia. I poszliśmy do kina.

Byliśmy na 3 skrajnie róznych seansach, “The Proposal” (kom. romant.), “Drag me to hell” (horror), i “Ice Age 3” (familijny).
Bilety kosztowały 12$, czyli koło 37zł, więc jak na polskie standardy to tu sie nieźle trzeba wykosztować.
Fajną rzeczą jest to, że nie ma miejscówek – kto pierwszy ten lepszy. Ale co dziwne, dużo ludzi siedziało stosunkowo nisko, niekiedy tuż przed ekranem, tak więc ostatnie rzędy były dostępne dla nas.

Społeczne różnice między Europejczykami a Amerykanami o których za każdym razem wspominam, nawet w kinie się odznaczają. Amerykańska otwartość zamienia się w wylewność, widownia jest głośna i bardzo empatyczna. Niekiedy przypomina tą widownię z sitcomów, ale nie brzmi to jednak sztucznie. Oni szczerze się śmiali z najmniejszych gagów. Ktoś złośliwy powiedziałby, że mają niski poziom inteligencji i humoru, ale spróbujmy pomyśleć inaczej.
Poczułam, że ci ludzie są duzo bardziej zrelaksowani niż Polacy, albo jeszcze lepiej, niż Europejczycy. Stąd bierze się ich beztroska, wesołość i otwartość. Kino to rozrywka, przyszli tu by się rozluźnić a więc tak robią, zapominając o wszelkich problemach. Podczas gdy na starym kontynencie zmartwienia chodzą za ludźmi jak cienie.
Okej, to już zbyt daleko idące wnioski, troszkę mnie poniosło, przyznaję. Jednak musiałam nieco wyolbrzymic byście mogli zrozumieć moją myśl.

Podoba mi się ta amerykańska wylewność, bardziej niż europejski krytycyzm i europejskie zdystansowanie. Ten niepoprawny optymizm zresztą chyba służy Amerykanom w ich życiu. Wydają się być szczęśliwi, tak jak dezyderata poleca.

czytaj dalej...

NY loves MJ [#3 NY]

Date July 9, 2009 Category Kategorie: kultura, muzyka, polska i reszta świata, społeczeństwo

Stanęłyśmy na Times Square z lekkim zdziwieniem patrząc na tłum, który był czymś poruszony. Już miałyśmy się skierować w stronę stacji metra gdy jakiś mężczyzna, afroamerykanin zdaje się, zagadał do nas. Po kilku minutach pieprzenia jakichś farmazonów, ni stąd ni z owąd wyskoczył z informacją o tym, że Michael Jackson umarł. Normalną reakcją było niedowierzenie, byłam pewna, że żartuje. Jednak wygooglował nam tą informację w swoim telefonie jednocześnie wskazując palcem na wielki telebim na Times Square.
michael jackson @ times square
No to mnie zamurowało. Nagle poczułam, że jestem świadkiem jakiegoś ważnego zdarzenia. I momentalnie Jackson pojawił się na wszystkich ustach nowojorczyków.

czytaj dalej...

American People are Friendly People [#2 NY]

Date June 30, 2009 Category Kategorie: polska i reszta świata, społeczeństwo

Wyobrażenie o Ameryce [NY] opierałam na filmach i innych podobnych mediach. Z jednej strony kochałam amerykańską kulturę, z drugiej byłam cyniczna w kwestii ludzi. “Amerykanie” – to brzmiało dla mnie jak synonim niewiedzy, otyłości, zaściankowości. Jakże to się teraz zmieniło.

Na dodatek, czytając przed wyjazdem przewodnik wysnułam różne nietrafne przypuszczenia, np. wciąż powtarzało się kwestie bezpieczeństwa, a raczej jego braku.
Np, nie zaleca się zapuszczanie się do Central Parku w dni powszednie, bo można zostać napadniętym – w biały dzień! Myślałam, że to zielone serce miasta jest oazą spokoju, niemalże jedyne miejsce gdzie można odetchnąć od zgiełku miasta. Jednakże jedynie w weekendy. 17-letnia znajoma wraca do NY w każde wakacje od wielu lat, a ani razu nie była dotychczas w Central Parku, ponieważ rodzicielka jej zabrania.
Nie mówiąc już o Harlemie, podobno najniebezpieczniejszej dzielnicy w całym mieście, stolicy Afroamerykanów, w której mieści sie mój hostel. Turyści w ogóle się tam nie zapuszczają, bo rzekomo groźnie może być i w dzień i w nocy.
Teraz zdaję sobie z tego sprawę, że ta niesława mogła się po części po prostu zrodzić z uprzedzeń do Afroamerykanów. Zaś uprzedzenie nie tylko biorą się z stereotypów, ale niestety też je wcielają w życie. Kogo tak się postrzega, takim się staje.
Wg. mapy zabójstw New York Times’a najczęstszymi napastnikami są czarni, zaś najczęstszymi ofiarami tych wykroczeń są..również czarni.

czytaj dalej...

Wordpress 2.8 – brak ogonków. Odsyfianie bazy.

Date June 14, 2009 Category Kategorie: site, wordpress

I oto jestem. Z powrotem w domu. Wybaczcie tą niską częstotliwość publikowania, ale siła wyższa. I najlepiej zacząć od mojego nieudanego startu.

Niedawno stwierdziłam, że warto zacząć blogować poczynając od aktualizacji Wordpressa do wersji 2.8. Tak też zrobiłam i momentalnie cały mój zapał został zgaszony – po aktualizacji wywaliło mi wszystkie polskie znaki.
Tak naprawdę nie byłam zaskoczona, bo moja baza zawsze miała problem z kodowaniem(rzekomo jest na latin2), a to ma swoje korzenie jeszcze za czasów mojego pierwszego hostingu. Będąc wtedy większym laikiem niż teraz, zapamiętałam jedynie to, że Superhost.pl robiło syf z kodowaniem bazy danych, niebawem odczułam to przy zmianie serwera na Dreamhost przy importowaniu bazy.

Kiedyś mnie to samo spotkało przy okazji aktualizacji i ostatecznie rozwią… tymczasowo zażegnałam problem. Bowiem rzekome rozwiązanie nie rozwiązywało problemu bazy, wiec trudno nazwać to rozwiązaniem. I tym razem się to na mnie odegrało, bo dawny sposób nie działał.

Po intensywnych poszukiwaniach, których rezultat się opierał na pradawnych wersjach wordpressa, stwierdziłam, że chyba najwyższy czas skonwertować bazę na utf-8. Nie ot zmiana etykietki z kodowaniem tabeli, tylko ingerencja w znaki w bazie. Od razu uprzedzę, że notepad++ nie dałby sobie z konwersją rady, próbowałam.
Znalazłam kilka skryptów i wtyczek do wordpressa, z czego wszystko wyglądało dość prowizorycznie a żadna wtyka nie gwarantowała bo były używane tylko na starych wersjach.
Konwersja bazy – jasne, nie ma problemu. Tylko, że tabele post_content i post_title w wp_posts posiadają jakieś indeksy typu FULLTEXT. I to, w jakiś tam dziwaczny sposób blokuje konwersje danych. Trzeba więc było ten indeks tymczasowo usunąć przez phpMyAdmina. A gdy już się pozbyłam indeksu (zapamiętać, żeby go potem dodać z powrotem), zainstalowałam wtyczkę BBWP2UTF8, ale zanim się ją uruchamia trzeba dodać następującą rzecz do wp-config.php
define('DB_CHARSET', 'utf8');
define('DB_COLLATE', '');

No to sru i konwersja pomyślnie przebiega z latin2(lub latin1, co za różnica) do utf-8_general_ci.

A to linki do innych skryptów, ale już nie wtyczek, które działają mniej więcej na tej samej zasadzie. Nie wiem tylko dlaczego u mnie nie zadziałały, chociaż wiem, że powinny.
http://yihui.name/en/2009/05/convert-mysql-database-to-utf-8-in-wordpress/

http://www.mydigitallife.info/2007/06/23/how-to-convert-character-set-and-collation-of-wordpress-database/

Zapewne niektórzy z was pukają się w czoło czytając moje wypociny. No cóż, laik musi sobie jakoś radzić :-)
Przynajmniej mam nadzieję już nie miewać problemów z bazą.

Generał Nil

Date May 17, 2009 Category Kategorie: film, kultura, polska i reszta świata, społeczeństwo

Z racji tego, że w środę maturzyści pisali matematyke, cała reszta szkoły zorganizowała pielgrzymkę do kina. Tak się ‘genialnie’ złożyło, że w kinach leci świetny, edukacyjny film na szkolne seanse – Generał Nil. Więc tak naprawdę nie mieliśmy specjalnie wyboru i musieliśmy się podporządkować dyrekcji.

Nie miałam żadnych wygórowanych oczekiwań co do filmu, więc nie trudno byłoby mnie zaskoczyć. Jednak Generał Nil nie zaskoczył, tylko utwierdził w wcześniejszych oczekiwaniach. Nie podobał mi się. Ni trochę.

czytaj dalej...

W stronę Nowego Świata #1

Date May 11, 2009 Category Kategorie: Personal, polska i reszta świata

captain-america.jpg

Kierunek: Stany Zjednoczone – Nowy Jork
Cel: Turystyka
Czas: Wakacje.
Okres: Miesiąc. Prawie.

USA! I’m coming!

Cieszę się jak przystało na wychowaną w dobie popkultury i konsumpcjonizmu; będzie to dla mnie jak podróż do magicznej krainy. Tak, jak to zawsze bywa z marzeniami dzieci o Disneylandzie ;-)
Oh, ten zachód. Może brzmi to kosmopolitycznie, ale nie szkodzi.

Nie wyjechałam wcześniej, z powodu tych niepokojów terrorystycznych, rodzice wykluczyli na jakiś czas wyjazdy do Stanów. Trochę czasu minęło, a terroryści wydaje się, mają chwilowo nerwy na wodzy; można lecieć!

I ze względu na przewidywalne warunki tego wyjazdu (Internet w zasięgu ręki, co się zazwyczaj mi nie zdarza podczas podróży) oczekujcie wakacyjny cykl wpisów o Stanach :-). Dziś #1: przygotowania do wyjazdu. Czyli cholerne formalności.


czytaj dalej...

Strona 1/2612345»...Ostatni »